sobota, 21 marca 2026

Andrzej Krawczyk Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj - sztetel utracony


 Data wydania: 14-01-2026

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ilość stron: 448


12/2026


Jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych książkę Andrzeja Krawczyka Jeszcze słychać tę muzykę to wiedziałam, że choćbym musiała stanąć na rzęsach to ją przeczytam. Od lat fascynuje mnie historia Żydów, ich kultura i zwyczaje, Czytam książki z II wojną światową w tle i odnoszę wrażenie, że rola Żydów została zredukowana do ich udziału w Holokauście i tematyki obozów koncentracyjnych. Spójrzmy tylko na tytułu, bo z Auschwitz jest już dosłownie wszystko; baletnica, pięściarz, orkiestra i można tak wymieniać bez końca. Dlatego też koniecznie chciałam przeczytać książkę Andrzeja Krawczyka, bo czułam podskórnie, że wiele nauczę się z tej książki i nie pomyliłam się w moich przeczuciach. To była niezapomniana podróż przez historię, tę zapomnianą i ę, o której nie mówi się zbyt często. Ta książka to dla mnie prawdziwe źródło wiedzy, a ja uwielbiam jak coś wynoszę z książki i chociaż podejrzewam, że ta wiedza do niczego mi się nie przyda to ja odczuwam niesamowitą satysfakcję i wdzięczność, że wiem i że mogłam przeczytać tę niezwykłą książkę Andrzeja Krawczyka.

Biłgoraj to miasto położone w południowo - wschodniej Polsce. To tutaj przed wojną zamieszkiwała ludność Żydowska, która stanowiła ogromną część mieszkańców. To tutaj powstał sztetl. Zapytacie co to jest? To właśnie miasteczko, małe skupisko miejskie zachowujące tradycję i obyczajowość żydowską. Żydzi w takich miasteczkach otrzymywali dożywotnią dzierżawę pod cmentarz, pozwolenie ba budowę synagogi i mykwy. I właśnie do takiego prowincjonalnego miasteczka zabrał mnie Andrzej Krawczyk. To miasteczko było odzwierciedleniem obyczajów i życia społecznego ludności żydowskiej. Po sztetlach obecnie nie pozostało prawie nic, a istniały, toczyło się w nich życie, ludzie rodzili się i umierali. Religia była dla nich esencją życia. jedni byli biedni, a inni opływali w dostatki. Taki świat na kartach swojej książki pokazał mi Andrzej Krawczyk.

Jeszcze słychać tę muzykę nie jest opowieścią o ludziach, jest opowieścią o świecie, który istniał, a zniknął prawie bez śladu. To podróż w głąb miasteczka, które żyło i rozwijało się. Biłgoraj poznajemy nie tylko z perspektywy autora, ale także z zachowanych wspomnień mieszkańców. Smaczku książce dodają ilustracje, które przybliżają nam tamten świat. 

Był i zniknął.....


Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont

wtorek, 17 marca 2026

Ewa Lange Białe magnolie


 Data wydania: 11-03-2026
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 320

11/2026

Czarne orchidee o debiutancka powieść Pani Ewy Lange, która ukazała się w zeszłym roku i którą przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Czekałam na kolejną powieść Pani Ewy, bo mój czytelniczy nos mówił mi, że jak ktoś debiutuje z wysokiego C to z każdą kolejną książką może być tylko lepiej ( chociaż w przypadku autorki wątpię żeby to było możliwe) i obawiam się, że w końcu na najbardziej poczytnym portalu zabraknie gwiazdek do przyznawania, bo wyżej to już tylko chyba niebo i kosmos. Jeśli nie znacie jeszcze twórczości Ewy Lange to musicie to koniecznie nadrobić, a jej nazwisko zapisać dużymi literami, bo z pewnością będzie błyszczeć na literackim firmamencie. Ewa Lange zabrała mnie do czytelniczego nieba. Dostałam wszystko to za co kocham książki: dostałam ogromną lekcję historii, okrucieństwa człowieka wobec człowieka i wybaczania. Dostałam dwie ramy czasowe, które uwielbiam i taką niesamowitą lekcję emocji i pokory, że przez Białe magnolie ciężko będzie mi trafić na dobrą książkę, która mnie pochłonie całą sobą. Tak właśnie sobie pomyślałam, że teraz muszę jeszcze raz sięgnąć po Białe magnolie, aby móc w spokoju delektować się każdym zdaniem i każdą sceną. Ta książka nie była dobra, ona była genialna od początku do końca, to książka, której nie da się odłożyć na " za chwilę" , bo ją się czyta zachłannie i z żalem patrzy na ubywające strony. I w tym miejscu wystosuję apel do Pani Ewy: Szanowna Pani czy mogłaby Pani częściej wydawać książki? To nieludzkie, że na kolejną książkę kazała Pani czekać dziewięć miesięcy. Nie żebym była złośliwa, ale znam autorów, którzy wydają książkę prawie co miesiąc i jakoś dają radę. Nie będę tutaj podawać nazwisk, bo z pewnością się każdy domyśla. 
Dość wstępu, bo Białe magnolie czekają na moją subiektywną ocenę. Jak już wspomniałam mamy tutaj dwie ramy czasowe rok 2024 i 1943. We współczesności poznajemy Olę Sobotę. Młoda, zbuntowana dziewczyna zaczyna swoją pierwszą pracę w Domu Spokojnej Starości Harmonia jako sprzątaczka. Nie jest zadowolona ani z miejsca, które "śmierdzi'" ani z pracy, ale chce za wszelką cenę się usamodzielnić i wyrwać z rodzinnego domu. I znowu muszę wtrącić zdanie, bo jak wiecie sama pracuje w domach opieki i tam rzeczywiście jest specyficzny zapach. Ja osobiście już tego nie czuję, ale kiedyś przyjechał do mnie mąż i pierwsze jego pytanie była; jak wytrzymujesz ten zapach. Ola z czasem przyzwyczaja się do nowych warunków i zaprzyjaźnia z pensjonariuszami, a jej świat staje na głowie, gdy poznaje wnuka jednego z podopiecznych.
Jest i rok 1943, gdzie poznajemy Alkę Kwiatkowską. To młoda, zakochana kobieta, która przez swój zapalczywy charakter wpada w ręce gestapowców i trafia do obozu koncentracyjnego, gdzie przeżywa piekło na ziemi i walczy codziennie o przetrwanie.
Co je łączy i skąd Białe magnolie? Dowiecie się sięgając po rewelacyjną książkę Ewy Lange, bo to jedna z tych powieści, które warto poznać. Już zachwyciłam się debiutem Ewy Lange, a Białe magnolie tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że Pani Ewa pisze nie tylko pięknie, ale i dotyka najczulszych strun czytelnika. Jedno zdanie ciśnie mi się na usta: dla takich książek warto żyć. Nie będę Wam pisać streszczenia książki, bo to lektura, która zasługuje na poznanie całym sobą. Sięgnijcie koniecznie po Białe magnolie i jestem przekonana, że pokochacie twórczość autorki tak jak ja.


