czwartek, 8 października 2026

Justyna Toros Czerwony węgiel


Data wydania: 23-09-2026
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 448
Cykl: Kamienica

41/2026

Kupiłam ebooka debiutującej Justyny Toros i wierzcie mi, że nie żałuję, bo to było tak dobre, tak dojrzałe, tak przemyślane, że kolejna autorka trafia na moją listę ulubionych. Fakt, że Justyna Toros debiutowała w Książnicy utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że  to moje ukochane wydawnictwo i że umie ono w debiuty. To dzięki Książnicy miałam okazję poznać Ewę Lange i R.A. Olek. Książki, które wychodzą spod ich skrzydeł są dopieszczone w każdym calu i jeszcze nigdy nie trafiłam na chłam. 
Czerwony węgiel Justyny Toros otwiera cykl Kamienica i chociaż przeszukałam czeluści internetu to jeszcze niestety nie trafiłam na zapowiedź kolejnego tomu, ale z pewnością nie będzie to w tym roku, a szkoda, bo chciałaby poznać jak potoczą się dalsze losy sióstr Krause. Autorka zabiera na  na Górny Śląsk, a konkretnie do Rudy, gdzie w 1945 roku wkracza Armia Czerwona. Wydarzenia jakie miały miejsce na zawsze zmieniły losy rodziny Krause, a ich świat rozpada się jak domek z kart. Ginie ojciec, Greta wybiera drogę na zachód, a malutką Lusię porywa ludzki tłum. Na nastoletnią Anne spada odpowiedzialność za matkę i siostry. To dzięki niej udaje się przetrwać najtrudniejsze chwile. Kobiety zmuszone są uczyć się życia na nowo w powojennej rzeczywistości. Anna podejmuje pracę w kopalni i to tutaj poznaje Janka, który przybył nie wiadomo skąd, jego ręce nie przypominają rąk górnika z wżartym węglem w każdy zakamarek skóry. Między młodymi szybko iskrzy i pewnie żyli by długo i szczęśliwie gdyby na ich drodze nie stanął Urząd Bezpieczeństwa. Los rzuca kolejne kłody od nogi i po raz kolejny kpi z planów rodziny.
Justyna Toros stworzyła książkę obok której nie da się przejść obojętnie, nie policzę ile razy musiałam ją odłożyć, aby złapać oddech, wylałam morze łez i niejednokrotnie klęłam jak żul spod budki z piwem. Autorka bez lukru pokazuje szarą powojenną rzeczywistość, a dym z kopalnianych szybów aż gryzie w oczy. Powojenna rzeczywistość, stalinizm i komunizm, a wśród tego rodzina Krause przy ulicy Kościelnej w Rudzie, która walczy aby przeżyć każdy dzień. To genialny debiut o więzach krwi trwalszych niż stal, o ludziach, w których nigdy nie gaśnie nadzieja i o rodzinie, która w życiu każdego z nas jest najważniejsza.
Oczarowała mnie autorka Czerwonym węglem i z niecierpliwością czekam na kolejną część chociaż muszę przyznać, że Justyna Toros postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko.
Czerwony węgiel Justyny Tors to jedna z tych książek, które na długo pozostają w naszej pamięci. Gratuluję autorce genialnego debiutu.
Polecam Wam z całego serca.

Moja ocena 10/10

wtorek, 6 października 2026

Karolina Tomaszewska Na całe szczęście

 

Data wydania: 23-09-2026
Wydawnictwo: Dobre Strony
Ilość stron: 328
Cykl: Amor fati

40/2026

Na książkę Karoliny Tomaszewskiej czekałam jak mała dziewczynka na świętego Mikołaja i przyznaję, że przeczytałam ją już przed premierą, ale okazuje się, że jestem jakoś mało zorganizowana. Najpierw byłam w pracy i po zmianie nie bardzo wiedziałam jak się nazywam, teraz jestem w domu, ale przytłoczył mnie nadmiar obowiązków. Jednym słowem pokonało mnie życie, a cykl Karoliny Tomaszewskiej zasługuje nie tylko na recenzję, ale i na milion zachwyconych czytelniczek, bo to jedna z tych książek przy której nie tylko się odpoczywa, ale i wzrusza i parska niekontrolowanym śmiechem. Ten miks emocji sprawia, że prze lekturę się płynie i z żalem patrzy na ubywające strony. Ja osobiście do pewnego momentu czytałam zachłannie jakby jutra miało nie być, ale potem powiedziałam sobie stop i dawkowałam rozdziały. I tak sobie podczas lektury postanowiłam, że w tym roku kupię sobie wszystkie części pod choinkę, bo muszę koniecznie mieć Amor fati na półce po to, aby móc do niego wracać jak mi będzie do d... Karolina Tomaszewska kupiła mnie od pierwszej części inteligentnymi dialogami, niesamowitym poczuciem humoru i darem, który ma, bo pisze dziewczyna tak, że czytelnik wsiąka w świat bohaterów i zaczyna im towarzyszyć w ich codzienności. Ale żeby nie było tak różowo to muszę odnieść się bezpośrednio do Karoliny Tomaszewskiej, aby już tak nie mieszała w życiu bohaterów, bo za chwilę ani melisa, ani relanium mi nie pomogą. 
Autorka znowu zabrała mnie do świata Zuzy, Wojtka i ulubionego Franka, którego mogę jeść łyżkami.  I tak jak Wojtek jest ojcem na medal tak biologiczną matkę Franka najchętniej wysłałabym w kosmos za to co robi ze swoim synem. Chociaż czy kobieta, która porzuca dziecko tuż po porodzie zasługuje ma miano matki? Nie wiem i nie mnie to oceniać, ale jak dla mnie to autorka mogłaby ją... uśmiercić? Żebym ja stara baba miała podczas czytania książki zapędy mordercze to chyba jeszcze tego nie grali. Ale jeśli jeszcze nie znacie cyklu Karoliny Tomaszewskiej to sięgnijcie po niego koniecznie i sprawdźcie sami co to za jedna ta "matka" Franka. Między Wojtkiem i Zuzą iskrzy już od poprzedniego tomu, ale czy ona będzie umiała zaufać i się otworzyć, a on będzie w stanie przygarnąć kogoś pod dach, który jest królestwem jego i Franka? Czytajcie koniecznie.
Karolina Tomaszewska stworzyła cykl, który w moim mniemaniu mógłby mieć milion tomów i jestem przekonana, że każdy kolejny czytałabym z wypiekami na twarzy. Autorka pisze o ludziach takich jak my i z pewnością z niejedną sytuacją można się utożsamiać. Pisze prawdziwie i szczerze, jest miejsce ma uśmiech i łzy, jest paczka przyjaciół, której niejeden z nas może pozazdrościć. Mnie Karolina kolejny raz zachwyciła i wiem jedno, że chcę jak najszybciej kolejny tom.
Czytajcie koniecznie i zakochujcie się tak jak ja w piórze autorki.


Moja ocena 10/10

niedziela, 4 października 2026

Zuzanna Samulska Jeszcze zakwitną mimozy


 Data wydania: 02-09-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 416

39/2026

Z przyjemnością sięgnęłam po książkę Zuzanny Samulskiej Zanim zakwitną mimozy, bo to moje pierwsze spotkanie z autorka, ale z pewnością nie ostatnie. To książka, która wzrusza i zmusza nas do refleksji. Ja osobiście jestem zachwycona lekkością pióra autorki i nie ukrywam, że zdarzyło mi się podczas lektury ocierać łzy. Ta książka czytała się w zasadzie sama, a wzruszenie przeplatało się z atakami śmiechu, pachniało cynamonem i jesienią, były zwierzęta i miłość, która przyszła wraz z mimozami. Czego można więcej chcieć od dobrej lektury? 
Autorka zaprasza nas do Rudzic, gdzie miesza Luiza wraz ze swoim małym synkiem. To tutaj Luiza układa sobie życie: prowadzi kawiarnie i hoduje alpaki, ale przede wszystkim wychowuje swojego synka. Luiza nosi w sobie wspomnienia z przeszłości, które nie pozwalają jej zaangażować się w żaden związek. Nie chce o tym ani rozmawiać, ani wspominać przeszłości. Wierzy, że do pełni szczęścia wystarczy jej syn, a samotność jest jej po prostu pisana.
Przez zupełny przypadek w jej życiu pojawia się Aleks i jego matka. Aleks jest przystojny , wykształcony, pewny siebie, uwielbiający adrenalinę i kobiety, które spędzają z nim noc. Aleks nie angażuje się w żaden związek do czasu, gdy spotyka Luizę. Ich relacja rozwija się powoli, zbliżają się do siebie po to, by za chwilę stanąć po przeciwnych stronach. Czy dane będzie im być razem? Czy kobieta z przeszłością będzie w stanie zaufać? Dowiecie się tego sięgając po Jeszcze zakwitną mimozy Zuzanny Samulskiej.
Książka jest przeplatana zapiskami z przeszłości. Od początku nie wiadomo kto jest ich autorem, ale czytanie ich autentycznie boli. Ze wspomnień wyłania się obraz rodziny z dominującym ojcem i matką, która boi się własnego cienia, a w środku jest mały zagubiony chłopiec, który pragnie akceptacji, miłości i chce najzwyczajniej w świecie się nie bać. Te fragmenty bolały, wzburzały i sprawiały, że miało się ochotę potrząsnąć matką, aby się ocknęła z chorego uzależnienia od przemocowego mężczyzny, ale przede wszystkim ojcem, który nie potrafił zapewnić bezpieczeństwa krwi ze swojej krwi. Jesteście ciekawi kto jest autorem tych wspomnień, Wyjaśnienie znajdziecie w Jeszcze zakwitną mimozy.
to dobrze napisana książka, która przeczytałam z niekłamanym zainteresowaniem, polubiłam się z główną bohaterką i kibicowałam jej od pierwszych stron. Polubiłam  rezolutnego Maksa, ale moim zdaniem całe show skradła matka Aleksa, a już jej spotkanie z policjantami śniło mi się po nocach.
To idealna lektura dla miłośniczek powieści obyczajowych z klimatycznymi dyniami, zapachem cynamonek i domowych wypieków. 
Polecam na jesienne wieczory.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

