środa, 2 kwietnia 2025

Lucinda Riley Dom orchidei


 Data wydania 1 wyd. polskiego: 18-04-2012
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 528

17/2025


Od pierwszego wydania Domu orchidei Lucindy Riley minęło 13 lat, prawie cztery lata nie ma już autorki z nami, a ja dopiero poznaję jej twórczość. Po genialnej Dziewczynie z wrzosowisk, którą kupiłam z przepiękną okładką z barwionymi brzegami postanowiłam przeczytać chociaż jedną książkę miesięcznie Lucindy Riley. Mój wybór padła na Dom orchidei, który był debiutem autorki. I już wcale się nie dziwię popularności Pani Lucindy, bo jak ludzie debiutują w ten sposób to wiadomo, że później może być tylko lepiej. Ta książka ma w sobie wszystko to za co kocham powieści: świetnie poprowadzoną akcję, super wykreowanych bohaterów, niepowtarzalny klimat i łzy, które pojawiały się nie wiadomo skąd. Nawet nie zliczę ile razy się wzruszyłam podczas lektury, ale ja lubię jak książki wywołują u mnie takie emocje.
Julia Forrester to znana pianistka, która miała wszystko: talent, sławę, dom, rodzinę i synka, który był całym jej światem. Los sprawił, że w jednej chwili straciła wszystko, a fortepian kojarzył jej się ze łzami i bólem. To właśnie po jednym z koncertów dowiedziała się, że w wypadku samochodowym zginęli jej mąż i ukochany synek. Załamana, połamana i pełna bólu zaszywa się w małej chatce w angielskiej wsi nieopadal miejsca, w którym dorastała, majestatycznej rezydencji Wharton Park. Julia żyje, ale jej życie to jedna wielka wegetacja, nie umie się pogodzić ze śmiercią najbliższych. Wszyscy starają się je pomóc w tych trudnych chwilach, ale ona nie potrzebuje nikogo wystarczają jej wspomnienia. Przypadek sprawia, że wraz z siostrą poszukując prezentu dla ojca trafia na wyprzedaż w Wharton Park. Z majestatycznej rezydencji pozostała ruina, która domaga się remontu w każdym możliwym miejscu. To tutaj obecny właściciel odnajduje dziennik dziadka Julii z czasów II wojny światowej. I tutaj zaczyna się magiczna i nieprzewidywalna podróż do przeszłości, do czasów pierwszej i tak naprawdę jedynej miłości dziadka naszej bohaterki. To również ten dziennik, a także obecny właściciel Whatron Park, Kit Crawford sprawiają, że Julia zaczyna czuć, zaczyna żyć i zaczyna na nowo z pewną nieśmiałością spoglądać w przyszłość. Czy naszej bohaterce uda się rozliczyć z przeszłością? Jak potoczą się jej losy i przede wszystkim co skrywa tajemniczy dziennik? tego wszystkiego dowiecie się sięgając po Dom orchidei Lucindy Riley. Z pewnością wielu z Was ma tę lekturę za sobą, ale jeśli nie czytał książki to polecam ją z całego serca, bo to kawał dobrej literatury.
Jak wiecie ja kocham książki, których akcja dzieje się dwutorowo. Kocham książki pełne tajemnic z przeszłości, które przez przypadek wychodzą na światło dzienne, a przede wszystkim kocham książki, które mnie wciągają od pierwszych stron. Autorka stawia przed bohaterami trudne wyzwania. To słodko - gorzka powieść o miłości pełnej tajemnic, to wielopokoleniowa powieść o rodzinie, ale także o podróży śladami przodków. Ja jestem zachwycona piórem autorki i już zacieram ręce na kolejną jej powieść. Po co tym razem sięgnę? Nie mam bladego pojęcia, ale z pewnością będzie to kolejna niezapomniana lektura.


Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania ebooka dziękuję Wydawnictwu Albatros.

poniedziałek, 31 marca 2025

Katarzyna Majewska-Ziemba Dotyk marcepanowych marzeń


 Data wydania: 11-03-2025
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 400
Cykl: Lwowska opowieść

16/2025

Czy macie też tak, że przeczytanie parę stron i już wiecie, że ta konkretna książka pozostanie z Wami na dłużej. Przez zupełny przypadek sięgnęłam po Dotyk marcepanowych  marzeń Katarzyny Majewskiej - Ziemba i zupełnie przepadłam. Najpierw czytałam zachłannie jakby to był ostatni dzień mojego życia, a za chwilę odłożyłam książkę na bok, bo za szybko ubywało mi stron. To jest książka, która chłonie się całym sobą, napisana przepięknym językiem, przeplatana lwowską gwarą i z bohaterami, którym kibicuje się od pierwszej strony. Strasznie było mi smutno, że przewróciłam ostatnią kartkę, ale trochę mi się humor poprawił jak zobaczyłam, że 6 maja będzie miała premierę druga część Gorzki smak rosolisu. Niby do maja nie tak daleko, ale ja chciałaby mieć możliwość poznania dalszych losów Rebeki, Soni i Danusi już teraz i natychmiast. Jak tu cierpliwie dotrwać do maja? Zna ktoś z Was receptę, a może podrzucicie mi jakiś tytuł, który też pochłonie mnie bez reszty. Chociaż obawiam się, że z Dotykiem marcepanowych marzeń długo żadna książka nie będzie mogła konkurować.
Pani Katarzyna Majewska - Ziemba zabrała mnie w niezapomnianą podróż do przedwojennego Lwowa. Miasta, które mam zamiar odwiedzić, a już w szczególności Cmentarz Łyczakowski, bo kocham stare metropolie za ich majestat, ciszę i historie, które ukryte są pod każdym nazwiskiem. Autorka z precyzją zegarmistrza oddała klimat Lwowa miasta pełnego kontrastów, tętniącego życiem, gdzie ścierały się różne nacje i choć z pozoru żyły w zgodzie to widać było podziały.
Katarzyna Majewska - Ziemba zaprosiła mnie do świata Rebeki młodej Żydówki, która nie bała się marzyć i nie bała się walczyć o swoje marzenia. Wychowana w tradycyjnej żydowskiej rodzinie nie poddała się woli ojca, który jak przystało na bogobojnego Żyda planowała wydać naszą bohaterkę za mąż. Rebeka od zawsze kochała gotować, miała głowę pełna pomysłów, smaków i przepisów. Jednego czego jej brakowało to pieniędzy na realizację marzeń i przyzwolenia rodziców. Rebeka pewnego dnia opuszcza dom w czym pomaga jej Sonia, sąsiadka mieszkająca piętro wyżej. To z jej pomocą Rebeka trafia do Anette. To pod jej czujnym okiem stawia pierwsze kroki w tworzeniu ciast, tart, tortów i innych słodkości, od których na samą myśl cieknie ślina. Jak poradzi sobie Rebeka bez wsparcia rodziców? Czy uda jej się spełnić marzenia? Sięgnijcie po Dotyk marcepanowych marzeń i przekonajcie się sami. Zakochajcie się w każdym zdaniu tak jak ja, dajcie się porwać w świat zapachów, smaków i wielokulturowego Lwowa.
Autorka stworzyła książkę, która jest gotowym scenariuszem filmowym. Widać ogrom pracy włożony w jej napisanie i z pewnością długie przygotowania. To książka, która utwierdza mnie w przekonaniu, że warto czytać , bo nie ma nic piękniejszego niż możliwość przeniesienia się do świata, który już nie istnieje, do świata pełnego zapachów i smaków, do świata pełnego uprzedzeń. Ta książka czyta się sama. Ja sięgnęłam po nią na Legimi, ale już wiem, że koniecznie muszę kupić wersję papierową, bo to jedna z tych książek, które koniecznie musze mieć na półce.
Dziękuję autorce, że dzięki niej miałam okazję przeżyć niezapomnianą przygodę i za to, że stworzyła historię, która na długo pozostanie w mojej pamięci. To książka, która z przytupem weszła na podium najlepszej tegorocznej trójki.
Żeby już był maj, żeby już była maj , żeby już był 6 maja i żebym mogła sięgnąć po Gorzki smak rosolisu.

Moja ocena 10/10

wtorek, 25 marca 2025

Marta Szarejko Masz to po mnie


 Data wydania: 26-02-2025

Wydawnictwo: Literackie

Ilość stron: 208

15/2025



Masz to po mnie Marty Szarejko to to rewelacyjna książka , która skłania do refleksji i przemyśleń. To książka dla kobiet i o kobietach, dla matki i córki o przekonaniach jakie dostałyśmy od naszych matek i babek. To forma rozmowy przeprowadzonej przez Martę Szarejko z psychoterapeutkami i psycholożkami.  Każdy rozdział to wypowiedź kobiety w wieku około czterdziestu lat, są matki, które urodziły się po wojnie, ale i te które urodziły się w latach 70 i 80, a więc moje pokolenie.