Moja ocena 10/10

sobota, 14 marca 2026

Magdalena Wojtkiewicz W obronie miłości


 Data wydania: 25-02-2025
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 368


10/2026

Czyżbym znalazła kolejną autorkę, po której książki będę sięgać z przyjemnością? Być może. To moje pierwsze spotkanie z Panią Magdaleną Wojtkiewicz i po lekturze W obronie miłości wiem, że muszę nadrobić pozostałe tytuły, bo książkę czytało się znakomicie. Pewnie, że możecie powiedzieć, że książka jest przewidywalna , że główna bohaterka chce zjeść ciastko i mieć ciastko, ale jak dla mnie to książka, która ma w sobie to coś co sprawia, że czyta się z zapartym tchem, a ostatnie strony spędziłam z chusteczką przy oczach. Łzy zrzucam na wiosenne pylenie, bo przecież ja przy książkach nie płaczę:) to chyba największe kłamstwo ostatnich miesięcy. Płaczę, płaczę i bardzo łatwo mnie wzruszyć, ale to znak, że mam oczy na właściwym miejscu.
Autorka w swojej najnowszej książce W obronie miłości zabrała mnie w podróż do okupowanego Ostrowca Świętokrzyskiego. To tutaj poznajemy Urszulę i jej rodzinę, która prężnie działa w konspiracji i każdy kto zapuka do drzwi Sławiaków może liczyć na pomoc. Urszula pomaga matce prowadzić rodzinną piekarnię, a po pracy uczestniczy w tajnych kompletach.  Życie toczy się w miarę spokojnie jak na czas, w którym przyszło jej żyć, ale wszystko do momentu, gdy na drodze naszej bohaterki staje Oskar Osman - oficer gestapo. Osman zauroczył się Urszulą i robi wszystko, aby ich drogi jak najczęściej się krzyżowały. Życie Urszuli już nigdy nie będzie takie samo. Rozdarta między młotem a kowadłem, między chęcią wyciągania pomocy a głosem serca. Jak potoczą się losy Urszuli? Tego dowiecie się sięgając po W obronie miłości Magdaleny Wojtkiewicz.
Ta książka sprawiła, że zapomniałam o sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Czytałam zachłannie jakby to miał być mój ostatni dzień. I chociaż Urszula lekko mnie irytowała to byłam pełna podziwu dla jej sprytu, odwagi i bohaterstwa. Dlaczego? Przekonajcie się sami. Ale ta Ula w sumie to była biedna i rozdarta między sercem a rozumem. Własna matka nie była w stanie zaakceptować jej działań, ludzie wytykali ją palcami na ulicy, a jej jedynym błędem było to, że urodziła się w niewłaściwym czasie i ulokowała uczucia w niewłaściwym na tamte czasy człowieku. Ale czy serce jest w stanie posłuchać rozumu?
Uważam, że Magdalena Wojtkiewicz napisała książkę dobrą, wciągającą i z dobrym tłem historycznym. Autorka stworzyła bohaterów z krwi i kości, i historię która wciąga od pierwszej strony. A zakończenie? To już prawdziwy majstersztyk, który sprawił, że zalałam się łzami. W najbliższym czasie muszę  sięgnąć po poprzednie tytuły autorki, bo jestem ich niezmiernie ciekawa.
Sięgnijcie koniecznie po W obronie miłości Magdaleny Wojtkiewicz i dajcie znać jak Wam się podobała ta historia.