piątek, 18 września 2026

Katarzyna Janus Francuski spadek


 Data wydania: 26-08-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 432

38/2026

Katarzyna Janus to znana mi autorka, ale przyznaję, że dawno nie sięgałam po jej książki, więc nie ukrywam, że sporo tytułów mam do nadrobienia. Czy mi się to uda to nie mam pojęcia, bo wydawnictwa dosłownie bombardują nas nowościami wydawniczymi. Wczoraj, czyli 17.09.2026 przeżyłam szok, że już pokazują się zapowiedzi książek świątecznych. Ludzie ja jeszcze nie przeczytałam wszystkich z ubiegłego roku, sprzed dwóch lat i trzech też nie. Nie wiem czy ja jestem jakaś inna, ale nie panuję nad ilością tytułów, które pojawiają się w księgarniach. Chciałabym przeczytać wszystko, ale doba ma u mnie tylko 24 godziny i oprócz książek mam dom, pracę, opiekę nad mamą i czas na życie. Dobra pożaliłam się, a teraz wróćmy do bohaterki tego wpisu czyli do najnowszej książki Katarzyny Janus Francuski spadek.
Do sięgnięcia po Francuski spadek skusiło mnie nazwisko autorki i oczywiście okładka. Przeczytałam i przyznam się szczerze, że czuję się trochę rozczarowana, Nie dlatego, że to była zła książka, bo napisana jest ona dobrze, temat ciekawy, ale między mną, a głównym bohaterem nie zaiskrzyło ani na sekundę. Do bólu cebulek we włosach irytowało mnie jego zachowanie: zakochał się, nie zakochał, będzie się spotykał, a może tylko przyjaźnił. Nie umiałam go rozgryźć, a może też i nie chciałam, A może brakowało mu wzorca matki i stąd jego rozterki. 
Głównym bohaterem jest Antoni, który zupełnie niespodziewanie dostaje w spadku kampera i dom z restauracją położone gdzieś tam we Francji. Spadkodawczynią jest jego matka, która bez słowa porzuciła jego i dwójkę rodzeństwa. Odeszła w siną dal, a oni pozostali pod opieką ojca alkoholika. Antoni pamięta matkę jak przez mgłę i teraz dla dorosłego mężczyzny jest szokiem, że zostawiła ona coś po sobie. Wiedziony wrodzoną ciekawością porzuca Polskę i udaje się na drugi koniec Europy, aby zobaczyć miejsce, w którym żyła jego matka. Czy zadomowi się we Francji i postanowi przyjąć spadek od tak naprawdę obcej mu kobiety> Co kierowało matką Antoniego, że porzuciła własne dziecko? Tego dowiecie się sięgając po Francuski spadek Katarzyny Janus.
W tej książce nie ma miejsca na nudę, bez przerwy coś się dzieje, Antek miota się i waha. Nie ukrywam, że bardzo przeszkadzała mi pierwszoosobowa narracja. Anto opowiadał swoja historię jakby był moim kolegą z podwórka, ale niestety nie jest i jakoś mnie to uwierało. Ta historia ma potencjał i  z pewnością zyska rzesze zwolenniczek, ale mnie niestety nie do końca przypadła do gustu, a już czarę goryczy przelał stwierdzenie "mój wojownik" . W jakim kontekście?? Sięgnijcie po Francuski spadek Katarzyny Janus i przekonajcie się sami. 
Łatka skradła moje serce od pierwszego spotkania, ale to chyba nic dziwnego, bo jako dumna posiadaczka siedmiu kotów nie umiem przejść obojętnie. 
Czytałam kilka tytułów autorki, ale ten dla mnie jest niestety najsłabszy. Znacie twórczość Katarzyny Janus?? A może już jesteście po lekturze Francuskiego spadku? Dajcie mi koniecznie znać.

Moja ocena 6/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

wtorek, 15 września 2026

Zbigniew Zborowski Zanim się zakochamy


 Data wydania:12-08-2026
Wydawnictwo: Gyldendal Astra
Ilość stron: 403/2026

37/2026


Nazwisko autora nie jest mi obce, bo sprawdziłam, ze miałam przyjemność czytać już książki Zbigniewa Zborowskiego. A jako znana sroka okładkowa wiedziałam, że musze sięgnąć po Zanim się zakochamy, a już opis wydawcy dopełnił ciekawości i tak oto dane mi było poznać tę niesamowitą historię. Dlaczego niesamowitą? Ano jak wiecie, kocham w książkach jak teraźniejszość miesza się z przeszłością, a duchy przodków mają wpływ na to co się dzieje w naszym życiu. Zanim się zakochamy wciąga od pierwszej strony, bawi, wzrusza i sprawia, że chcemy jak najszybciej przewracać strony, aby dowiedzieć się jak potoczą się losy bohaterów, Przyznaję, że autor ma niesamowity dar snucia opowieści i robi to z taką lekkością, że ma się wrażenie, że jesteśmy w samym środku wydarzeń.
Poznajemy Olę, młodą dziennikarkę, która marzy o prawdziwej karierze dziennikarskiej, a nie tylko o wklepywaniu wierszówek i zapychaniu stron popularnymi tematami. Chce być dziennikarką z krwi i kości, a nie wyrobnicą w poczytnym magazynie. Widomo, że musi być i on. Tak więc na scenę wkracza Kuba, który próbuje utrzymać na powierzchni ziemi swój podupadający biznes i przetrwać. Ich drogi krzyżują się pewnego dnia w jednej z telewizji śniadaniowej, gdzie tematem ma być pochodzenie, przodkowie i więzi rodzinne. I tak jak Ola wychowana w pełnej rodzinie zna historię swoich przodków do entego pokolenia wstecz. Tak Kuba nie może pochwalić się taką znajomością, wychowany samotnie przez matkę, z ojcem, który gdzieś tam jest, ale nie był zainteresowany ani młodą kobietą, ani dzieckiem, która nosiła pod sercem. Między młodymi iskrzy od pierwszego wejrzenia i odkrywają wspólnie historię  sprzed ponad stu pięćdziesięciu lat. Poznają historię Maciej i odkrywają jego grób, zwiedzają zamki na Dolnym Śląsku i odkrywają zalaną fabrykę w podziemiach pawłowickiego zamku. Szukają skarbu, który zostawił potomnym Maciej. Czy uda im się go odnaleźć? Tego dowiecie się sięgając po najnowszą książkę Zbigniewa Zborowskiego Zanim się zakochamy.
Gwarantuję Wam, że nie pożałujecie ani sekundy spędzonej z książką, bo to kawał dobrze napisanej powieści, która nie tylko sprawia, że chcemy ją poznać jak najszybciej, ale i też pokazuje, że pamięć o przodkach należy pielęgnować. Trzeba pamiętać bez względu na to kim byli, bo nosimy w sobie ich cząstkę. Zbigniew Zborowski stworzył świetną historię o miłości, tajemnicach, sekretach sprzed lat i pamięci. Po lekturze Zanim się zakochamy wiem, że muszę sięgnąć po inne tytułu autora, bo to gwarancja nie tylko dobrze spędzonego czasu, ale i możliwość poznania tego co nieznane.
Polecam serdecznie.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję Wydawnictwu Gyldendal Astra

niedziela, 6 września 2026

Sylwia Kubik Sierociniec pełen nadziei


 Data wydania: 26-08-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 336


36/2026

Myślę, że Sylwii Kubik nikomu nie trzeba przedstawiać, bo to marka sama w sobie. Autorka ma na swoim koncie ponad 30 książek i nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Niestety nie przeczytałam wszystkich tytułów wydanych przez Panią Sylwię czego ogromnie żałuję, ale żyję nadzieją, że kiedyś będę na bieżąco z tytułami moich ulubionych pisarzy, bo do takich z pewnością należy Pani Sylwia, ale z czasem coś u mnie ostatnio kruchusieńko. Liczę na jesień i dłuższe popołudnia, ale czy uda mi się zrealizować moje plany to oczywiście pokaże czas .
Sierociniec pełen nadziei to najnowsza książka Sylwii Kubik i nie ukrywam, że przeczołgała mnie ona emocjonalnie w tę i z powrotem . Matko kochana nie zliczę ile razy ją odkładałam po to, aby za pół godziny do niej wracać i dowiedzieć się ja potoczą się losy rodzeństwa, które los tak ogromnie wystawił na próbę. Cecylia i Czesio, bo o nich mowa musieli przedwcześnie dorosnąć, a wojna, głód i strach pozbawiły ich nie tylko dzieciństwa, ale i dachu nad głową, i najbliższych. Żyli w oblężonym mieście razem z matką, która starała się zapewnić im pożywienie i choć odrobinę ciepła. Kobieta za suchara albo dwa całe noce pruła, szyła i tworzyła coś z niczego wraz z setką innych zdesperowanych matek. Za swoją ciężką pracę dostawała suchara, czasami brukiew, a czasami udało jej się ukradkiem wynieść skrawki skór. Robiła to wszystko z myślą o swoich dzieciach o tym, aby chociaż raz dziennie zjadły coś co na chwilę oszuka żołądek. Los jednak ma inne plany wobec rodziny i dzieci trafiają do sierocińca prowadzonego przez siostry zakonne. Dlaczego? Tego dowiecie się sięgając po najnowszą książkę Sylwii Kubik Sierociniec pełen nadziei.
To przepiękna i trudna książka o ludziach, ich wytrwałości i determinacji. To przestroga dla nas, którzy mamy wszystko, a ciągle wydaje nam się, że czegoś nam brakuje. Nie potrafimy docenić tego co mamy i szukamy ciągle nowych bodźców, aby przez chwilę poczuć się lepiej. Nie zliczę ile razy otarłam przy tej książce łzy. Ten obraz dzieci, które z dnia na dzień tracą dom, najbliższych i poczucie bezpieczeństwa jeszcze długo będzie mi się śnił po nocach. Tęsknota za najbliższymi, głód i nieustanne zimno na długo pozostaną w mojej głowie. A już z pewnością sen z oczu spędzi mi postawa ojca dwójki naszych bohaterów, który po latach powrócił z wojny i... zrezygnował z bycia rodzicem. Dlaczego? Tego dowiecie się z Sierocińca pełnego nadziei Sylwii Kubik. 
Przyznaję, że była to dla mnie trudna lektura. Trudna, a jednocześnie piękna, a gdy na końcu książki dowiedziałam się, że jest ona oparta na faktach to serce mi pękła na milion kawałków. Jestem pod ogromnym wrażeniem warsztatu Pani Sylwii i podziwiam ją za to, że umie tak plastycznie pisać. Czytając miałam wrażenie, że jestem w środku wydarzeń, czułam przejmujący smutek i w myślach dziękowałam niebiosom za to, że mam dom, zawsze pełny talerz i nie wiem co to zimno.
Czytajcie koniecznie Sierociniec pełen nadziei Sylwii Kubik, bo to piękna i wartościowa książka. Zostanie ona z pewnością ze mną na długo.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia




czwartek, 27 sierpnia 2026

Dorota Gąsiorowska Córka wody


 Data wydania: 12-08-2026
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 624
Cykl: Córki żywiołów