Moja babcia urodziła się długo przed wojną, moja mama urodziła się na jej początku, ja w latach 70. Babcia i mama dorastały w trudnych warunkach, dotknęły je bieda, głód i wojna. Pamiętam do dzisiaj jak moja Babcia mi opowiadała, że pruła worki jutowe, a z nich robiła swetry i sprzedawała po to, aby móc kupić chociaż trochę jedzenia dla mojej mamy i dwójki jej rodzeństwa, a mieszkała na wsi, więc teoretycznie powinno być jej łatwiej. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że moja Babcia przekazała mojej Mamie, że o najbliższych należy dbać w każdych warunkach i na każdy sposób. To przekazała mi moja Mama, która dorastająca już po wojnie miała okazję się kształcić, podjąć pracę zawodową i wychować dwoje dzieci: ja i moja siostra. Wychowane zostałyśmy w czasach, gdy zmieniał się ustrój, obydwie skończyłyśmy studia, założyłyśmy rodziny i staramy się dbać o swoje gniazda. Czy współczesne czasy mi się podobają? Absolutnie nie i chociaż mamy wiele udogodnień i żyje się lepiej, łatwiej to ja zupełnie nie nadaję się do współczesności. Ani Babcia, ani Mama nie nauczyły mnie, że muszę przepychać się łokciami, nie nauczyły mnie braku szacunku i nie nauczyły mnie asertywności. Tego ostatniego akurat żałuję, bo czasami przydałoby się powiedzieć nie.

Marta Szarejko uświadomiła mi i otworzyła oczy jak proste zdania wypowiedziane przez Babcię czy Mamę wryły mi się w pamięć i wypowiadam jej równie chętnie jak one. To z jednej strony straszne i przerażające, a z drugiej uświadamiające nam fakt, że genów nie oszukasz. Ileż to razy dziwiłam się zachowaniu mojej Mamy, która wracała z pracy na etacie i potem skakała wokół ojca i nas. Myślałam sobie: rety kobieto weź i usiądź, tato ma ręce i może sobie sam zrobić herbatę czy kolację. Teraz zachowuję się zupełnie jak moja Mama. Mówię na to kwoczy instynkt, bo zawsze każdy musi się meldować czy dojechał na miejsce, czy nie jest głodny, czy nie jest mu zimno. 

Masz to po mnie Marty Szarejko to nie jest poradnik, ale zbiór uświadamiających wywiadów, otwierających oczy na wiele aspektów naszego życia. Świat idzie do przodu i to co było aktualne dla mojej babci czy mamy odeszło już do lamusa, ale wartości wpojone nam przez poprzednie pokolenia zostaną z nami i będziemy je przekazywać naszym dzieciom i wnukom. Nie wszystko co przekazywały nam matki, babki czy prababki było tylko dobre czy tylko złe. Trzeba to wszystko wyważyć i znaleźć złoty środek, który sprawi, że nam i naszym najbliższym będzie się żyło jak najlepiej.

Sięgnijcie koniecznie po Masz to po mnie Marty Szarejko, bo to mądra i wartościowa lektura.

Polecam!!!


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu





Gerald Durrell Groch z kapustą


 Data wydania: 29-01-2025
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Ilość stron: 192
Tłumacz: Ewa Horodyska