Moja ocena 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

wtorek, 10 marca 2026

Rafał Wicijowski Ostatni taniec


 Data wydania: 11-02-2025
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Filia

9/2026

Moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu Ostatniego tańca Rafała Wicijowskiego: powinien być prawny zakaz pisania takich książek, a Wydawnictwo powinno być pociągnięte do odpowiedzialności karnej  za straty moralne i wprowadzenie czytelnika w stan przedzawałowy. Matko kochana co to była za książka:( jak zaczęły pocić mi się oczy gdzieś koło siedemdziesiątej strony to skończyłam zapuchnięta od płaczu. Jeżu co to była za książka, wciągnęła mnie od pierwszej strony i z pewnością pozostanie ze mną na długo. Co zrobiłam zaraz po lekturze Ostatniego tańca. Taka zapłakana i rozmemłana? Otóż podeszłam do osobistego męża, który oglądał jakiś serial i powiedziałam mu: kocham Cię. Dlaczego? Ci z Was, którzy czytali wiedzą dlaczego, a tym przed którymi jeszcze lektura odpowiem: bo mogę, a reszty dowiecie się lekturze książki.
Historia Julii i Michała jest nie do zapomnienia, bo taka miłość zdarza się raz na milion. Poznali się przypadkiem, gdy ona uczyła się do kolokwium. I od słowa do słowa, od spotkania do spotkania wiedzieli, że to jest na całe życie. Miał być ślub, dzieci, wnuki i mieli się razem zestarzeć. Z pewnością tak by było, gdyby nie fakt, że Michał porzucił Julię przed ołtarzem. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy i za pośrednictwem przyjaciela dostarczył jej list. Dziesięć słów, które złamały serce naszej bohaterce.
Ciężko jej się było podnieść, z mozołem i pomocą najbliższej przyjaciółki wróciła do żywych. Skończyła studia i podjęła pracę w jednej ze średnich szkół. Długo nie umiała się otworzyć na nowy związek, a jej życie kręciło się wokół pracy i domu. Minęło dziesięć lat od ucieczki Michała sprzed ołtarza i mężczyzna postanowił wrócić po to, aby po latach wyjawić prawdę. Prawda ta sprawi, że życie Julii już zmieni się na zawsze. 
Tę książkę przeżywa się całym sobą. To zdecydowanie jedna z tych lektur, które będą towarzyszyć mi już zawsze. Przepiękna historia miłości, która przetrwa wszystkie burze, ból i czas. O miłości ponad wymiarami i na przekór czasowi. Zawsze wydaje nam się, że mamy czas: czas na rozmowę, czas na bycie ze sobą, czas na życie, a tak naprawdę wystarczy czasami sekunda i okazuje się, że tego czasu nie mamy i zostają niedokończone rozmowy, pustka i cisza, które już nigdy się nie zapełni.
Jestem zachwycona historią, którą stworzył Rafał Wicijowski w Ostatnim tańcu. I chociaż autor tłumaczy nam na końcu, że covid, że na pierwszym roku polonistyki to absolutnie nie Witkiewicz. Panie Rafale, a kto by zwracał uwagę na takie drobiazgi jak ma przed sobą książkę, która wciąga jak bagna i co chwilę trzeba szukać chusteczki?? Gratuluję pomysłu i wykonania. Jestem jak najbardziej na tak i czekam na kolejną Pana powieść.

Moja ocena 10/10

czwartek, 5 marca 2026

Nina Zawadzka Za twoim śladem


 Data wydania:25-02-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 400


8/2025

Przyznaję się bez bicia, że nie przeczytałam wszystkich książek autorki, bo ciągle coś innego wpada mi w ręce i przyznaję się, że to błąd, bo Nina Zawadzka potrafi dotrzeć do najgłębszych zakamarków mojej wyobraźni i z każdym rozdziałem czułam się coraz bardziej wciągnięta w wir wydarzeń, towarzyszyłam głównej bohaterce w takich momentach jej życia, że od samego czytania cierpła mi skóra. Ta książka to prawdziwy majstersztyk, wzrusza do bólu i chwyta za serducho na długo i długo nie da o sobie zapomnieć. Moim zdaniem wśród przeczytanych przeze mnie książek Niny Zawadzkiej, Za twoim śladem jest najlepsza. Głęboka, brutalna, przemyślana, a przede wszystkim przypominająca historię Polski. Autorka nie owija w bawełnę i nie upiększa. Stworzyła bohaterów z krwi i kości, z którymi możemy się utożsamiać, bo każdy z nas znajdzie w nich cząstkę siebie. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu Niny Zawadzkiej i pozostanę jej ogromną fanką, bo z każdej jej książki dowiaduję się czegoś nowego, a to o czym zapomniałam, bo pamięć ludzka jest ulotna, przypomina mi autorka w swoich powieściach. Genialnie pokazuje tło historyczne i jestem przekonana, że w każdą swoją powieść włożyła ogrom pracy, aby pokazać świat takim jaki był. A robi to tak plastycznie, że czytając ma się wrażenie, że sami jesteśmy uczestnikami.
W swojej najnowszej powieści zabiera nas do lat 1941 - 1944, a więc jesteśmy w samym sercu wojny. Przewijają się również we wspomnieniach bohaterów lata przedwojenne kiedy to Liliana poznaje starszego od siebie Cypriana. Pierwsze zauroczenie młodej dziewczyny przeradza się w miłość zdawałoby się do końca życia, ale niestety wojna zweryfikowała plany naszych bohaterów na wspólne życie i miłość aż po kres. Wojna ich rozdzieliła, ale nasza bohaterka stara się dotrzeć do ukochanego. Wpada w łapy NKWD i po długich morderczych przesłuchaniach zostaje skazana na wiele lat w obozie pracy gdzieś w głębi ZSRR. W baranowickim więzieniu przeszła piekło na ziemi, ale przy życiu trzyma ją chęć odnalezienia narzeczonego i wystukiwane alfabetem wiadomości z jednym z więźniów. Tak poznaje Przemka. Cyprian, Przemek, Przemek, Cyprian? Dwaj mężczyźni, którzy wnieśli dużo w życie naszej bohaterki. Którego wybierze? Czy tego, którego pierścionek nosiła na palcu czy może tego dla którego stałą się wojenną żoną? A może los jeszcze inaczej pokieruje życiem naszych bohaterów? Czy uda im się przetrwać to piekło na ziemi? Wszystkiego dowiecie się sięgając po najnowszą książkę Niny Zawadzkiej Za twoim śladem.
Polubiłam Lilianę i chociaż początkowo wydawała się rozpieszczoną panienką z dobrego domu to w konsekwencji okazała się silną, dzielną i odważną kobietą, która chciała żyć i być szczęśliwą, Towarzyszymy jej w wędrówce od więzienia aż do Monte Casino. Trudna to byłą droga, pełna niebezpieczeństw i bólu, ale nasza dzielna Liliana dała radę, bo jej siłą napędową byłą miłość, Nie bez powodu stare przysłowie mówi, że miłość potrafi przenosić góry.
Nina Zawadzka stworzyła rewelacyjną powieść o miłości silniejszej niż wojna, o nadziei i w końcu o sile kobiet. Stworzyła powieść autentyczną i pełną emocji. Stworzyła powieść, która jest gotowym scenariuszem filmowym. Rewelacyjna, cudowna i przepięknie napisana. Czytajcie koniecznie, bo są książki, które watro poznać.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