35/2026

Ja nie wiem pod jakim kamieniem się chowałam, ale zupełnie przeoczyłam cykl Doroty Gąsiorowskiej Córki żywiołów. Na szczęście mogę nadrobić swój błąd dzięki uprzejmości Znak Literanova. Co prawda zaczęłam cykl od ostatniej części, ale już się domyśliłam, że każdą część można spokojnie czytać oddzielnie. Przyznaję, że zupełnie zapomniałam, że kocham książki autorki za ich magiczność i przepiękny język, za niesamowitą mieszankę emocji i historię, którą pokochałam od pierwszego rozdziału. Był czas, gdy sięgałam po każdą książkę autorki jak tylko ujrzała światło dzienne. W natłoku nowości wydawniczych gdzieś mi książki Pani Doroty umknęły,  ale już dopisuję do mojej sięgającej kosmosu listy poprzednie tytuły Córek żywiołów. Jak dobrze, że zbliża się jesień, a z nią więcej czasu na czytanie, bo i dni zaczną być coraz krótsze, a wieczory coraz dłuższe. A jak wiecie książki Pani Doroty nigdy nie należą do najcieńszych, nie jest to zarzut absolutnie, bo są autorki, które czyta się chętnie bez względu na objętość książki.
W Córce wody świat rzeczywisty miesza się ze światem magii, realizm miesza się z fantazją, a współczesność z przeszłością. Wszystkie te elementy sprawiły, że przez książkę się płynie i nie sposób jej odłożyć. Przeczytałam ją jak to ja jakiś czas temu, ale ostatnio coś mi się lepiej czyta niż pisze, życie mnie lekko pokonuje, że o nadmiarze obowiązków nie wspomnę. W Córce wody poznajemy Leę, młodą utalentowana wokalistkę, którą rozczarowuje świat show biznesu. Chce się od wszystkiego odciąć i postanawia uciec. Kierunkiem jej podróży jest Kreta. Tu tutaj trafia na ślad tajemniczej kobiety, która łudząco ją przypomina. Zmiana otoczenia sprawia, że Lea znów zaczyna śpiewać i zaczyna inaczej czuć. Jak? tego dowiecie się sięgając po Córkę wody Doroty Gąsiorowskiej.
PO drugiej stronie mamy historię piękną i smutną zarazem, że nie jestem w stanie zliczyć ile razy pociły mi się oczy i to nie był wynik upału. Nilayi przyszła na świat w środku burzy, która pochłonęła życie wielu rybaków z jej rodzinnej wioski. Była uważana za wyklętą i prawie wszyscy się od niej odwracali. Miała ona wiele talentów, a wśród nich był śpiew. Została oddana kapłanką czczącym Matkę Boginię. Poznajcie koniecznie historię Nilayi, która czuje się całym sobą.
Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż na słoneczną Kretę, czułam muśnięcia grackiego wiatru i rozkoszowałam się smakiem oliwek. Dane było mi przechadzać się po malowniczy miasteczkach i wsłuchiwać w szum fal. Dorot Gąsiorowska nie tylko maluje słowem, ale i nim czaruje. Chociaż akcja książki toczy się leniwe to czyta się ją z zapartym tchem i z żalem patrzy na ubywające strony. W moim przypadku mam jeszcze przed sobą lekturę trzech Córek, a mianowicie  ziemi, powietrza i ognia. Już się cieszę na tę niezapomnianą podróż.
Jeśli macie ochotę na niespieszną lekturę to polecam całym serduchem Córkę wody Doroty Gąsiorowskiej. Znacie poprzednie tytuły autorki???


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova


Moja ocena 8/10

poniedziałek, 24 sierpnia 2026

Karolina Tomaszewska Nieszczęścia chodzą parami


 Data wydania: 12-08-2026

Wydawnictwo: Dobre Strony

Ilość stron: 336

Cykl: Amor fati


34/2026

Czekałam z niecierpliwością na najnowszą książkę Karoliny Tomaszewskiej Nieszczęścia chodzą parami, która jest trzecią częścią cyklu Amor fati. Czekałam, czekałam i się doczekałam, i co?? Ano to, że musze znowu czekać na kolejną część. Już się zastanawiałam czy nie napisać petycji do rządu, żeby uchwalił jakąś ustawę, która zabraniałaby pozostawiania czytelników w niepewności i nakazywałaby drukowanie całości cyklów. Może to i nie jest głupi pomysł, bo tak ostatnio uświadomiłam sobie, że moje życie to ciągłe czekanie na kolejną część jakiejś książki. Ja wiem, że plan wydawniczy, że promocja, że siamto i owamto, ale czytelnicy mają wiecznie pod górkę> Myślicie, że taki projekt ustawy znalazłby swoich zwolenników?

Karolina Tomaszewska to wschodząca gwiazda literatury obyczajowej, ale ja osobiście wróżę autorce świetlaną przyszłość w blasku reflektorów i z plakatami zapowiadającymi kolejne filmy powstające po podstawie jej książek. Ludzie kochani jak ta kobieta pisze: jest wzruszająco, jest śmiesznie, są dialogi, które sprawiają, że krztuszę się herbatą i są bohaterowie, których chciałoby się mieć obok siebie. Tym razem autorka skupia się na Zuzannie i Wojtku dwójce przyjaciół, których drogi dziwnym trafem często się krzyżują. Wojtek to samotny ojciec, który kocha Franka nad życie i musi nieustannie mierzyć się z przeciwnościami, które los stawia na jego drodze, a w zasadzie przeciwności w postaci matki Franka, która po latach dojrzała do macierzyństwa. A miejscu autorki  w kolejnym tomie wysłałabym Blankę i tego jej fagasa w kosmos, a może jakiś wypadek?? Nie żebym miała instynkt mordercy, ale nikt w tej książce nie irytuje mnie tak jak ona. Przypomniała sobie po siedmiu latach, że ma syna i bardzo chce się z nim spotykać. Przecież dla takiego młodego człowieka jak Franek to szok, ale młody na szczęście na rozsądnego ojca, który wie jak zająć się sprawą. Lubię tego Wojtka za jego dojrzałość, odpowiedzialność i rozsądek. To kawał porządnego faceta. A Franka można jeść łyżkami i nigdy się nie znudzi.

Mamy i Zuzkę, która jest pogubiona w życiu, ale przed przyjaciółmi gra twardzielkę. Żyje w ciągłym poczuciu winy za błędy, których konsekwencje ponosi do dziś.  Ta młoda dziewczyna jest niezwykle empatyczna, pomocna i ma pecha, którym mogłaby obdarzyć kolejne dziesięć osób. Marzy o własnej restauracji i mam nadzieję, że w kolejnym tomie będę na uroczystym otwarciu. Fajna ta Zuzka i kibicuje jej w całego serca.

Zbieg okoliczności sprawia, że drogi Wojtka  i Zuzki krzyżują się coraz częściej i wspólnie stawiają czoła przeciwnością losu. Czy zdecydują się na wspólną drogę? Cóż tego Wam niestety nie powiem, bo autorka skończyła Nieszczęścia chodzą parami w takim miejscu, że w głowie zrodziło mi się milion pytań. Na szczęście jestem cierpliwa (do czasu) i będę wyglądała zapowiedzi wydawniczych.

Amor fati to taki cykl, który jak dla mnie mógłby się nigdy nie  skończyć. To cykl, który działa jak plaster na ranę, rozgrzewa jak ulubiona herbatka i sprawia, że kończąc jeden tom chce się natychmiast sięgnąć po kolejny. Karolina Tomaszewska to czarodziejka słowa, która sprawia, że chce się czytać więcej i więcej. jeśli nie znacie jeszcze cyklu Amor fati to sięgnijcie po niego koniecznie i chociaż autorka Nobla za ten cykl nie dostanie to jestem przekonana, że kiedyś zobaczę na ekranach kin paczke przyjaciół, z którą zżyłam się od pierwszego tomu.

Droga Autorko, pisz proszę szybciej, Szanowne Wydawnictwo, niecierpliwi czytelnicy czekają na kolejne części.


Moja ocena 10/10

niedziela, 9 sierpnia 2026

R.A.Olek Mezalians


 Data wydania: 29-07-2026
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 304
Cykl: Ostatnia księżna


33/2026

Od lat mam słabość do książek, które wychodzą spod skrzydeł Książnicy, bo wiem, że to gwarancja nie tylko dobrej literatury, ale i wspaniała przygoda, która zabiera mnie w podróż w nieznane. R.A.Olek wszedł z przytupem w zeszłym roku na literackie salony swoją Niemrą, która do dzisiaj jest w mojej głowie, bo są książki, o których szybko się nie zapomina. Nie ukrywam, że czekałam na kolejny tytuł autora, byłam ciekawa jak poradzi sobie z kolejną powieścią, bo debiutował z wysokiego C i przyznaje, że po raz kolejny mnie oczarował.
Mezalians to pierwsza część cyklu Ostatnia księżna, która opowiada o losach Marii Krystyny Habsburg i jej młodzieńczej miłości do utalentowanego romskiego skrzypka. Spotkali się na balu u rodziny Czartoryskich. Dzieli ich wszystko: status społeczny, pochodzenie i oczekiwania, które stawiają rodzice dziewczynie. Miłość nie wybiera i nie patrzy na takie błahostki, gdy człowieka ugodzi strzała amora. Wybucha II wojna światowa i ich miłość zostaje wystawiona na najcięższą próbę, bo jak wiecie z lekcji historii Romów mógł spotkać tylko jeden los. Czy tak się stanie ? Dowiecie się tego sięgając po Mezalians R.A. Olek. Autor przepięknie splótł losy bohaterów z historią Żywiecczyzny, losami arystokratów i trudnym losem ludności romskiej. I chociaż historia ta jest fikcją literacką to może się z Mezaliansu wiele dowiedzieć i uzupełnić swoją wiedzę co bardzo cenię w książkach z historią w tle. 
Kupił mnie autor swoją najnowszą powieści, bo pisze nie tylko pięknie i z dbałością o realia to jeszcze prowadzi wiele wątków, które jak nici splatają się w spójną całość. Cała plejada bohaterów z rodziną Habsburgów na czele jest doskonale wykreowana. Polubiłam Marię Krystynę za to, że jest nie tylko silna i odważna, ale i empatyczna. Mano romski skrzypek zachwyca umiłowaniem do muzyki i miłością do ukochanej. Polubiłam Kundzię, młodą mieszkankę Żywiecczyzny za jej prostotę i umiłowanie do zwierząt. Największy jednak szacunek wzbudził we mnie arcyksiążę Habsburg i jego małżonka, Alicja> Dlaczego?? Sięgnijcie koniecznie po Mezalians R.A.Olek i pokochajcie tę powieść tak jak ja.
To mądra i pełna faktów historycznych powieść, od której nie sposób się oderwać. Z niecierpliwością czekam na kontynuację, bo wiem, że R.A. Olek to gwarancja dobrej literatury.

Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica

niedziela, 2 sierpnia 2026

Gabriela Feliksik Paryska sukienka


 Data wydania: 15-07-2026
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Ilość stron: 336

32/2026

Po Paryską sukienkę Gabrieli Feliksik sięgnęłam w zasadzie przez przypadek, bo zaintrygował mnie opis i moja czytelnicza intuicja podpowiadała mi, że to będzie przyjemna lektura. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale niezwykle udane. Zachwyciła mnie ta książka i oczarowała. Kocham, gdy przeszłość miesza się z teraźniejszością, uwielbiam tajemnice, które gdy ujrzą światło dzienne zmieniają życie bohaterów, a zupełny przypadek sprawia, że losy ludzi krzyżują się i nic nie jest już takie samo. Autorka miała genialny wręcz pomysł na książkę i moim zdaniem wykorzystała go w 100%. Paryska sukienka to jedna z tych książek, które najpierw czytasz zachłannie jakby jutra miało nie być tylko po to by za chwilę wydzielać sobie ilość stron, aby książka nie skończyła się zbyt szybko. Autorka prowadziła mnie przez historię powoli ujawniając wszystkie sekrety i sprawiając, że świat bohaterów stal się moim światem.
Czy dostaliście kiedyś spadek od nieznajomej Wam osoby?  Podejrzewam, że nie i z pewnością niewielu z nas może pochwalić się takim wydarzenie w swoim życiu. To właśnie spotkało główną bohaterkę Paryskiej sukienki Rozalię Lemańską, która właśnie skończyła studia i postanowiła wyprowadzić się z rodzinnego domu do Terzebini, gdzie zamieszkuje w domu ukochanej zmarłej babci Heleny. To tutaj planuje rozpocząć swoje dorosłe życie, podjąć pracę w szkole i być może założyć rodzinę tym bardziej, że na jej drodze staje przyjaciel z dzieciństwa, Michał. Domek wydaje się lekko zapuszczony, więc na pierwszy ogień idą porządki. To właśnie podczas "odgruzowywania" domu Rozalia natrafi na pamiętniki babci, które między swoimi stronami skrywają historię, która odmieni życie dziewczyny.
W tym samym czasie poznajemy we Francji Wiktora de Lamartin, który dowiaduje się od umierającego dziadka, że w testamencie zapisał mu pół majątku, a druga część ma przypaść w udziale nieznanej mu Polce, Rozalii Lemańskiej. Aby wypełnić prośbę ukochanego dziadka Wiktor wyrusza do Polski po to, aby wypełnić jego wolę.
Losy Rozalii i Wiktora krzyżują się i choć oboje różnią się jak ogień i woda to znajdują wspólny język i razem poznają historię ukochanych najbliższych. Adam i Helena to ich historia jest w zasadzie kanwą tej niesamowitej powieści. Przyszło im żyć w okupowanej Francji, ale potrafili odnaleźć siebie. Czy dane im będzie długie i szczęśliwe życie? Tego dowiecie się z pamiętników czytanych przez Rozalię i Wiktora. Czy naszych bohaterów łączy pokrewieństwo? Jaką historię skrywają pamiętniki Heleny? Sięgnijcie koniecznie po Paryską sukienkę Gabrieli Feliksik, bo to przepięknie napisana książka o sile miłości i tajemnicach, które nawet po latach potrafią zmienić życie ludzi. Z każdą czytaną strona widziałam niezwykłą wrażliwość autorki i ogrom pracy włożony w jej napisanie, bo tło historyczne ma solidne podstawy. Jak wiecie ja lubię książki z II wojną światową w tle i Paryska sukienka zapadła mi głęboko w sercu. To jedna z tych książek, która pozostaje na długo z czytelnikiem,
Polecam Wam gorąco.

Moja ocena 10/10

niedziela, 19 lipca 2026

Ewa Lange Grzechy przodków


 Data wydania: 15-07-2026

Wydawnictwo: Książnica

Ilość stron: 304


31/2026

Nie ukrywam, że z ogromną niecierpliwością czekałam na nową książkę Ewy Lange, bo poprzednie dwie książki autorki pochłonęły mnie bez reszty i byłam bardzo ciekawa jak będzie tym razem. Czy dobrze? Czy lepiej? A może beznadziejnie? Cóż w dużym skrócie powiem tak: będąc dzieckiem kochałam Boże Narodzenie i błyszczące pudełka pod choinką. Z wieku dziecięcego dawno wyrosłam, prezenty są u mnie symboliczne, a ja w głębi serca nadal jestem dzieckiem i każda książka Ewy Lange jest dla mnie długo wyczekiwanym prezentem.  Zaczęłam czytać Grzechy przodków tak zachłannie jakby to miała być ostatnia książka w moim życiu po cym powiedziałam sobie stop i delektowałam się każdą stroną, wydzielając sobie rozdziały tylko po to, aby historię byłą ze mną jak najdłużej. Książkę skończyłam wczoraj, ale nie ukrywam, że przeczołgała mnie lekko ta historia i musiałam ją sobie poukładać w głowie. To jak w przypadku poprzednich książek autorki powieść obyczajowo - historyczna z tajemnicą rodzinną w tle i II wojną światową. Moim zdaniem Ewa Lange ma niezwykły dar snucia opowieści, który sprawia, że jej książki pochłaniają bez reszty, historie przez nią stworzone pozostają z czytelnikiem na zawsze i skłaniają go do refleksji.

Grzechy przodków toczą się na kilku płaszczyznach czasowych, a ja kocham tak poprowadzoną narrację . Klaudia Borzym, którą poznajemy współcześnie to młoda lekarka, która wcześnie owdowiała, a teraz żegna siostrę, z którą nie utrzymywała kontaktu i która zerwała z rodziną wszelkie kontakty. Siostra przepisała jej dom, a w zasadzie rozpadającą się ruderę. To tutaj Klaudia znajduje pamiętnik, który pozwala poznać rodzinne tajemnice i zrozumieć ucieczkę siostry.

Mamy też rok 1923 i niemiecką rodzinę, która wierzy w poczynania Hitlera i nie tylko wiernie mu kibicuje, ale też jest jego zagorzałym wyznawcą, a członkowie tej rodziny wiernie służą wodzowi.

Co wspólnego ma Klaudia Borzym z rodziną Hardenbergów? Tego dowiecie się sięgając po najnowszą książkę Ewy Lange Grzechy przodków.

Autorka stworzyła całą plejadę bohaterów i tak zręcznie plecie nitki wydarzeń, że można utkać z nich cały kobierzec.  Sprawnie porusza się w ramach czasowych i nie ma tutaj przypadku, wszystko jest po coś, a każdy z bohaterów ma ściśle wyznaczone zadanie. Nawet Filip, który od samego początku wydawał mi się podejrzany i nie pomyliłam się w swojej ocenie. Zapytacie kim jest Filip? Mogę Wam zdradzić, że mężem najbliższej przyjaciółki Klaudii, a reszty dowiecie się z książki. 

Autorka stworzyła powieść, którą pokochałam od pierwszej strony. Piękny język i sprawność pisarska sprawiły, że przez książkę się płynie i z żalem patrzy na ubywające strony. To bohaterowie są jej siłą napędową. Lektura skłania do refleksji i zastanowienie się czy można się uwolnić od rodzinnego dziedzictwa. Każda tajemnica ujrzy kiedyś światło dzienne, a przeszłość nigdy nie zapomina. Zgadzacie się z tym stwierdzeniem?

Jeśli lubicie powieści obyczajowo - historyczne to sięgnijcie po najnowszą powieść Ewy Lange Grzechy przodków i jestem przekonana, że pokochacie tę powieść tak jak ja. Polecam Wam serdecznie.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Książnica


Moja ocena 10/10



sobota, 18 lipca 2026

Danuta Chlupowa Słoneczne tarasy

 

Data wydania: 12-03-2025

Wydawnictwo: Książnica

Ilość stron: 320

Cykl: Pielęgniarki


30/2026


Okazuje się, że nie samymi nowościami człowiek żyje. Na Słoneczne tarasy Danuty Chlupowej trafiłam zupełnie przypadkiem, gdy zauważyłam, że na legimi pojawił się drugi tom cyklu. Pomyślałam, podumałam i postanowiłam po niego sięgnąć  i dacie wiarę, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Ja już sama nie wiem pod jakim kamieniem się schowałam. Pierwsze, ale z pewnością nie ostatnie, bo autorka kupiła mnie od pierwszego rozdziału. To przepięknie opowiedziana historia osadzona w okresie międzywojennym, pełna detali historycznych i ludowej gwary. Czytałam jednym tchem i muszę powiedzieć, że jestem zachwycona nie tylko tematyką, ale i lekkością pióra autorki.