14/2025

Opowiadania to forma literacka, po którą sięgam rzadko, a to z tego względu na to, że ledwo zacznę czytać,  a tu już koniec i jakoś ciężko mi się zawsze wciągnąć w treść. To chyba błąd, bo przy Grochu z kapustą Geralda Durrella bawiłam się doskonale. To kolejne nazwisko autora, po którego lekturę sięgnęłam po raz pierwszy. Gerald Durrell to nieżyjący już brytyjski autor, a także zoolog, konserwator przyrody, propagator wiedzy przyrodniczej i założyciel ogrodu zoologicznego na wyspie Jersey. W Grochu z kapustą na każdej stronie widać ogromne zamiłowanie autora do przyrody, świata roślin i zwierząt.
Groch z kapustą to zbiór pięciu opowiadań, które przenoszą nas w świat Durrella pełen szalonych przygód i świata zaskakujących zwrotów akcji. Każde opowiadanie toczy się też w innym zakątku świata. Już pierwsze opowiadanie przenosi nas na Korfu, gdzie autor opisuje wycieczkę urodzinową swojej matki, gdzie od samego początku nic nie jest zgodne z planem, a opis przenoszenia i przewożenia na łodzi zamrażarki sprawił, że banan nie schodził mi z ust. Moja chora wyobraźnia już to widziała. Należy tu również podkreślić niesamowity zmysł obserwacyjny autora i jego opis podejścia do życia Greków, a także jak na przyrodnika przystało przecudnych opisów wysp i morza. Aż chce się rzucić wszystko i spędzić malowniczy urlop na Korfu.
Drugie opowiadanie przenosi nas do Londynu, gdzie 16- letni już Gerald terminuje w sklepie ze zwierzętami i oprócz ogromnej wiedzy w tym zakresie wykazuje się też niezwykłym zmysłem strategicznym. Dlaczego? Sięgnijcie po Groch z kapustą i przekonajcie się sami.
W Grochu z kapusta wybierzemy się też do Afryki, do kliniki leczącej zaburzenia nerwowe i oczywiście na randkę i to z dziewczyną, która została z autorem na kilka lat.
Generalnie Groch z kapustą Geralda Durrella to świetny zbiór opowiadań, który bawi, przenosi w świat pasji Durrella, ale i zmusza do refleksji. Wydawca zapewnia, że nie spocznę dopóki nie poznam wszystkich opowieści autora. Ale czy tak się stanie? Pewnie tak, ale w natłoku nowości wydawniczych nie jest to moim priorytetem. Niemniej książka sprawiła, że oderwałam się od codziennych zmartwień i kłopotów i spędziłam z nią bardzo przyjemnie czas. Czas ostatnio dla mnie niełatwy, ale takie niestety jest życie.

Moja ocena 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Noir sur Blanc

niedziela, 23 marca 2025

Max Czornyj Escobar


Data wydania: 26-03-2025
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron:304
ISBN: 9788384020739

13/2025


Nazwisko Max Czornyj jest znane miłośnikom literatury, ale dla mnie to było pierwsze spotkanie z twórczością autora. Pierwsze, ale nie ostatnie, bo po lekturze Esobara, który będzie miał premierę 26 marca moja lista książek do przeczytania znowu się wydłużyła. Jezu mi naprawdę życia nie wystarczy ma przeczytanie chociaż  części książek, które ciągle dopisuję i dopisuję. Nie wspomnę  już o tym, że marnuję czas oglądając jakieś bzdury w internecie i dopiero potem przychodzi refleksja, że znowu godzina uciekła mi z życia i przez ten czas mogłam przeczytać pół książki Jak mówi stare przysłowie "mądry Polak po szkodzie".
Książka Maxa Czornyj oparta jest na faktach i przedstawia nam życie Pablo Esobara, o którym każdy z nas chociaż raz słyszał. Kolumbijski baron narkotykowy  zwany "królem kokainy" , który stał się jednym z najbogatszych ludzi dzięki przemytowi kokainy do USA . Najbardziej bezwzględny i brutalny, który nie wahał się przed niczym i jak sam siebie określał był Bogiem, panem życia i śmierci. Z jednej strony morderca, a z drugiej mąż i ojciec kochający żonę i dzieci. Chociaż zupełnie nie przeszkadzało mu mieć tabuny kochanek na boku. Za pieniądze mógł mieć wszystko. Nie będę Wam opowiadać o życiu i śmierci tego człowieka o skomplikowanej osobowości, bo jeśli lubicie książki oparte na faktach to z pewnością sięgniecie po Escobara Maxa Czornyj.
Zachwycił mnie styl autora, jego lekkość pióra i pierwszoosobowa narracja, które sprawiły, że od książki nie sposób się było oderwać. Autor z precyzją balansuje między fikcją, a prawdą. Przedstawia nie tylko losy Pablo Escobara, ale i Kolumbie lat 80 i 90 co pozwala zrozumieć motywy, które kierowały bohaterami . Ta książka wymagała niesamowitego nakładu pracy autora co widać w każdym szczególe. Lubię książki, z których dowiaduję się czegoś nowego, które mnie czegoś uczą, a Escobar to swoiste kompendium wiedzy o baronie narkotykowym.
To nie tylko opowieść o zbrodni, ale i o miłości, lojalności i zdradzie. To książka dla tych, którzy lubią zagłębiać się w psychologię i umysł morderców. Ja swoje pierwsze spotkanie uważam za bardzo udana, ale załamałam się lekko faktem ile książek ma Pan Max na swoim koncie. Kiedy ja to wszystko nadrobię?? Że już nie wspomnę o serii Filia na faktach, która ma wiele interesujących tytułów. Chyba napiszę do mojego pracodawcy podanie z prośbą o rok bezpłatnego urlopu.