wtorek, 3 marca 2026

Agata Sawicka Kim jesteś, Saro??


 Data wydania: 10-02-2026
Ilość stron: 348
Wydawnictwo: Szara Godzina

7/2026

Twórczość Agaty Sawickiej lubię i cenię, bo każda dotychczas przeczytana przez minie książka autorki wniosła coś i sprawiła, że robiło mi się lekko na duszy. Pani Agata ma dobre, lekkie pióro i pisze tak, że nie sposób się od książki oderwać. Czy tak samo było w przypadku najnowszej powieści autorki Kim jesteś, Saro?? Na początek zdradzę Wam, że ta książka to prawdziwa petarda, która czyta się w zasadzie sama, akcja toczy się wartki, a bohaterowie to prawdziwe perełki i jeszcze ta akcja, która toczy się dwutorowo. No kocham całym sercem i chcę zawsze trafiać na tak dobre książki.
Już od pierwszej strony czytelnik zostaje wciągnięty w wie wydarzeń i historię młodej kobiety, która po poważnym wypadku budzi się w szpitalu i... nic nie pamięta, nie wiem kim jest, nie wie jak się nazywa, ani nic nie wie o swojej przeszłości, a najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że nikt jej nie szuka. Dlaczego? Przecież nie ma człowieka bez jego historii i każdy gdzieś ma kogoś kto interesuje się jego losem. A w przypadku naszej bohaterki nikt jej nie szuka. Sara, bo tak dały jej na imię pielęgniarki, często śni, że ucieka i goni ją samochód, ciemna uliczka i nieznajomy mężczyzna. Czy to obrazek z przeszłości? Czy zupełnie przypadkowy koszmar? Sięgnijcie po Kom jesteś, Saro? i przekonajcie się sami, bo autorka stawia nam tutaj kluczowe pytanie kim my jesteśmy bez naszej przeszłości i rodziny. Jak ważne są wspomnienia. 
Sara po opuszczeniu szpitala znajduje schronienie w ośrodku dla bezdomnych kobiet, ale dla tak wrażliwej dziewczyny to miejsce jest horrorem. Przez zupełny przypadek trafia do ogrodu prowadzonego przez zakonnice. To w tym tajemniczym ogrodzie, pełnym kwiatów, tajemnicy i zapachu jaśminowca jest ukryta chatka. Przypadek sprawia, że Sara w zamian za opiekę nad ogrodem na możliwość zamieszkania w starej chacie i to tutaj zaczyna się historia, która skradła moje serce. Wspomnienia dawnych mieszkańców domku, sny Sary i tajemniczy list są kluczem do rozwiązania zagadki poprzednich mieszkańców. Sara też tutaj znajduje ukojenie i pozornie wewnętrzny spokój, bo ktoś nadal czyha na jej życie. Na drodze Sary stają dwaj mężczyźni; Michał, którego poznała przez przypadek (czy na pewno ?) i tajemniczy zakonnik Hubert (?). Kim są ci dwaj mężczyźni i dlaczego stanęli na drodze Sary? Bo nie ma przecież przypadkowych osób i każdy kogo spotykamy w swoim życiu jest po coś. Sięgnijcie koniecznie po najnowszą książkę Agaty Sawickie Kim jesteś, Saro? i dajcie się porwać w wir wydarzeń.
Uwielbiam książki, które toczą się dwutorowo, a historię Ziemowita i Anny, którą zafundowała nam autorka i która jest fundamentem narracji pokochałam całym sercem. Genialny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie.
Agata Sawicka po raz kolejny udowadnia, że pisanie to jej największa pasja, w którą wkłada całe serce i sprawia, że grono Jej czytelniczek stale się poszerza. To historia utkana z emocji i zapachów. Czytając wciąż czułam pachnący jaśminowiec. To historia o tożsamości i traumie, o życiu takim jakie jest i o tym, że przed przeszłością nie da się uciec. Przepięknie napisana, pełna wzruszeń i emocji.
Polecam Wam z całego serca. Czytajcie i dajcie znać czy też skradła Wasze serca tak jak moje.