Joanna po śmierci ojca przeprowadza się wraz z matką do wujostwa. Wuj od samego początku darzy dziewczynkę ogromną sympatią i zaangażowaniem, To co początkowo wydawało się być całkiem niewinne wraz z dojrzewanie Joasi przeradza się w niezdrową fascynację tego dorosłego mężczyzny. Joanna ma ogromny talent malarski i rozpoczyna studia na ASP w Krakowie jednak zachowanie jej wuja sprawia, że porzuca studia i podejmuje naukę w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Higienistek. Warunkiem koniecznym jest zamieszkanie w internacie i dziewczynie bardzo to odpowiada, bo nie musi przebywać pod jednym dachem z "kochającym wujem:" i zdającą się być ślepą ciotką. Po zakończeniu edukacji Joanna przeprowadza się do Istebnej, gdzie podejmuje pracę w dziecięcym sanatorium przeciwgruźliczym. To tutaj poznaje Stanisława niewiele młodszego od jej wuja i zakochuje się w nim. Ale czy po doświadczeniach jakie przeżyła będzie w stanie zaufać i zaangażować się w jakikolwiek związek? Tego dowiecie się sięgając po Słoneczne tarasy Danuty Chlupowej.

Danuta Chlupowa stworzyła przepiękną historię, która czyta się właściwie sama. Pokazała mi świat górników z kopalni Giesche, którzy w 1937 roku podjęli strajk najpierw okupacyjny, a potem głodowy po to, aby zapewnić swoim rodzinom lepszy byt. Pokazała mi sanatorium przeciwgruźlicze , gdzie leczone były przede wszystkim dzieci ze Śląska . Ja lubię jak z książek dowiaduję się rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Książka Danuty Chlupowej nie tylko pogłębiła moją wiedzę, ale i sprawiła, że mam ochotę sięgnąć po inne tytuły autorki. Polubiłam główną bohaterkę za to, że miała odwagę sięgnąć po swoje marzenia i odnaleźć swoje miejsce na ziemi. To niezwykle ciepła i empatyczna osoba, którą nie sposób nie lubić.

Polecam !!!

Moja ocena 8/10

środa, 15 lipca 2026

Eduardo Mendoza Trzy zagadki dla Organizacji

 

Data wydania: 15-07-2026

Wydawnictwo: Znak Literanova

Ilość stron: 400

Przekład: Tomasz Pindel


29/2026

Dzisiaj ma premierę książka Eduarda Mendozy Trzy zagadki dla Organizacji. Ja wiecie rzadko sięgam po książki autorów nie z naszego podwórka, ale dostałam tak kreatywnego maila od Wydawnictwa Znak Literanova, że postanowiłam wyjść ze swojej strefy komfortu i sprawdzić co kryje się pod tak chwytliwym hasłem " najzabawniejsze śledztwo roku w słonecznej Barcelonie"!". Powiem Wam tylko łamiąc zasady konspiracji, że w tym haśle nie ma ani krzty kłamstwa. Jest zabawnie, wciągająco i tak absurdalnie i groteskowo. Bawiłam się wybornie i muszę sięgnąć po inne tytuły autora, bo wstyd się przyznać, ale to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Może powinnam stworzyć własną organizację, w której jeden z pierwszych punktów będzie brzmiał: jedna książka polskiego autora, jedna zagraniczna.  Może ma to sens, przemyślę to jeszcze.

Wróćmy jednak do słonecznej Barcelony, gdzie działa tajemnicza Organizacja, która zajmuje się rozwiązywaniem dziwnych spraw. Agenci i Agentki mają do rozwiązania trzy sprawy: śmierć turysty w szemranym hoteliku, zaginięcie milionera i spadek przychodów firmy produkującej konserwy. Z pozoru wszystko wydaje się proste, a jednak za sprawą dzielnych agentów wszystko zmienia się w serie nieporozumień i pomyłek. Akcja jest tak dynamiczna, że czytelnik nie ma czasu na odrobinę nudy i złapania oddechu.

To główni bohaterowie są siłą napędową tej powieści , są tak przerysowani, że aż wzbudzają sympatię, a ich nieudolność staje się ich zaletą. Jeśli szukacie ideału tajnego agenta to  z pewnością nie znajdziecie go w Trzech zagadkach dla Organizacji. Jeśli natomiast lubicie inteligentny i ironiczny humor to koniecznie sięgnijcie po najnowsza książkę Eduarda Mendozy.

Ja początkowo  nie mogłam się "wgryźć" w powieść, ale ze strony na stronę było tylko lepiej. Autor doskonale pokazuje współczesny świat i społeczeństwo, z precyzją zegarmistrza trafia w ludzkie przywary. Brawa za ironię. Sięgnijcie koniecznie po Trzy zagadki dla Organizacji, bo to idealna lektura nie tylko na urlop. Czytajcie i bawcie się tak dobrze jak ja.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Liternova



piątek, 19 czerwca 2026

Karolina Tomaszewska Sobie pisani


 Data wydania: 17-06-2026
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Dobre Strony
Cykl: Amor fati

28/2026

Po przeczytaniu Na siebie skazani wzięłam w łapki Sobie pisani Karoliny Tomaszewskiej, bo nie mogłam się doczekać dalszych losów Kaliny i Piotra. Powiem Wam, że pierwsza część cyklu była super, ale druga to już skradła moje serce na zawsze. Jezu jakie to było dobre, wysmakowane, pełne inteligentnych dialogów i ciętych ripost. Cud, miód i orzeszki . W tym miejscu mam apel do Pani  Karoliny Tomaszewskiej: Szanowna Pani Autorko jeśli pracuje Pani na etacie to moim zdaniem powinna Pani go porzucić i zająć się tylko pisaniem książek. Myślę, że swoimi nieszablonowymi pomysłami skradnie Pani serca milionów czytelniczek na całym świecie. Ja osobiście śmiałam się i płakałam na przemian i już sama zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie cierpię na jakąś dwubiegunówkę. Żałuję ogromnie, że te książki czytają się same, a na kolejne części przyjdzie mi poczekać, bo chciałaby jedną kończyć, a kolejną zaczynać. Myślę, że pióro autorki nie znudzi mi się nigdy i podejrzewam, że nawet gdyby napisała fantasy to pewnie też bym przeczytała.
Kalina i Piotr nie należą do par, u których iskrzy od pierwszego wejrzenia. Ich relację można nazwać raczej wojną podjazdową, od początku nie szczędzą sobie uszczypliwości, złośliwości i pokazywania środkowego palca. Niespodziewane pojawienie się ojca Kaliny zmienia jednak ich relację o sto osiemdziesiąt stopni. W zasadzie dawcę nazwiska trudno nazwać ojcem, bo matka Kaliny rozwiodła się z nim, gdy ta była małą dziewczynką. To właśnie Piotr pośredniczył w rozmowach z Podhorodeckim, bo nasza bohaterka nie chciała mieć z nim nic do czynienia co akurat wcale mnie nie dziwi. Dlaczego zjawił się po latach? Nagły przypływ uczuć ojcowskich? Nic z tych rzeczy. Sięgnijcie po Sobie pisani i przekonajcie się sami. Swoją droga to byłam pełna podziwu dla Kaliny za decyzję, którą podjęła. Przed naszymi bohaterami długa droga do żyli razem długo i szczęśliwie, ale autorka doskonale pokazała jak rodzi się zaufanie i uczucie, które dla Kaliny i Piotra jest trudne do nazwania. Czy uda im się przezwyciężyć wszystko, aby w pełni móc cieszyć się tym co mają? A może no drodze do ich szczęścia staną przeciwności losu, które nie pozwolą im być razem? Sięgnijcie koniecznie po Sobie pisani Karoliny Tomaszewskiej i przekonajcie się sami.
To książka idealna, z bohaterami tak autentycznymi, że z pewnością w każdym z nich odnajdziecie cos znajomego. Dialogi to już absolutna petarda i gdyby na jednym ze znanych portali była ocena milion na milion to z pewnością bym ją dała. Poczucie humoru, błyskotliwość i wzajemne złośliwości to jest to co tygryski lubią najbardziej. Ciepła, błyskotliwa i napisana z takim smakiem, że z pewnością wrócę do niej niejednokrotnie. To lektura idealna na lato, jesień, zimę i wiosną. Kocham z całego serca i zachęcam Was do sięgnięcia po książki Karoliny Tomaszewskiej.

Moja ocena 10/10

środa, 17 czerwca 2026

Katarzyna Majewska - Ziemba Cienie zostaną za nami


 Data wydania: 16-01-2024
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 352
Cykl: Saga kresowa

27/2026


Wszystkie książki Katarzyny Majewskiej - Ziemby są już za mną, ale została mi do przeczytania Saga kresowa, która była również debiutem autorki i jakoś mi niestety umknęła. Na szczęście mam Legimi i postanowiłam nadrobić braki, bo jestem wielbicielką pióra Pani Kasi. Uwielbiam rzetelność autorki i sposób w jaki przedstawia historię, o której należy pamiętać i nikt nie wymaże  nam jej z pamięci. Ja generalnie lubię powieści w historią w tle i przyznaję, że w przypadku pióra Katarzyny Majewskiej - Ziemby nie umiem być obiektywna, bo kocham każdą literkę, która wychodzi spod jej ręki i pióra. Lwowska opowieść, Dom wyjątkowy i teraz Saga kresowa, gdyby ktoś kazał mi powiedzieć, która z serii jest najlepsza to z zamkniętymi oczami powiem, że wszystkie.
Cienie zostaną za nami to pierwsza część Sagi kresowej, która składa się z trzech części ( drugą część zaczęłam już czytać) Autorka zabrała mnie w podróż na wschodnią granicę do małej wsi położonej niedaleko Baranowicz. To tutaj mieszka Stefania wraz z mężem i dziećmi. Wiodą spokojne i poukładane życie. On jest szewcem, a ona zajmuje się domem, ogrodem i sadem. Mają też dochód z Krakowa, bo stamtąd pochodzi Stefania, która na kresach znalazła dom, przystań i drugiego męża. Miejsce, w którym mieszkają to tygiel kulturowy: Polacy , Białorusini, Żydzi mieszkają obok siebie, pomagają sobie, toczą spory, żenią się między sobą i jakoś toczy się dzień za dniem. Do czasu, gdy nadchodzi wojna, która zmienia nie tylko ich codzienność, ale i zachowanie sąsiadów. Już nie wiadomo kto wróg, a kto przyjaciel. Podczas tych niespokojnych czasów Stefania ponownie wdowieje i cały jej świat runął jak domek z kart. Zostaje sama z 17- letnią Janką i młodszym synem. Janka to urodziwa, młoda dziewczyna, którą szybko zaczyna się interesować jeden z radzieckich żołnierzy. Czy aby uchronić siebie i dzieci Stefania odda córkę w ręce wroga? A może znajdzie inne rozwiązanie dla tej trudnej dla wszystkich sytuacji? Tego dowiecie się sięgając po Cienie zostaną za nami Katarzyny Majewskiej - Ziemby.
To powieść pełna bólu i troski o każdy dzień  tak wyraziście wykreowanymi bohaterami, że nie da się przejść obok tej książki obojętnie. Z zapartym tchem śledziłam lost Stefanii i jej rodziny, a jeszcze smaczku powieści dodają strony pamiętnika pisane przez bohaterkę. Jeśli lubicie powieści z historią w tle to sięgajcie koniecznie po książki Katarzyny Majewskiej - Ziemby, bo są one warte każdej sekundy. 
Uciekam czytać drugi tom i z pewnością podzielę się z Wami wrażeniami.