Moja ocena 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia


 

czwartek, 27 lutego 2025

Agnieszka Olszanowska Pogotowie nadziei


 Data wydania: 25-04-2024
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 344
Cykl: Sekretne schronisko

12/2025


Trzeci tom Sekretnego schroniska już za mną i odnoszę wrażenie, że z każdą kolejną częścią jest tylko lepiej i ciekawiej. To jeden z tych cyklów, którego nie sposób odłożyć i czyta się z zapartym tchem . Pogotowie nadziei Agnieszki Olszanowskiej dzieje się w ulubionym przeze mnie okresie, a mianowicie w czasach II wojny światowej i okresie powojennym. Ta część jest moim zdanie najlepsza ze wszystkich, wciąga niczym bagno i zasysa nas w wir wydarzeń. A działo się tutaj dużo, a można powiedzieć, że bardzo dużo. Autorka nie dała nam czasu na zadumę, refleksję czy odpoczynek. Ale ja tak lubię kiedy akcja toczy się wartko, a bohaterowie są skrojeni jak spod igły. Nie znaczy to jednak wcale, że brakuje tutaj podłych charakterów, ale przecież i w naszym życiu nie możemy narzekać na ich brak. Autorka zabrała mnie w wir wydarzeń począwszy od roku 1939, a skończywszy na latach pięćdziesiątych. Miałam wrażenie, że jestem w środku wydarzeń i razem z główną bohaterką przeżywam jej wzloty i upadki. 
Poznajcie Edytę Żarską, a może Żaryską, bo przecież po wojnie pochodzenie miało znaczenie i im niżej tym lepiej, bo nie było się na cenzurowanym. Edyta Żarska to córka legendarnej Klotyldy, która dla ratowania najbliższych wyszła za mąż za carskiego oficera. Ż owego związku narodziły się trojaczki i właśnie nasza Edyta jest córką jednego z nich. Którego? Tego dowiecie się sięgając po książkę Agnieszki Olszanowskiej. Edyta szybko została świecie sama, w pierwszych dniach wojny straciła też dach nad głową i jedyną szansą na jego znalezienie było rozpoczęcie nauki w szkole dla położnych. To tutaj pobierała nie tylko naukę, nauczyła się zawodu, ale i dostała miejsce do spania i miskę zupy. Ciężki to był czas w życiu dziewczyny. Cudem ocalała w wojennej zawieruchy i swoje kroki skierowała do Cyprysowa miejsca, które wydawało jej się rajem na ziemi. To z Cyprysowem związała prawie całe swoje zawodowy życie. Zapytacie dlaczego prawie? Ano to były czasy, gdy ludzie chętnie donosili na sąsiadów, a służba bezpieczeństwa z lubością wysłuchiwała donosów. Trudne i wyboiste było jej życie tak to zawodowe, jaki i prywatne, ale na szczęście nasza bohaterka to prawdziwa kobieta, która kroczy dumnie przez życie z podniesioną głową. Czasami daje upust swojemu rozgoryczeniu, ale tylko wtedy gdy nikt nie jest świadkiem jej słabości.
Edyta swój zawód wykonywała z pasją i poświęceniem, witała na świecie dzieci w warunkach, które urągały wszystkiemu, w brudzie i nędzy, wśród latających bomb i czasach, gdy dzieci były przyjmowane taśmowo. Całe swoje zawodowe życie Edyta przyjmowała porody, a nie odbierała i znaczenie tych dwóch słów było dla niej bardzo ważne.
Jeśli jeszcze nie znacie cyklu Sekretne schronisko Agnieszki Olszanowskiej to polecam Wam z całego serca, bo książki o babkach wiejskich, położnych i akuszerkach na długo zapadną w mojej pamięci. Zabieram się, że ostatnią część Bociany na start i liczę na równie rewelacyjną lekturę..


Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

wtorek, 25 lutego 2025

Ryszard Ćwirlej Brudna forsa


 Data wydania:12-02-2025
Wydawnictwo: Muza
Ilość stron: 416
Cykl: Aneta Nowak


11/2025

Wydawnictwo Muza poszukiwało recenzentów na stronie Lubimy Czytać, wysłałam swoje zgłoszenie i jakież było moje zdziwienie jak dostałam maila z informacją, że Brudna forsa Ryszarda Ćwirleja zostanie do mnie wysłana. O autorze słyszałam od mojego męża, bo zaczytuje się w książkach autora i zawsze mówił do mnie, że powinnam przeczytać, ale że mamy odrębne gusta to jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam. I tutaj przyznaję się do błędu i do tego, że taka ze mnie blogerka jak z koziej d.. trąba.  O jeżu kolczasty jaka ta książka była dobra, rewelacyjnie napisana i wciągająca od pierwszej strony, I chociaż to jest szósta część cyklu to spokojnie można czytać bez znajomości poprzednich części. Nie przeczę, że o Teofilu Olkiewiczu ( jeden z bohaterów) opowiadał mi małżonek, wiec mgliste pojęcie miałam kto to jest. Ujął mnie autor poznańskimi słówkami i od razu przed oczami miałam tatę, który był rodowitym poznaniakiem i używał gwar dość często, a że nie ma go z nami ponad dwadzieścia lat to podczas lektury Brudnej forsy miałam wrażenie, że siedzi obok mnie i uśmiecha się pod wąsem.
W Brudnej forsie Ryszard Cwirlej wziął na warsztat temat rabunek stulecia. łupem padła niebagatelna kwota ponad dziesięciu milionów złotych. W 2024 roku w Swarzędzu dochodzi do napadu na samochód, który przewoził gotówkę zabraną w okolicznych kantorach. Na miejscu ginie jeden z konwojentów, drugi zostaje ranny ,a trzeci znika wraz z gotówką. Początkowo policja podejrzewa porwanie konwojenta, ale ich rozumowanie okazuje się błędne. Trzeci  z mężczyzn zatrudnionych w firmie ochroniarskiej dokonał zuchwałego napadu i przepadł jak kamień w wodę. W toku śledztwa prowadzonego przez Komendę Wojewódzką Policji w Poznaniu udaje się ustalić personalia sprawcy. I pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo na tym polega praca policji, gdyby nie fakt, iż podejrzany nie żyje od roku. Jak to możliwe? Ano możliwe, bo przestępcy, aby osiągnąć swój cel wpadają na różne genialne pomysły. Na szczęście minęły czasy policjantów z których jeden umiał pisać, a drugi czytać i dlatego zawsze chodzili dwójkami. Aneta Nowak wraz ze współpracownikami nitka po nitce łączy ze sobą fakty, wydarzenia i osoby. W spektakularny sposób rozwiązują zagadkę, której motywy mogą niejednego zaszokować.
To wielowątkowa powieść, która w zasadzie sama się czyta, z bohaterami z krwi i kości, pełnymi przywar i cech charakteru, które niekoniecznie należy brać za wzór. Ja polubiłam się z główną bohaterką, Anetą Nowak, podoba mi się jej niekonwencjonalny sposób myślenia, odwaga i determinacja w działaniu. To jedna z tych osób, które wejdą oknem, gdy napotkają na zamknięte drzwi. To kobieta z krwi i kości, której nie da się nie lubić.
Pierwsze spotkanie z Ryszardem Ćwirlejem uważam za bardzo udane. Mogę mieć tylko pretensje do siebie, że tak późno sięgnęłam po twórczość autora i znowu moja lista pozycji do przeczytania wzbogaci się o kilkanaście tytułów. 
Podsumowując Brudna forsa to świetnie skonstruowany i napisany kryminał, który angażuje czytelnika i wciąga w wir wydarzeń. Tutaj nic nie jest czarne i białe, bo gdy wydaje nam się, że już jesteśmy na tropie to jak z kapelusza wychodzą kolejne wydarzenia. I chociaż wątków jest dużo to wszystkie jak puzzle wskakują na swoje miejsce i mamy na koniec obraz napadu stulecia. Zachwyciła mnie też lekkość pióra autora, a regionalizmy jak już wspomniałam  były dodatkowym atutem.
Książka jest nie tyle dobra co rewelacyjna i gorąco Wam polecam. Gwarantuję, że nie będziecie żałować czasu spędzonego z książką.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Muza