Moja ocena 10/10

czwartek, 26 lutego 2026

Marta Obuch Na babski rozum

 

Data wydania: 04-02-2026
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Filia

6/2026

Po książki Marty Obuch sięgam zawsze chętnie, bo wiem, że czeka mnie dobra zabawa. Odnoszę wrażenie, że mamy z autorką podobne poczucie humoru, bo zawsze wiem, że będzie zaplątane z poplątanym, ale napisane z wielkim wyczuciem i niesamowitą dawką dobrej zabawy. Potrzebowałam książki lekkiej, zabawnej, przy której zapomnę o problemach i kłopotach. Dostałam wszystko w 100%, a nawet z nawiązką, bo znowu miałam okazje na przelotne spotkanie z Marchewkę ( jednym z bohaterów wcześniejszej książki Pani Marty). 
Sama autorka określa, że Na baski rozum to kryminał rodowy inspirowany wydarzeniami, które miały miejsce w rodzinie autorki. Czy w związku z powyższym było lepiej czy gorzej? Moim zdaniem było tak samo dobrze jak przy poprzednich tytułach. Można pokusić się o stwierdzenie, że na Marcie Obuch można polegać jak na antydepresantach, poprawa humoru i dużo uśmiechu gwarantowane.
W swojej najnowszej książce Marta Obuch zaprasza nas do świata Tosi, którą poznajemy, gdy wybiera się na pięćdziesiąte urodziny matki na wieś do rodzinnego domu jej dziadków. Szykuje się ogromy zlot rodzinny z ciotkami, pociotkami, wujkami i przyjaciółmi i znajomymi, bo pięćdziesiątka to przecież okazja do wielkiego świętowania. Ale jeśli myślicie, że Tosia trafia do wsi spokojnej i sielskiej do jesteście w ogromnym błędzie. Tosia, aby złapać oddech od atmosfery panującej przy stole wybiera się na spacer po okolicznych polach. Spacer skończył się wypadkiem Tośki, a przy pobliskich torach zostaje znaleziony trup. Niby nic szczególnego, ale ów denat miał napisany na ręce numer telefonu do naszej bohaterki,. Na miejscu pojawia się policja i tutaj zaczyna się cała lawina zdarzeń, które w konsekwencji kończą się szczęśliwym finałem, a nawet jedną zakochana parą i kolejną zaręczoną. Ale zanim do tego dojdzie musimy się zmierzyć z rodzinną tajemnicą, nieznaną córką  i zakopaną skrzynią, a nawet dwiema skrzyniami, ale o tym cicho.
Marta Obuch stworzyła świetną historię napisana na podstawie drzewa genealogicznego. Pokazała w Na babski rozum jaki wpływ mają na nas traumy odziedziczone po przodkach. Znajdziemy to tajemnice, które wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne, klątwy i niedopowiedzenia. Znajdziemy tutaj relacje rodzinne i wiele zagadnień związanych z genealogią.
To dobra książka, z którą spędziłam dobrze czas i wiem, że każda kolejna książka, która wyjdzie spod pióra Pani Marty Obuch trafi w moje ręce.
Poznajcie koniecznie Tosię i jej zwariowaną rodzinę.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

poniedziałek, 23 lutego 2026

Katarzyna Majewska - Ziemba Pod milczącym niebem

 


Data wydania: 03-02-2026

Wydawnictwo: Replika

Ilość stron: 384

Cykl: Dom Wyjątkowy

5/2026


Twórczość Katarzyny Majewskiej -Ziemby poznałam dzięki Lwowskiej opowieści trzytomowego cyklu, który skradł moje serce od pierwszej strony. Gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych kolejną powieść autorki to wiedziałam, że muszę koniecznie ją przeczytać, bo Pani Katarzyna pisze nie tylko pięknym językiem, ale w swoich książkach porusza tematy, które chwytają mnie za serce i sprawiają, że wiem dlaczego kocham literki. Każda dotychczasowa powieść autorki to dla mnie majstersztyk w najlepszym wydaniu, wypieszczona, z tłem historycznym i ogromem pracy włożonym w napisanie książki. Kocham każdą literkę jaka wychodzi spod ręki Pani Katarzyny,  jej książki zajmują honorowe miejsce w mojej biblioteczce. Nie znam jeszcze Sagi kresowej autorki i sądzę, że pora ją nadrobić w oczekiwaniu na drugą część Domu Wyjątkowego. Już znalazłam, że premiera Po stronie piekła będzie miała miejsce w maju, a więc trzeba się uzbroić w cierpliwość, bo trochę wody w rzekach jeszcze upłynie.

Pokochałam Pod milczącym niebem od pierwszego rozdziału. Ograniczałam czytanie jak tylko mogłam, wyznaczyłam sobie rozdział dziennie, bo szkoda mi było rozstawać się z bohaterami. Dzisiaj niestety musiałam ją skończyć i żałuję tego ogromnie, a to z tego powodu, że są książki, które mogłyby się nigdy nie kończyć.  Oczarowała mnie autorka po raz kolejny nie tylko pięknym językiem, ale i niesłychaną umiejętnością łączenia faktów historycznych z fikcją literacką. Pod milczącym niebem na długo zostanie w mojej pamięci, bo to Książka przez duże K, napisana z ogromną uważnością i wrażliwością.