Moja ocena 10/10

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Karolina Tomaszewska Na siebie skazani


 Data wydania: 13-05-2026
Wydawnictwo: Dobre Strony
Ilość stron: 320
Cykl: Amor fati


26/2026

Moje zaległości w recenzjach sięgają już prawie kosmosu, ale ostatnio cos mi się lepiej czyta niż pisze. Mam za sobą wiele ciekawych książek i muszę się z Wami zacząć dzielić tym co przeczytałam, bo za chwilę zbliżają się wakacje i z pewnością większość z Was będzie miała więcej czasu na lekturę. Dziś przychodzę do Was z kolejnym debiutem i to kolejnym Debiutem przez duże D, bo ja osobiście jestem zachwycona piórem Karoliny Tomaszewskiej i przyznaję, że zarwałam dla tej książki noc. Bawiłam się przecudownie i wcale mi nie przeszkadzało, że następnego dnia miałam worki pod oczami tak samo wielkie jak święty Mikołaj ma napchany wór prezentami. Mało tego to zupełnie się nie spodziewałam, że cykl Amor fati będzie liczył cztery części i wiem, że po każdą z nich sięgnę z ogromną przyjemnością. Autorka wchodzi tanecznym krokiem na literackie salony i z pewnością pozostanie tutaj na długo. We mnie ma już wierną czytelniczkę i z pewnością nie tylko we mnie, bo jak ktoś pisze tak lekko i sprawnie to z pewnością skradnie serca wielu czytelniczek. 
To książka obyczajowa, ale śmiało można powiedzieć, że to komedia romantyczna bez lukru i różu, o życiu tak naprawdę każdego z nas. Wydawałoby się, że na polu powieści obyczajowej nic nie da się już wymyślić, ale Pani Karolina Tomaszewska nie tylko nadała powiewu świeżości temu gatunkowi, ale i zrobiła to w sposób jakby wydawała setną powieść, a nie pierwszą. Za to właśnie kocham debiuty, bo z nimi jest jak z pudełkiem czekoladek: nigdy nie wiesz na co trafisz czy na znienawidzoną gorzką czekoladę, czy może na ukochany marcepan. W przypadku Na siebie skazani zdecydowanie trafiłam na marcepan z ogromną ilością orzechów laskowych, mniam.
Nie będę Wam streszczać powieści, bo po pierwsze każdy musi zakochać się w tej powieści, a po drugie musicie koniecznie poznać bohaterów, których nie sposób nie kochać. Powiem Wam tylko, że Karolina Podhorodecka i Piotr Kazanecki to prawdziwi bohaterowie z krwi i kości, nie pozbawieni wad, czasami irytujący do granic możliwości, ale z językami jak brzytwy i te ich utarczki słowne ( i nie tylko) są jak wiśnia na torcie. Kocham ironię, humor i przezabawne sytuacje wykreowane przez autorkę, a pomysł na fabułę z pewnością gwarantuje Pani Karolinie podpisanie praw do ekranizacji. Ja osobiście jestem o tym przekonana w dwustu procentach.
Sięgnijcie konieczne po Na siebie skazani Karoliny Tomaszewskiej, bo to lektura warta uwagi. Gwarantuję Wam, że będziecie zachwyceni tak jak ja. Zabieram się za drugą część, bo jestem ciekawa co tam autorka przygotowała dla naszych bohaterów. 
Gratuluję autorce tak dobrego debiutu, a Wydawnictwu Dobre Strony genialnego nosa do wyłapywania perełek.

Moja ocena 10/10

czwartek, 4 czerwca 2026

Katarzyna Majewska - Ziemba Po stronie piekła


 Data wydania; 12-05-2027

Wydawnictwo: Replika

Ilość stron: 384

Cykl: Dom wyjątkowy


25/2026


Po genialnej pierwszej części Domu wyjątkowego Katarzyny Majewskiej - Ziemby z niecierpliwością czekałam na kontynuację, bo to nie tylko dom jest wyjątkowy, ale i książka niesamowita . Wiedziałam, że będzie trudna, bo dzieje się podczas II wojny światowej, ale byłam zupełnie nieprzygotowana na ogrom nieszczęścia, bólu i łez. Katarzyna Majewska - Ziemba ma niesamowity dar snucia opowieści i wplatania prawdy historycznej w fikcję literacką. Robi to z kunsztem zegarmistrza, gdzie najmniejsza śrubka musi znaleźć swoje miejsce tak u autorki każde zdanie jest ważne, a każdy z bohaterów powieści jest na swoim miejscu.

Pani Katarzyna zabiera nas znowu do Domu Wyjątkowego i jak pamiętacie jest to sierociniec prowadzony przez siostry zakonne. Mamy rok 1939 i wybucha wojna, która zmieniła nie tylko życie zakonnic i ich podopiecznych, ale i życie mieszkańców stolicy. Część z podopiecznych znalazła już swoje miejsce na ziemi, ale Dom Wyjątkowy jest dla nich miejscem, do którego wracają i wiedzą, że będą przyjęci z otwartymi ramionami. Bohaterowie, których poznaliśmy w poprzedniej części dorośli i mają swoje życie, ale nigdy nie zapominają o miejscu, które pozwoliło im wyjść na ludzi. Jak mogą pomagają zakonnicom i ich podopiecznym, podrzucają żywność, leki i środki czystości. Może i nie ma tego w ilościach wystarczających dla wszystkich, ale w Domu Wyjątkowym nigdy się nie przelewało. Dla zakonnic najważniejsze jest dobro dzieci i nie raz same sobie odejmują od ust byleby dzieci były w miarę syte. Nasila się prześladowanie Żydów i w konsekwencji powstaje getto. Tam też zostaje przeniesiony Korczak wraz ze swoją gromadką, Gerszon z żoną i córką. Zakonnice nie zapominają o przyjaciołach zza muru. Podrzucają jedzenie, leki i dobre słowo, które ma nie tylko nieść otuchę, ale i wspierać i sprawić, żeby ci, których zamknięto nie zapomnieli, że są ważni i mają na kogo liczyć. To trudny czas dla wszystkich, każdy stara się przeżyć, a w niektórych wyzwala najgorsze cechy. Kto okaże się być podatnym na wpływy rasy panów, a kto pozostanie człowiekiem? Tego dowiecie się sięgając po Po stronie piekła Katarzyny Majewskiej - Ziemby.

Książka mimo tematyki czyta się w zasadzie sama i z przykrością odwracamy ostatnią kartkę, a to wszystko za sprawą autorki i jej umiejętności wciągnięcia czytelnika w fabułę. Autorka nie ocenia, nie wybiela i pokazuje wojenną rzeczywistość taką jaka była. Głód, bród, wszawica i niepewność jutra to wszystko towarzyszyło bohaterom Po stronie piekła każdego dnia. Katarzyna Majewska - Ziemba dba o szczegóły i nie ma tutaj miejsca na potknięcie. Stworzyła autentycznych bohaterów, z których nikt nie jest wyjątkowy. Mają swoje wady, przywary i przyzwyczajenia. Uwielbiam Benedyktę, a jej zapiski p każdym rozdziale są doskonałym uzupełnieniem treści. Postacie historyczne występujące w książce są tak umiejętnie wprowadzone w jej treść, że bez nich nic nie byłoby takie samo.

Żałuję tylko tego, że znowu muszę uzbroić się w cierpliwość żeby móc spotkać z bohaterami po raz trzeci.

Gratuluję z całego serca autorce nie tylko za doskonały pomysł, bo ta książka to prawdziwa perełka wśród książek o tej tematyce.

Czytacie koniecznie, bo ta wyjątkowa książka.


Moja ocena 10/10

niedziela, 31 maja 2026

Jaga Tuliszka Jak nie teraz, to kiedy?


 Data wydania: 17-06-2026
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 384