Tym razem autorka zabrała nas do Warszawy w dwudziestoleciu międzywojennym. Lucyna to panienka z dobrego domu, dla której los nie był łaskawy. Ojciec, który nie szanował ani jej, ani matki łajdak nad łajdakami, zawiedziona miłość, a wreszcie utrata majątku spowodowały, że dziewczyna wstępuje do klasztoru, gdzie przybiera imię Benedykta. Poświęca się pracy nad niechcianymi sierotami . Z uwagą i poświęceniem otacza dzieci troską i miłością. W tym katolickim sierocińcu nie ma dostatku, a bieda i niedostatek są ich codzienną towarzyszką. Oddaje się  dzieciom całą sobą, stara się wpoić wartości, które są w życiu ważne, uczy wspólnego życia i uważności na drugiego człowieka. Gdy Benedykta na letnisku, na które udało jej się wyjechać z dziećmi, poznaje Janusza Korczaka to on staje się dla niej inspiracją, Korczak również prowadzi Dom Dziecka, ale dla sierot wyznania mojżeszowego. I chociaż dzieci różni wiara i wyznanie to między młodymi ludźmi nawiązują się przyjaźnie. Czy przetrwają, a może sprowadzą kłopoty na Benedyktę i jej dzieci? Tego dowiecie się sięgając po Pod milczącym niebem Katarzyny Majewskiej - Ziemby.

Pod milczącym niebem to pierwsza część cyklu Dom Wyjątkowy. To przepięknie napisana, mądra i przemyślana książka, która na długo zapadnie w moim sercu. Autorka ujęła mnie nie tylko znajomością topografii Warszawy z okresu dwudziestolecia międzywojennego, ale i gwarą warszawską, która dodaje smaczku całej powieści. Ale już rozmyślania Benedykty, które przeplatają poszczególne rozdziały to prawdziwa perełka. Dzięki nim poznajemy Lucynę i jej drogę, która sprawiła, że jest w miejscu takim, a nie innym.

Autorka stworzyła całą plejadę bohaterów, których nie sposób nie lubić, no może oprócz Gałgana ( bo tak go nazwałam), ale przecież w każdej powieści musi być czarny charakter. Poznajcie koniecznie małych bohaterów powieści Katarzyny Majewskiej - Ziemby i ich opiekunkę. Ta książka jest autentyczna, przepełniona ciężką pracą i staraniem o młodego człowieka. To książka o matczynej miłości pełnej poświęceń, trosk, ale i sukcesów. To książka o codzienności tej za klasztornym murem, o rozterkach, staraniach i lękach, o matczynej miłości, która nie szuka poklasku. Tu doskonale sprawdza się zdanie, że nie ta jest matką, która urodziła, ale ta która wychowała. To przepiękna opowieść o Benedykcie i jej dzieciach. Odliczam dni do maja i premiery drugiego tomu Domu Wyjątkowego.

Czytajcie koniecznie!!!!


Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika

poniedziałek, 9 lutego 2026

Katarzyna Zyskowska Nocami krzyczą sarny


 Data wydania: 05-06-2023

Wydawnictwo: Znak Literanova

Ilość stron:400


4/2026


Do Nocami krzyczą sarny Katarzyny Zyskowskiej długo się zbierałam i jakoś zawsze było mi nie po drodze z tą książką. Zaczynałam i odkładałam na później, bi było coś pilniejszego, ważniejszego i co tu dużo mówić: życie mnie dopadło i książki zeszły na dalszy plan. Nocami krzyczą sarny wymaga zaangażowania i skupienia. To nie jest jedna z tych książek, które przeczyta się po łebkach i zapomni, bo to lektura, która na długo zapadnie w mojej pamięci. To niesamowicie przejmująca i mroczna powieść o trzech pokoleniach kobiet. Dla mnie to książka doskonała, kompletna i absolutnie genialna. Dopisuję nazwisko autorki do grona moich ulubionych. I mam to szczęście, że jeszcze kilka tytułów mam do przeczytania. 

Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż w Góry Sowie. a więc trochę po sąsiedzku, bo przecież mieszkam na Dolnym Śląsku. Poznajemy Marię, która po sukcesie swojej powieści wraca do miejsca, w którym spędzała wakacje będąc nastolatką. To podczas tragicznych wakacji zaginęła na trzy dni i wyparła to co się wydarzyło z pamięci. Tak jakby odcięła wszystko grubą kreską, za którą nie ma absolutnie nic. Gdy wraca jako dorosła kobieta wspomnienia ożywają. Ja puzzle w układance wskakują na swoje miejsce i pokazują nie tylko dramat Marii, ale i polsko - niemiecką historię Gór Sowich. Pokazują wojnę i jej ofiary, wyzwolenie i przybycie osiedleńców.

Maria, Mareike i Marianna. Trzy kobiety, które połączyła dziedziczona trauma. Trzy historie i trzy ramy czasowe. Trzy historie połączone w jedną niezapomniana powieść Nocami krzyczą sarny. Katarzyna Zyskowska stworzyła powieść fenomenalną, która opowiada o tym kim jesteśmy i o tym jak wpływają na nas rodzina i przodkowie. To przejmująca historia pokazująca skomplikowane dzieje ziem dolnośląskich. To historia o kobietach, ich sile i dramatycznych wyborach. 

Jak to dobrze, że przeczytałam tę książkę. Jak to dobrze, że dałam jej kolejną szansę, bo dzięki temu mogłam przeżyć niezapomnianą podróż w Góry Sowie. Ta historia pozostanie ze mną na zawsze i chociaż mamy luty to już wiem, że to jena z najlepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku książek i to tych przez duże K.


Moja ocena 10/10

środa, 28 stycznia 2026

Beata Zdziarska Chłopic z ruin

 

Data wydania: 20-01-2026
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 303
Cykl: Gdańska opowieść

3/2026

Wczoraj odebrałam przesyłkę od Wydawnictwa Replika, w której znalazłam m.in. Chłopca z ruin Beaty Zdziarskiej. Zerknęłam tylko na moment i... przepadłam. Tej książki nie da się odłożyć, chce się czytać i czytać, pochłania bez reszty, zapada w głowie na długi czas i z żalem przewraca się ostatnią stronę. Chłopiec z ruin to pierwsza część Gdańskiej opowieści Beaty Zdziarskiej i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Już znalazłam dwie książki autorki na Legimi, po które sięgnę w najbliższym czasie, bo jak ktoś tak pisze to zasługuje na to, aby poznać pozostałe dostępne pozycje. Przeszukałam też czeluści internetu w poszukiwaniu drugiej części Gdańskiej opowieści, ale niestety jeszcze nic nie znalazłam w zapowiedziach wydawnictwa, a ja potrzebuję kolejnej części jak powietrza do oddychania i snu do normalnego funkcjonowania. Chłopiec z ruin to majstersztyk, powieść utkana z emocji, bólu, strachu. To historia nie tylko ludzi, ale i mojego ukochanego Gdańska. Miasta, w którym staram się być przynajmniej raz w roku i w którym każda uliczka i każdy zaułek opowiada nam swoja historię. Przecudna, mądra i głęboko przemyślana historia, która nie tylko skradła moje serce, ale i na długo zostanie w mojej pamięci.
Friedrich i Helena. Mały Niemiec i Polska. To właśnie ich losu poznajemy w najnowszej książce Beaty Zdziarskiej. Friedrich był świadkiem śmierci swojej matki, która zginęła z rąk radzieckich wyzwolicieli. Samotnie przemierza ulice spalonego Gdańska i wie, że musi być odważny. Próbuje odnaleźć krewnych, których pamięta z czasów, gdy nie musiał być bohaterem. Głodny, zmęczony, wystraszony. Na szczęście na swojej drodze spotyka Helenę Koszek. Ich drogi splatają się w jedną. Friedrich przypomina jej własne dziecko, które straciło życie w bezsensowny sposób. Helena postanawia zaopiekować się Friedrichem, a Friedrich Heleną. Oboje są sobie potrzebni, bo wojna zabrała im wszystko. Czy uda im się stworzyć dom w ruinach miasta, które kiedyś tętniło życiem? Sięgnijcie po Chłopca z ruin Beaty Zdziarskiej i przekonajcie się sami, bo to piękna i wzruszająca książka.
Czytanie tej książki boli. Oczyma wyobraźni widziałam i małego Friedricha, który samotnie przemierzał spalone miasto. Utożsamiałam się z Heleną, która, aby przeżyć musiała udowodnić, że jest przydatna dla Rzeszy, a po  wyzwoleniu musiała udowadniać, że jest Polką. Straciła wszystko co było dla niej ważne: dom, rodzinę, bezpieczeństwo, ale nigdy nie straciła najważniejszego: człowieczeństwa. Nie przeszkadzało jej,  że Friedrich jest Niemcem, dla niej był małym chłopcem i to dla niego postanowiła stworzyć dom i być dla niego mamą.
Ta książka jest utkana z emocji. To jedna z tych książek, których nie da się odłożyć dopóki nie ujrzy się napisu: koniec. Ta książka to nie tylko lekcja historii, ale i podręcznik empatii i człowieczeństwa. Gratuluje autorce świetnie napisanej powieści i z niecierpliwością czekam na drugą część.
Czytajcie i zachwycajcie się tak jak ja.

Moja cena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika

niedziela, 11 stycznia 2026

Monika Raspen Piękność z lodu

Data wydania: 18-11-2025
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 46
Cykl: Kobiety Romanowów
 


2/2026


Wiem, że już mówiłam, że Monika Raspen to moje zeszłoroczne odkrycie i zdania nie zmieniam. Kocham każde zdanie i każdą literkę napisaną przez autorkę. Piękność z lodu to trzeci tom Kobiet Romanowów i tak jak nie jestem miłośniczką kontynuacji i cyklów to w tym przypadku muszę zadać fundamentalne pytanie: jak żyć  w oczekiwaniu na kolejną książkę autorki. Monika Raspen to czarodziejka słowa, pełna kultury i takiej niespotykanej dzisiaj wrażliwości na drugiego człowieka. Wiem co mówię, bo od czasu do czasu piszemy do siebie, a w zasadzie ja piszę, a Monika nagrywa mi głosówki, a jej głos to balsam na moją duszę: kojący spokojny i z taką niesamowitą iskrą, która sprawia, że można jej słuchać na okrągło.

Nie ukrywam, że Piękność z lodu czytałam długo, ale to nie dlatego, że książka jest nudna czy mało zajmująca. Taki mam czas, że życie pokonuje mnie w starciu z książką. Są obszary, na których muszę się mocniej skupić, a na lekturę zastaje mi czas wieczorem jak już kładę się do łóżka. Wierzą głęboko, że ten trudny czas minie i będę mogła się bardziej skupić na moich ukochanych książkach tym bardziej, że wraz z nastaniem nowego roku wydawnictwa jak zwykle prześcigają się w premierach.