24/2026


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Taka jestem bystra, że dopiero jak dotarła do mnie książka Jagi Tulisza Jak nie teraz, to kiedy? to dopiero zorientowałam się, że to debiut. Moja bystrość czasami mnie samą zaskakuje. Kojarzyłam, że nigdzie nie rzuciło mi się w oczy takie nazwisko, ale przy ilości wydawanych książek mogło mi umknąć chociaż staram się być na bieżąco w zapowiedziach i nowościach, które zalewają nasz rynek. Jak wiecie kocham debiuty i bardzo chętnie po nie sięgam. Gdy zajrzałam do książki Pani Jagi to juz po pierwszym akapicie czułam, że to będzie dobra książka, ale zupełnie nie spodziewałam się, że aż tak dobra. W Jak nie teraz, to kiedy znalazłam wszystko to za co kocham książki: było wzruszająco, było otulająco i była historia, w której każde zdarzenie miało znaczenie. To historia, która skradła moje serce i jestem przekonana, że pokochają ją miliony czytelniczek, autorka na dobre zagości na naszych półkach i z pewnością będzie pretendentem do nagrody " debiut roku". Koniecznie zapiszcie sobie nazwisko autorki, bo jak ktoś debiutuje z wysokiego c to z każdą kolejną książką będzie jeszcze lepiej. Obawiam się, że w przypadku Pani Jagi to się jednak nie sprawdzi, bo już jest doskonale. We mnie autorka znalazła wierna czytelniczkę i z niecierpliwością wyglądam kolejnych tytułów. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać, bo znalazłam na okładce zapowiedź W samą porę, nie ma niestety daty premiery, ale okładka już zachwyca. Liczę, że w środku znajdę kolejną historię, która skradnie moje serce.
Wróćmy jednak do Jak nie teraz, to kiedy?, bo to historia, w której każdy znajdzie cząstkę siebie. To historia o zwykłym życiu, napisana w niezwykły sposób. Mira Kolska to młoda kobieta, szczęśliwa żona, kochająca matka i fryzjerka, która kocha swoją pracę. Wydawać by się mogło, że bohaterka ma poukładane życie i do szczęścia brakuje jej tylko ptasiego mleka. Pochodząca z Podhala Mira znalazła swoje miejsce na ziemi w Poznaniu. To tutaj mieszka w maleńkiej kawalerce z Michałem i dwójką niesfornych chłopców. Między małżeństwem dobrze się układa chociaż Mira ma pretensje do męża o to, że nigdy nie ma go w domu, bo pracuje w nienormowanym czasie pracy, ale kocha go cały sercem i czuje się przy nim bezpiecznie. Mira kocha swoją pracę i czuje się w niej spełniona. To tutaj zwierzają jej się klientki między strzyżeniem, farbowaniem włosów, a ich układaniem. Poznaje wiele osób, ale najbardziej do serca przypadłą jej Maria, która mimo niełatwego życia zdaje się być wieczną optymistką. Pomimo różnicy wieku kobiety zaprzyjaźniają się i uwierzcie mi ta przyjaźń będzie działać w dwie strony. Dlaczego? Dowiecie się tego sięgając po Jak nie teraz, to kiedy? 
Największym marzeniem Miry jest większe mieszkanie, bo ciężko im się żyje na kilkunastu metrach kwadratowych w czwórkę. Małżonkowie poważne rozmowy mogą prowadzić tylko szeptem kiedy dzieci zasną, a o chwile intymności jest im naprawdę trudno. Gdy teść proponuje im wyłożenie pewnej kwoty na zakup mieszkania, które ma być nie tylko spełnieniem marzeń, ale i doskonałą okazją Mirze wydaje się, że już teraz będzie tylko lepiej, Nie dotarli jednak do wymarzonego lokum, zdarzył się wypadek, w którym zginął ukochany teść i ojciec Michała, a Mira będzie się zmagać nie tylko z traumą, ale i z nienawiścią osób, które powinny jej być najbliższe. Z kim i dlaczego?? Sięgnijcie po książkę i przekonajcie się sami.
Historia Jagi Tuliszki to historia o ludziach: o mnie, o Tobie, o starszej Pani, która spaceruje z pieskiem, o sąsiadce z parteru, która działa lepiej niż lokalne media. To opowieść, która od pierwszej strony skradła moje serce i w której pokochałam bohaterów od pierwszego spotkania ( z małymi wyjątkami, ale tego dowiecie się sami). Polubiłam Mirę i chociaż chodzę do mojej fryzjerki Moniki od lat to z przyjemnością oddałabym swoją głowę w jej ręce. To kobieta z krwi i kości, nie jest idealna, jest zwyczajna jak każdy z nas, ma swoje lęki, zmaga się z atakami paniki, ale dzielnie prze do przodu To  pełna emocji powieść o tym, że nie należy odkładać życia na później. Jesteśmy tu i teraz i powinniśmy żyć tak, aby korzystać z każdego dnia nie w stu, a w dwustu procentach, bo nie wiemy, kiedy któryś dzień będzie naszym ostatnim. Sama zauważyłam, że im jestem starsza tym czas płynie jakoś szybciej i nieubłagalnie mija dzień za dniem. 
Pokochałam powieść Jagi Tuliszki Jak nie teraz, to kiedy? Jeśli lubicie historie, które nie tylko pozwalają zapomnieć o całym świecie, a świat bohaterów staje się Waszym światem to z pewnością jest to historia dla Was. Jeśli lubicie książki, która pozwalają Wam się zatrzymać i przypominają o tym co jest ważne to jest to powieść dla Was. Polecam z całego serca i jestem przekonana, że pokochacie tę książkę tak jak ja.
Z całego serca dziękuję Pani Marlenie z Wydawnictwa Znak z możliwość poznania tej niezapomnianej historii.


Moja ocena 10/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

piątek, 22 maja 2026

Monika Hakowska Miłość, wino i mój były

 

Data wydania: 13-05-2026
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Filia


23/2026

Książki autorki wpadły mi w oko na Legimi, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej powieści, która wyszła spod jej pióra. Miłość, wino i mój były to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i musze przyznać, że było bardzo udane. To idealna książka na nadchodzące upalne lato, napisana lekko i z niesamowitym poczuciem humoru. Ja bawiłam się przy niej świetnie, a momentami bolał mnie brzuch ze śmiechu. To naprawdę dobrze napisana obyczajówka z nutką romansu. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to komedia romantyczna i moim zdaniem to gotowy scenariusz filmowy. Ja czytając Miłość, wino i mój były oczami wyobraźni byłam we Włoszech, a w ustach czułam smak wina. 
Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż do świata Eleny, która wiedzie poukładane życie między Londynem, a Krakowem, gdzie wraz z mężem tworzą swój dom i azyl. Podczas jednego z powrotów z delegacji Elena dostaje maila od kancelarii adwokackiej z ....pozwem rozwodowym. Ukochany mężczyzna nie miał nawet odwagi powiedzieć jej tego prosto w oczy, a może to synonim naszych czasów? Widmo rozwodu jest dla naszej bohaterki nie tylko synonimem porażki, Elena czuje, że straciła grunt pod nogami i dręczą ją wyrzuty sumienia. Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka, która znalazła w samym sercu Toskanii ośrodek dla złamanych serc, gdzie za pomocą niekonwencjonalnych metod przywraca się wiarę w siebie i na nowo buduje poczucie własnej wartości. Czy może być lepsze miejsce dla uleczenia złamanego serca? Włoskie jedzenie, wino, winnice i malownicze widoki, dla których chce się wstać kolejnego dnia pod warunkiem, że nie przesadziło się z nektarem bogów. To w tym urokliwym miejscu pojawia się Aleks przystojny jak senne marzenie, ubrany jak z katalogu mód i pachnący jak milion dolarów. Czy może być plastrem na złamane serce Eleny? Sięgnijcie po Miłość, wino i mój były i przekonajcie się sami.
TO była udana i przyjemna lektura o zapachu lawendy. Lektura, która być może zabrzmi jak truizm, ale pokazująca, że wraz z rozwodem nasz świat się nie kończy tylko otwierają się przed nami kolejne drzwi i kolejne możliwości. Tylko od nas samych zależy jak to wykorzystamy. Monika Hakowska stworzyła genialną książkę, przy której się nie tylko doskonale odpoczywa i nabiera ochoty na podróż do Włoch, ale i stworzyła książkę, która może podziałać terapeutycznie. Przy tej książce nie sposób się nudzić, jest dynamicznie, a niektóre sceny wywołują atak śmiechu. Uwielbiam ludzi  z poczuciem humoru i coś czuję, że nadajemy z autorką na tych samych falach.
Sięgnijcie koniecznie po Miłość, wino i mój były, bo to idealna lektura na letni wieczór. Ja z pewnością sięgnę po poprzednie tytuły autorki, bo spodobało mi się to co dostałam w Miłości, winie i moim byłym.
Polecam.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

poniedziałek, 18 maja 2026

Maria Madej Nie nazywaj tego miłością


 Data wydania: 29-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352

22/2026


Z ciekawości sięgnęłam po książkę Marii Madej Nie nazywaj tego miłością i powiem szczerze, że spodziewałam się lekkiej, banalnej książki, przy której spędzę popołudnie albo dwa, a dostałam tak potężną dawkę emocji, że musiałam ją na chwilę odłożyć, żeby złapać oddech i móc powrócić do czytania, To nie jest łatwa książka, to nie jest książka o niczym. To jedna z tych lektur, które zmuszają do myślenia i czasami być może przewartościowania swojej hierarchii ważności. To mądra i potrzebna książka, która mogła zdarzyć się naprawdę, ba jestem przekonana, że w wielu domach się ona toczy, gdzieś za zamkniętymi drzwiami, bez świadków, ale zostawiająca blizny na całe życie.
Karolina, Lena i Patrycja właśnie zdają maturę i po raz ostatni przed wkroczeniem w studenckie życie spotykają się pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie i składają sobie przysięgę, że za dwadzieścia lat w tym samym miejscu się spotkają. Każda wyrusza w swoją drogę, każda do innego miasta i każda podejmie inne studia. Czy spotkają się rzeczywiście za dwadzieścia lat? Czy taka młodzieńcza przyjaźń ma szansę przetrwać? Dwadzieścia lat wydaje się jakimś kosmosem, ale gdy popatrzymy jak rok za rokiem mija to okazuje się, że to tylko chwila. 
Razem z Patrycją wybieramy się do mojego ukochanego Gdańska. Dziewczyna wie od zawsze, że chce pisać i dlatego rozpoczyna studia dziennikarskie, które mają nauczyć ją jak dotrzeć do ludzi i jak pisać by być czytanym. To tutaj też poznaje Marka, który wydaje się być ideałem: uważny na na jej potrzeby, czuły, opiekuńczy i miły. Życie wydaje jej się być bajką. W relacji z Markiem pojawiają się rysy, podcina on jej na każdym kroku skrzydła i dziewczyna staję się bezwolną marionetką w jego rękach. Pisanie schodzi na drugi plan,a najważniejsze staje się jak nie zdenerwować partnera, jak go zadowolić i nie pozwolić się upokorzyć.
Czytając Nie nazywaj tego miłością zastanawiałam się nad postawą Marka. I mimo całej niechęci do niego nie umiałam go winić. On nie znał innego postępowania. Od najmłodszych lat upokarzany przez ojca, z matką, która bała się własnego cienia chyba najzwyczajniej nie umiał być inny. Nie znał pojęcia szacunku, a miłość oznaczała bezwarunkową kontrolę. Wszystko musiało być tak jak on chciał, musiał o wszystkim decydować, nie znosił słowa sprzeciwu. Myślę, że traumy wyniesione z domu nie pozwalały mu być innym. Czy Patrycja może być szczęśliwa przy takim człowieku? A może los wybrał dla niej inną drogę? Sięgnijcie po Nie nazywaj tego miłością Marii Madej i przekonajcie się sami.
To świetnie napisana książka o życiu, o odnajdywaniu własnej drogi, o przyjaźni, która nie zna pojęcia upływu czasu i o nadziei, że po burzy przychodzi słońce, a nawet po najczarniejszej nocy nastaje dzień. To wzruszająca książka o relacjach. To książka, przy której wycierała łzy i musiałam ją odłożyć po to, aby złapać oddech. 
Polecam Wam z całego serca.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

środa, 13 maja 2026

Jakub Bączykowski To nie jest rozmowa na telefon


 Data wydania: 22-04-2026
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: W.A.B.

21/2026

" Życie nie daje gwarancji, że jutro będzie takie samo jak dziś."

Pod jakim kamieniem ja się uchowałam, że nie trafiłam jeszcze na żadną książkę Pana Jakuba? To nie jest rozmowa na telefon to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Spotkanie to chyba za mało powiedziane, bo to była niezapomniana podróż przez meandry życia. Uważna, wrażliwa, spokojna i przede wszystkim  uwrażliwiająca na drugiego człowieka. Ta powieść to cudo dla czytelników od lat 10 do lat sto. Gdy jesteśmy młodzi to nasi rodzice wydają nam się po prostu starzy, ale czas niestety nieubłagalnie biegnie i następuje zmiana pokolenia, i to my jesteśmy na miejscu naszych rodziców, często jesteśmy dziadkiem czy babcią i na życie zaczynamy patrzeć z trochę innej perspektywy. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem i każde Boże Narodzenie wydaje nam się coraz szybciej. Sama łapię się na tym, że dopiero był styczeń, a już mamy mój ukochany maj, który za chwilę się skończy, potem tylko wakacje, sezon grzewczy i konieczność zakupu opału i znowu święta. Sama jestem babcią i kocham to moje maleństwo najbardziej na świecie. Gdy mały wpada do nas to mój mąż zawsze podsumowuje jego pobyt jednym zdanie: popatrz sobie na porządek, ba za chwilę go nie będzie :) Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie i mało tego to sama wymyślam mu zajęcia, a to upieczemy ciasteczka, a to ulepimy pierogi, a to malujemy farbkami i to nic, że potem pół dnia trzeba sprzątać. Babcia to instytucja, gdzie dziecko ma się czuć swobodnie i dobrze, ale to wcale nie oznacza, że może wejść na głowę. Trzeba umieć wyznaczać granice i to też w swojej powieści pokazuje Jakub Bączykowski.
W to nie jest rozmowa na telefon poznajemy małżeństwo emerytów: Krysię i Edwarda. Ona dopiero co pozanje smak emeryckiego życia, a on już zdążył się z tym tematem oswoić z racji tego, że jest starszy od naszej bohaterki. Krysia to emerytowana bibliotekarka, dla której książki są całym życiem i aby być w stałym kontakcie z literaturą założyła Klub Książkowych Dusz, gdzie w gronie kilku koleżanek spotykaja się od czasu do czasu, aby omówić wybraną lekturę, ale i żeby podzielić się tym co u której się wydarzyło. Krysia kocha Włochy i to co z nimi związane: słucha włoskiej muzyki, zaczytuje się w powieściach, ale przede wszystkim próbuje swoich sił we wszelkiego rodzaju pastach, pizzach i innych przysmakach z tego regionu. To miłość czysto platoniczna, bo nasza bohaterka nigdy nie odwiedziła tego kraju i chociaż marzy o podróży to zawsze na przeszkodzie stają finanse i potrzeby innych. Mąż Krystyny, Edward to zapalony działkowicz, miłośnik biografii i reportaży. Małżeństwo ma dwoje dorosłych dzieci, jedno na emigracji , a drugie ma swoją rodzinę i bardzo chętnie korzystają z pomocy dziadków przy opiece nad własnym potomstwem. Życie....Dorosłym dzieciom wydaje się, że rodzice tylko czekają na skinienie palcem i biegną z pomocą. A to wcale nieprawda, bo każdy ma swoje plany, przyzwyczajenia i potrzebuje czasu tylko dla siebie niezależnie od tego czy ma lat 20 czy też 60.
Czytałam tę książkę nie tylko z ogromnym zainteresowaniem, ale i zachłannie jakby od tego zależało jutro. Autor pokazuje jak ważne są relacje z bliskim, jak ważna jest rozmowa i umiejętność stawiania granic. Jestem zakochana w tej książce i przeogromnie wdzięczna Wydawnictwu WAB za możliwość jej przeczytania. Do autora mam jednak jedno, ale.... moja lista książek do przeczytania znowu się wydłuży, bo muszę koniecznie poznać poprzednie powieści, które wyszły spod jego pióra.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B



wtorek, 12 maja 2026

Urszula Gajdowska Rosą pisane


 Data wydana: 25-02-2026

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Ilość stron: 336

Cykl: Azyl


20/2026


Rosą pisane to kontynuacja Azylu dla serca, który nie tak dawno czytałam i tak mi się spodobał, że musiałam koniecznie sięgnąć po drugą część i powiem Wam szczerze, że był to strzał w dziesiątkę. Pierwsze miesiące tego roku nie należą ani do łatwych, ani do przyjemnych dlatego też chętnie sięgam po książki, które pozwolą mi się odciąć i zanurzyć w świat bohaterów tak, że zapomnę o własnych problemach i kłopotach. Z ogromną przyjemnością wróciłam do Puszczy Knyszyńskiej i znowu znalazłam się w Azylu, gdzie nie tylko zwierzęta znajdują swoją bezpieczną przystań, ale i ludzie pokiereszowani przez los i z ogromnym bagażem doświadczeń.

W Rosą pisane autorka skupia się na siostrze Eryka, którego poznaliśmy w pierwszym tomie, a mianowicie na Edycie. Mieliśmy okazję ją poznać w poprzedniej części. Wiemy, że udało jej się uciec z toksycznej relacji, w której zaznała upokorzeń i przemocy, ale wie, że musi być silna dla dwójki dzieci, które są całym jej światem. Edyta wyleczyła się z męskiego towarzystwa. I wie, że chociaż wspomnienia bolą i ma przed sobą długie lata walki o siebie to jest silna, mądra i odważna. Gdy na horyzoncie pojawia się Dawid między tą dwójką zaczyna iskrzyć jak podczas najcięższej burzy. Dawid to nie tylko przyjaciel Eryka, ale i były wojskowy, który nie wyszedł ze służby bez szwanku na psychice. Czy dla tej dwójki majaczy na horyzoncie wspólna przyszłość? Czy dwoje poranionych ludzi odnajdzie drogę do siebie? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w Rosą pisane Urszuli Gajdowskiej.

To przepięknie napisana książka o budowaniu życia na nowo i o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi. Autorka z niezwykłą wrażliwością porusza trudne tematy i nie boi się o nich mówić. Przemoc domowa, trauma wojenna czy zespół stresu pourazowego to tylko niektóre tematy, które znajdziemy w książce. Nie zabraknie tutaj też zwierząt, które po latach udręki i maltretowania znajdą swój azyl, gdzie zostaną otoczone miłością, troską i opieką.

Polubiłam twórczość Urszuli Gajdowskiej i z pewnością jeszcze niejednokrotnie sięgnę po książki autorki.

Moja ocena 9/10

niedziela, 3 maja 2026

Monika A. Oleksa Galeria na Złotej


 Data wydania: 15-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352


19/2026

Już zapomniałam jaką przyjemność daje mi czytanie książek Pani Moniki A. Oleksy. Zapomniałam jak piękne i wrażliwe są to książki, które są nie tylko dopieszczone w każdym calu, ale i napisane pięknym literackim językiem, wlewające nadzieję i otuchę w skołatane serce. Galeria na Złotej otuliła mnie dobrem, otwartością na drugiego człowieka i uświadomiła, że jutro też wstanie dzień i zaświeci słońce i kto wie może tym razem dla mnie. Książka pozwoliła mi oczyścić głowę z niechcianych myśli i wlała we mnie morze spokoju.
Autorka w swojej najnowszej powieści zabiera mnie do Lublina. To tutaj poznajemy Emilię, która prowadzi przy ulicy Złotej galerię. Emilia stworzyła magiczne miejsce na mapie Lublina,  które przyciąga nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Każdy wie, że znajdzie tu ciepło i dobro. Człowiek oprócz możliwości obcowania ze sztuką dostanie filiżankę dobrej herbaty i słowa, które trafiają w najczulszy punkt, a koty oprócz miski karmy dostaną najlepszy fotel na drzemkę. Jedni zostaną tutaj na dłużej, a inni pójdą swoją drogą. Emilia jest niezwykłą jak dobra wróżka, która chociaż sama dźwiga ciężar na swoich barkach to jednak nie zgorzkniała i pozostałą otwarta na innych i wierzy, że w każdym można dostrzec dobro. 
To tutaj pojawia się Wiktoria, która właśnie w Lublinie zaczęła nowe życie uciekając z domu, w którym zabrakło miłości. To tutaj poznajemy Annę, dla której siniaki i podbite oko to codzienność. I w końcu to tutaj poznajemy Januarego, który tak wiele zmieni w życiu Emilii.
Cała plejada bohaterów sprawia, że przez książkę się płynie poznając historię każdego z nich . Nie są to historie przesłodzone i ociekające lukrem, ale prawdziwe z krwi i kości takie, które mogły się przydarzyć Tobie czy mnie. Historie trudne i pełne łez, bólu i cierpienia, a jednocześnie pełne nadziei i otuchy.
Monika A, Oleksa stworzyła przepiękną historię, która każe się nam zatrzymać w tym nieustannie pędzącym świecie. Historię, która po ciężkim dniu daje wytchnienie i nadzieję na lepsze jutro. Historię tak sugestywną, że ma się wrażenie, że siedzi się w jednym z foteli na Złotej i delektuje się herbatą o smaku rumianku i bławatka, obserwuje kota leżącego w plamie słońca i przed oczami stają obrazy, które zdobią to magiczne miejsce. To książka o relacjach, ludziach i emocjach. To książka zgoła terapeutyczna, która pokazuje, że nawet najbardziej poplątane nitki da się rozsupłać i powstanie z nich piękny kobierzec.
Ja osobiście jestem oczarowana klimatem, piórem i historią, którą stworzyła autorka. W wolnej chwili muszę koniecznie nadrobić te książki, które wyszły spod pióra Pani Moniki, ale w natłoku tytułów gdzieś mi umknęły.
Czytajcie i zachwycajcie się tak jak ja, polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

Moja ocena 9/10