Wróćmy jednak do Piękności z lodu i niesamowitych kobiet z rodu Romanowów. Nie będę Wam streszczać książki, bo uważam, że każdy powinien sięgnąć po książki Moniki Raspen. Autorka solidnie przygotowała się do napisania cyklu i widać to w drobnych detalach, w które obfituje książka. Chociażby Jajka Faberge, które dostawała rodzina carska na każdą Wielkanoc są opisane z dbałością o najmniejszy detal, kolor, a nawet kamień, z którego zostały wykonane. Autorka wykreowała całą plejadę bohaterów, pokazała ich słabości i siłę, w każdym z nich można było emocje, które im towarzyszyły, brać udział w podniosłych wydarzeniach, ale i w machlojkach, które na dworze carskim wyglądały z każdego kąta. Autorka skupia się nie tylko na carze Aleksandrze i jego żonie, ale i na dzieciach, pociotkach i krewnych i znajomych królika. O każdej z postaci dowiadujemy się czegoś nowego, nawet Rasputin, który do tej pory kojarzył mi się jako czarny charakter tutaj ukazany jest tak, że nie tylko go polubiłam, ale i było mi go żal, bo padł ofiarą intryg i knowań w otoczeniu carskiego dworu. To on nie patrząc na to jak odbija się to na jego zdrowiu niejednokrotnie pozwolił uciec bohaterom spod kosy.

Ja jestem zakochana w piórze Moniki Rapsen i podejrzewam, że gdyby napisała książkę z gatunku fantastyki (oby nie) to też bym ją przeczytała. Przyznaję, że już przepatrzyłam wszystkie dostępne portale czytelnicze żeby sprawdzić kiedy można się spodziewać kolejnej książki autorki, ale niestety nic nie znalazłam. Pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i czekać, ale już dzisiaj wiem, że warto. Są autorzy i Autorzy. Monika zalicza się zdecydowanie do tych przez duże A. We mnie ma wierną czytelniczkę już do końca moich dni. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Moniki Raspen to nadróbcie to koniecznie, bo Jej książki są napisane sercem i trafiają w sam jego środek.

Uwielbiam i czekam.


Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Wydawnictwu Replika

wtorek, 6 stycznia 2026

Kaja Owczarczyk Dziedzictwo

 

Data wydania: 20-11-2025
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Videograf S.A.

1/2026

Nie mogłam przejść obojętnie obok Dziedzictwa Kai Owczarczyk, bo po pierwsze to debiut autorki, a po drugie z opisu wynikało, że książka jest prowadzona dwutorowo. Sięgnęłam po książkę z niekłamanym zainteresowaniem. Dziedzictwo to książka z pogranicza literatury obyczajowej i historycznej czyli takiej, po którą sięgam najchętniej. To jest książka, która na długo zapada w pamięci i czyta się nie tylko słowa, ale wchodzi w życie głównych bohaterów. To książka o traumie traumie międzypokoleniowej i jej wpływie na potomnych. Kaja Owczarczyk weszła na rynek wydawniczy z wysokiego c i myślę, że z zainteresowaniem będę śledzić poczynania autorki w jej kolejnych powieściach. Już teraz mam obawy, bo jak debiutuje się w taki sposób to co będzie dalej?? Czuję podskórnie, że o Kai Owczarczyk usłyszymy jeszcze niejednokrotnie i myślę, że warto zapamiętać to nazwisko i śledzić zapowiedzi wydawnicze.
Jak już wspomniałam akcja w Dziedzictwie jest przeprowadzona dwutorowo. W przedwojennej Warszawie poznajemy Zofię, panienkę z dobrego domu, która wchodzi w dorosłe życie. Rozpoczyna naukę śpiewu i marzy o karierze artystycznej. Podczas jednej z lekcji poznaje Rachelę, młodą Żydówkę, która nie tylko staje jej się bliska, ale i sprawia, że Zofia musi zmierzyć się z prawdą o samej sobie. Wybuch wojny zmienia życie dziewczyn. Zofia działa prężnie w konspiracji, a Rachela... Co działa się z Rachelą dowiecie się sięgając po Dziedzictwo Kai Owczarczyk.
W 1993 r. poznajemy Idę, wnuczkę Zofii, która pojawia się w Sztutowie po to, aby opiekować się schorowaną kobietą. Ida próbuje pogodzić życie w Sztutowie z tym w Warszawie, gdzie zostawiła męża i pracę. I o ile praca sprawia jej niesamowitą satysfakcję o tyle jej małżeństwo wisi na włosku . Ida i Zofia zawsze były sobie bliskie. Przeczuwająca swój kres starsza kobieta opowiada wnuczce o wydarzeniach z przeszłości. Uruchamia to w Idzie cały ciąg myśli i nasza bohaterka odkrywa pojęcie traumy międzypokoleniowej co z kolei pozwala powoli wyjść z kokonu, w którym się ukrywała.
Musicie koniecznie poznać debiut Kai Owczarczyk, bo to jeden z tych debiutów, które na długo pozostają w pamięci czytelnika. Autorka podkreśla w swojej powieści jak ważne jest przepracowanie traum nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń, aby nie odcisnęły one swojego piętna na naszych dzieciach czy wnukach. 
Przeczytajcie Dziedzictwo Kai Owczarczyk, bo to zaskakująco dobry debiut. Ja jestem ciekawa jak potoczy się kariera autorska Pani Kai i z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf