Strony

piątek, 19 czerwca 2026

Karolina Tomaszewska Sobie pisani


 Data wydania: 17-06-2026
Ilość stron: 312
Wydawnictwo: Dobre Strony
Cykl: Amor fati

28/2026

Po przeczytaniu Na siebie skazani wzięłam w łapki Sobie pisani Karoliny Tomaszewskiej, bo nie mogłam się doczekać dalszych losów Kaliny i Piotra. Powiem Wam, że pierwsza część cyklu była super, ale druga to już skradła moje serce na zawsze. Jezu jakie to było dobre, wysmakowane, pełne inteligentnych dialogów i ciętych ripost. Cud, miód i orzeszki . W tym miejscu mam apel do Pani  Karoliny Tomaszewskiej: Szanowna Pani Autorko jeśli pracuje Pani na etacie to moim zdaniem powinna Pani go porzucić i zająć się tylko pisaniem książek. Myślę, że swoimi nieszablonowymi pomysłami skradnie Pani serca milionów czytelniczek na całym świecie. Ja osobiście śmiałam się i płakałam na przemian i już sama zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie cierpię na jakąś dwubiegunówkę. Żałuję ogromnie, że te książki czytają się same, a na kolejne części przyjdzie mi poczekać, bo chciałaby jedną kończyć, a kolejną zaczynać. Myślę, że pióro autorki nie znudzi mi się nigdy i podejrzewam, że nawet gdyby napisała fantasy to pewnie też bym przeczytała.
Kalina i Piotr nie należą do par, u których iskrzy od pierwszego wejrzenia. Ich relację można nazwać raczej wojną podjazdową, od początku nie szczędzą sobie uszczypliwości, złośliwości i pokazywania środkowego palca. Niespodziewane pojawienie się ojca Kaliny zmienia jednak ich relację o sto osiemdziesiąt stopni. W zasadzie dawcę nazwiska trudno nazwać ojcem, bo matka Kaliny rozwiodła się z nim, gdy ta była małą dziewczynką. To właśnie Piotr pośredniczył w rozmowach z Podhorodeckim, bo nasza bohaterka nie chciała mieć z nim nic do czynienia co akurat wcale mnie nie dziwi. Dlaczego zjawił się po latach? Nagły przypływ uczuć ojcowskich? Nic z tych rzeczy. Sięgnijcie po Sobie pisani i przekonajcie się sami. Swoją droga to byłam pełna podziwu dla Kaliny za decyzję, którą podjęła. Przed naszymi bohaterami długa droga do żyli razem długo i szczęśliwie, ale autorka doskonale pokazała jak rodzi się zaufanie i uczucie, które dla Kaliny i Piotra jest trudne do nazwania. Czy uda im się przezwyciężyć wszystko, aby w pełni móc cieszyć się tym co mają? A może no drodze do ich szczęścia staną przeciwności losu, które nie pozwolą im być razem? Sięgnijcie koniecznie po Sobie pisani Karoliny Tomaszewskiej i przekonajcie się sami.
To książka idealna, z bohaterami tak autentycznymi, że z pewnością w każdym z nich odnajdziecie cos znajomego. Dialogi to już absolutna petarda i gdyby na jednym ze znanych portali była ocena milion na milion to z pewnością bym ją dała. Poczucie humoru, błyskotliwość i wzajemne złośliwości to jest to co tygryski lubią najbardziej. Ciepła, błyskotliwa i napisana z takim smakiem, że z pewnością wrócę do niej niejednokrotnie. To lektura idealna na lato, jesień, zimę i wiosną. Kocham z całego serca i zachęcam Was do sięgnięcia po książki Karoliny Tomaszewskiej.

Moja ocena 10/10

środa, 17 czerwca 2026

Katarzyna Majewska - Ziemba Cienie zostaną za nami


 Data wydania: 16-01-2024
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 352
Cykl: Saga kresowa

27/2026


Wszystkie książki Katarzyny Majewskiej - Ziemby są już za mną, ale została mi do przeczytania Saga kresowa, która była również debiutem autorki i jakoś mi niestety umknęła. Na szczęście mam Legimi i postanowiłam nadrobić braki, bo jestem wielbicielką pióra Pani Kasi. Uwielbiam rzetelność autorki i sposób w jaki przedstawia historię, o której należy pamiętać i nikt nie wymaże  nam jej z pamięci. Ja generalnie lubię powieści w historią w tle i przyznaję, że w przypadku pióra Katarzyny Majewskiej - Ziemby nie umiem być obiektywna, bo kocham każdą literkę, która wychodzi spod jej ręki i pióra. Lwowska opowieść, Dom wyjątkowy i teraz Saga kresowa, gdyby ktoś kazał mi powiedzieć, która z serii jest najlepsza to z zamkniętymi oczami powiem, że wszystkie.
Cienie zostaną za nami to pierwsza część Sagi kresowej, która składa się z trzech części ( drugą część zaczęłam już czytać) Autorka zabrała mnie w podróż na wschodnią granicę do małej wsi położonej niedaleko Baranowicz. To tutaj mieszka Stefania wraz z mężem i dziećmi. Wiodą spokojne i poukładane życie. On jest szewcem, a ona zajmuje się domem, ogrodem i sadem. Mają też dochód z Krakowa, bo stamtąd pochodzi Stefania, która na kresach znalazła dom, przystań i drugiego męża. Miejsce, w którym mieszkają to tygiel kulturowy: Polacy , Białorusini, Żydzi mieszkają obok siebie, pomagają sobie, toczą spory, żenią się między sobą i jakoś toczy się dzień za dniem. Do czasu, gdy nadchodzi wojna, która zmienia nie tylko ich codzienność, ale i zachowanie sąsiadów. Już nie wiadomo kto wróg, a kto przyjaciel. Podczas tych niespokojnych czasów Stefania ponownie wdowieje i cały jej świat runął jak domek z kart. Zostaje sama z 17- letnią Janką i młodszym synem. Janka to urodziwa, młoda dziewczyna, którą szybko zaczyna się interesować jeden z radzieckich żołnierzy. Czy aby uchronić siebie i dzieci Stefania odda córkę w ręce wroga? A może znajdzie inne rozwiązanie dla tej trudnej dla wszystkich sytuacji? Tego dowiecie się sięgając po Cienie zostaną za nami Katarzyny Majewskiej - Ziemby.
To powieść pełna bólu i troski o każdy dzień  tak wyraziście wykreowanymi bohaterami, że nie da się przejść obok tej książki obojętnie. Z zapartym tchem śledziłam lost Stefanii i jej rodziny, a jeszcze smaczku powieści dodają strony pamiętnika pisane przez bohaterkę. Jeśli lubicie powieści z historią w tle to sięgajcie koniecznie po książki Katarzyny Majewskiej - Ziemby, bo są one warte każdej sekundy. 
Uciekam czytać drugi tom i z pewnością podzielę się z Wami wrażeniami.

Moja ocena 10/10

poniedziałek, 15 czerwca 2026

Karolina Tomaszewska Na siebie skazani


 Data wydania: 13-05-2026
Wydawnictwo: Dobre Strony
Ilość stron: 320
Cykl: Amor fati


26/2026

Moje zaległości w recenzjach sięgają już prawie kosmosu, ale ostatnio cos mi się lepiej czyta niż pisze. Mam za sobą wiele ciekawych książek i muszę się z Wami zacząć dzielić tym co przeczytałam, bo za chwilę zbliżają się wakacje i z pewnością większość z Was będzie miała więcej czasu na lekturę. Dziś przychodzę do Was z kolejnym debiutem i to kolejnym Debiutem przez duże D, bo ja osobiście jestem zachwycona piórem Karoliny Tomaszewskiej i przyznaję, że zarwałam dla tej książki noc. Bawiłam się przecudownie i wcale mi nie przeszkadzało, że następnego dnia miałam worki pod oczami tak samo wielkie jak święty Mikołaj ma napchany wór prezentami. Mało tego to zupełnie się nie spodziewałam, że cykl Amor fati będzie liczył cztery części i wiem, że po każdą z nich sięgnę z ogromną przyjemnością. Autorka wchodzi tanecznym krokiem na literackie salony i z pewnością pozostanie tutaj na długo. We mnie ma już wierną czytelniczkę i z pewnością nie tylko we mnie, bo jak ktoś pisze tak lekko i sprawnie to z pewnością skradnie serca wielu czytelniczek. 
To książka obyczajowa, ale śmiało można powiedzieć, że to komedia romantyczna bez lukru i różu, o życiu tak naprawdę każdego z nas. Wydawałoby się, że na polu powieści obyczajowej nic nie da się już wymyślić, ale Pani Karolina Tomaszewska nie tylko nadała powiewu świeżości temu gatunkowi, ale i zrobiła to w sposób jakby wydawała setną powieść, a nie pierwszą. Za to właśnie kocham debiuty, bo z nimi jest jak z pudełkiem czekoladek: nigdy nie wiesz na co trafisz czy na znienawidzoną gorzką czekoladę, czy może na ukochany marcepan. W przypadku Na siebie skazani zdecydowanie trafiłam na marcepan z ogromną ilością orzechów laskowych, mniam.
Nie będę Wam streszczać powieści, bo po pierwsze każdy musi zakochać się w tej powieści, a po drugie musicie koniecznie poznać bohaterów, których nie sposób nie kochać. Powiem Wam tylko, że Karolina Podhorodecka i Piotr Kazanecki to prawdziwi bohaterowie z krwi i kości, nie pozbawieni wad, czasami irytujący do granic możliwości, ale z językami jak brzytwy i te ich utarczki słowne ( i nie tylko) są jak wiśnia na torcie. Kocham ironię, humor i przezabawne sytuacje wykreowane przez autorkę, a pomysł na fabułę z pewnością gwarantuje Pani Karolinie podpisanie praw do ekranizacji. Ja osobiście jestem o tym przekonana w dwustu procentach.
Sięgnijcie konieczne po Na siebie skazani Karoliny Tomaszewskiej, bo to lektura warta uwagi. Gwarantuję Wam, że będziecie zachwyceni tak jak ja. Zabieram się za drugą część, bo jestem ciekawa co tam autorka przygotowała dla naszych bohaterów. 
Gratuluję autorce tak dobrego debiutu, a Wydawnictwu Dobre Strony genialnego nosa do wyłapywania perełek.

Moja ocena 10/10

czwartek, 4 czerwca 2026

Katarzyna Majewska - Ziemba Po stronie piekła


 Data wydania; 12-05-2027

Wydawnictwo: Replika

Ilość stron: 384

Cykl: Dom wyjątkowy


25/2026


Po genialnej pierwszej części Domu wyjątkowego Katarzyny Majewskiej - Ziemby z niecierpliwością czekałam na kontynuację, bo to nie tylko dom jest wyjątkowy, ale i książka niesamowita . Wiedziałam, że będzie trudna, bo dzieje się podczas II wojny światowej, ale byłam zupełnie nieprzygotowana na ogrom nieszczęścia, bólu i łez. Katarzyna Majewska - Ziemba ma niesamowity dar snucia opowieści i wplatania prawdy historycznej w fikcję literacką. Robi to z kunsztem zegarmistrza, gdzie najmniejsza śrubka musi znaleźć swoje miejsce tak u autorki każde zdanie jest ważne, a każdy z bohaterów powieści jest na swoim miejscu.

Pani Katarzyna zabiera nas znowu do Domu Wyjątkowego i jak pamiętacie jest to sierociniec prowadzony przez siostry zakonne. Mamy rok 1939 i wybucha wojna, która zmieniła nie tylko życie zakonnic i ich podopiecznych, ale i życie mieszkańców stolicy. Część z podopiecznych znalazła już swoje miejsce na ziemi, ale Dom Wyjątkowy jest dla nich miejscem, do którego wracają i wiedzą, że będą przyjęci z otwartymi ramionami. Bohaterowie, których poznaliśmy w poprzedniej części dorośli i mają swoje życie, ale nigdy nie zapominają o miejscu, które pozwoliło im wyjść na ludzi. Jak mogą pomagają zakonnicom i ich podopiecznym, podrzucają żywność, leki i środki czystości. Może i nie ma tego w ilościach wystarczających dla wszystkich, ale w Domu Wyjątkowym nigdy się nie przelewało. Dla zakonnic najważniejsze jest dobro dzieci i nie raz same sobie odejmują od ust byleby dzieci były w miarę syte. Nasila się prześladowanie Żydów i w konsekwencji powstaje getto. Tam też zostaje przeniesiony Korczak wraz ze swoją gromadką, Gerszon z żoną i córką. Zakonnice nie zapominają o przyjaciołach zza muru. Podrzucają jedzenie, leki i dobre słowo, które ma nie tylko nieść otuchę, ale i wspierać i sprawić, żeby ci, których zamknięto nie zapomnieli, że są ważni i mają na kogo liczyć. To trudny czas dla wszystkich, każdy stara się przeżyć, a w niektórych wyzwala najgorsze cechy. Kto okaże się być podatnym na wpływy rasy panów, a kto pozostanie człowiekiem? Tego dowiecie się sięgając po Po stronie piekła Katarzyny Majewskiej - Ziemby.

Książka mimo tematyki czyta się w zasadzie sama i z przykrością odwracamy ostatnią kartkę, a to wszystko za sprawą autorki i jej umiejętności wciągnięcia czytelnika w fabułę. Autorka nie ocenia, nie wybiela i pokazuje wojenną rzeczywistość taką jaka była. Głód, bród, wszawica i niepewność jutra to wszystko towarzyszyło bohaterom Po stronie piekła każdego dnia. Katarzyna Majewska - Ziemba dba o szczegóły i nie ma tutaj miejsca na potknięcie. Stworzyła autentycznych bohaterów, z których nikt nie jest wyjątkowy. Mają swoje wady, przywary i przyzwyczajenia. Uwielbiam Benedyktę, a jej zapiski p każdym rozdziale są doskonałym uzupełnieniem treści. Postacie historyczne występujące w książce są tak umiejętnie wprowadzone w jej treść, że bez nich nic nie byłoby takie samo.

Żałuję tylko tego, że znowu muszę uzbroić się w cierpliwość żeby móc spotkać z bohaterami po raz trzeci.

Gratuluję z całego serca autorce nie tylko za doskonały pomysł, bo ta książka to prawdziwa perełka wśród książek o tej tematyce.

Czytacie koniecznie, bo ta wyjątkowa książka.


Moja ocena 10/10

niedziela, 31 maja 2026

Jaga Tuliszka Jak nie teraz, to kiedy?


 Data wydania: 17-06-2026
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 384

24/2026


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Taka jestem bystra, że dopiero jak dotarła do mnie książka Jagi Tulisza Jak nie teraz, to kiedy? to dopiero zorientowałam się, że to debiut. Moja bystrość czasami mnie samą zaskakuje. Kojarzyłam, że nigdzie nie rzuciło mi się w oczy takie nazwisko, ale przy ilości wydawanych książek mogło mi umknąć chociaż staram się być na bieżąco w zapowiedziach i nowościach, które zalewają nasz rynek. Jak wiecie kocham debiuty i bardzo chętnie po nie sięgam. Gdy zajrzałam do książki Pani Jagi to juz po pierwszym akapicie czułam, że to będzie dobra książka, ale zupełnie nie spodziewałam się, że aż tak dobra. W Jak nie teraz, to kiedy znalazłam wszystko to za co kocham książki: było wzruszająco, było otulająco i była historia, w której każde zdarzenie miało znaczenie. To historia, która skradła moje serce i jestem przekonana, że pokochają ją miliony czytelniczek, autorka na dobre zagości na naszych półkach i z pewnością będzie pretendentem do nagrody " debiut roku". Koniecznie zapiszcie sobie nazwisko autorki, bo jak ktoś debiutuje z wysokiego c to z każdą kolejną książką będzie jeszcze lepiej. Obawiam się, że w przypadku Pani Jagi to się jednak nie sprawdzi, bo już jest doskonale. We mnie autorka znalazła wierna czytelniczkę i z niecierpliwością wyglądam kolejnych tytułów. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać, bo znalazłam na okładce zapowiedź W samą porę, nie ma niestety daty premiery, ale okładka już zachwyca. Liczę, że w środku znajdę kolejną historię, która skradnie moje serce.
Wróćmy jednak do Jak nie teraz, to kiedy?, bo to historia, w której każdy znajdzie cząstkę siebie. To historia o zwykłym życiu, napisana w niezwykły sposób. Mira Kolska to młoda kobieta, szczęśliwa żona, kochająca matka i fryzjerka, która kocha swoją pracę. Wydawać by się mogło, że bohaterka ma poukładane życie i do szczęścia brakuje jej tylko ptasiego mleka. Pochodząca z Podhala Mira znalazła swoje miejsce na ziemi w Poznaniu. To tutaj mieszka w maleńkiej kawalerce z Michałem i dwójką niesfornych chłopców. Między małżeństwem dobrze się układa chociaż Mira ma pretensje do męża o to, że nigdy nie ma go w domu, bo pracuje w nienormowanym czasie pracy, ale kocha go cały sercem i czuje się przy nim bezpiecznie. Mira kocha swoją pracę i czuje się w niej spełniona. To tutaj zwierzają jej się klientki między strzyżeniem, farbowaniem włosów, a ich układaniem. Poznaje wiele osób, ale najbardziej do serca przypadłą jej Maria, która mimo niełatwego życia zdaje się być wieczną optymistką. Pomimo różnicy wieku kobiety zaprzyjaźniają się i uwierzcie mi ta przyjaźń będzie działać w dwie strony. Dlaczego? Dowiecie się tego sięgając po Jak nie teraz, to kiedy? 
Największym marzeniem Miry jest większe mieszkanie, bo ciężko im się żyje na kilkunastu metrach kwadratowych w czwórkę. Małżonkowie poważne rozmowy mogą prowadzić tylko szeptem kiedy dzieci zasną, a o chwile intymności jest im naprawdę trudno. Gdy teść proponuje im wyłożenie pewnej kwoty na zakup mieszkania, które ma być nie tylko spełnieniem marzeń, ale i doskonałą okazją Mirze wydaje się, że już teraz będzie tylko lepiej, Nie dotarli jednak do wymarzonego lokum, zdarzył się wypadek, w którym zginął ukochany teść i ojciec Michała, a Mira będzie się zmagać nie tylko z traumą, ale i z nienawiścią osób, które powinny jej być najbliższe. Z kim i dlaczego?? Sięgnijcie po książkę i przekonajcie się sami.
Historia Jagi Tuliszki to historia o ludziach: o mnie, o Tobie, o starszej Pani, która spaceruje z pieskiem, o sąsiadce z parteru, która działa lepiej niż lokalne media. To opowieść, która od pierwszej strony skradła moje serce i w której pokochałam bohaterów od pierwszego spotkania ( z małymi wyjątkami, ale tego dowiecie się sami). Polubiłam Mirę i chociaż chodzę do mojej fryzjerki Moniki od lat to z przyjemnością oddałabym swoją głowę w jej ręce. To kobieta z krwi i kości, nie jest idealna, jest zwyczajna jak każdy z nas, ma swoje lęki, zmaga się z atakami paniki, ale dzielnie prze do przodu To  pełna emocji powieść o tym, że nie należy odkładać życia na później. Jesteśmy tu i teraz i powinniśmy żyć tak, aby korzystać z każdego dnia nie w stu, a w dwustu procentach, bo nie wiemy, kiedy któryś dzień będzie naszym ostatnim. Sama zauważyłam, że im jestem starsza tym czas płynie jakoś szybciej i nieubłagalnie mija dzień za dniem. 
Pokochałam powieść Jagi Tuliszki Jak nie teraz, to kiedy? Jeśli lubicie historie, które nie tylko pozwalają zapomnieć o całym świecie, a świat bohaterów staje się Waszym światem to z pewnością jest to historia dla Was. Jeśli lubicie książki, która pozwalają Wam się zatrzymać i przypominają o tym co jest ważne to jest to powieść dla Was. Polecam z całego serca i jestem przekonana, że pokochacie tę książkę tak jak ja.
Z całego serca dziękuję Pani Marlenie z Wydawnictwa Znak z możliwość poznania tej niezapomnianej historii.


Moja ocena 10/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

piątek, 22 maja 2026

Monika Hakowska Miłość, wino i mój były

 

Data wydania: 13-05-2026
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Filia


23/2026

Książki autorki wpadły mi w oko na Legimi, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej powieści, która wyszła spod jej pióra. Miłość, wino i mój były to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i musze przyznać, że było bardzo udane. To idealna książka na nadchodzące upalne lato, napisana lekko i z niesamowitym poczuciem humoru. Ja bawiłam się przy niej świetnie, a momentami bolał mnie brzuch ze śmiechu. To naprawdę dobrze napisana obyczajówka z nutką romansu. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to komedia romantyczna i moim zdaniem to gotowy scenariusz filmowy. Ja czytając Miłość, wino i mój były oczami wyobraźni byłam we Włoszech, a w ustach czułam smak wina. 
Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż do świata Eleny, która wiedzie poukładane życie między Londynem, a Krakowem, gdzie wraz z mężem tworzą swój dom i azyl. Podczas jednego z powrotów z delegacji Elena dostaje maila od kancelarii adwokackiej z ....pozwem rozwodowym. Ukochany mężczyzna nie miał nawet odwagi powiedzieć jej tego prosto w oczy, a może to synonim naszych czasów? Widmo rozwodu jest dla naszej bohaterki nie tylko synonimem porażki, Elena czuje, że straciła grunt pod nogami i dręczą ją wyrzuty sumienia. Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka, która znalazła w samym sercu Toskanii ośrodek dla złamanych serc, gdzie za pomocą niekonwencjonalnych metod przywraca się wiarę w siebie i na nowo buduje poczucie własnej wartości. Czy może być lepsze miejsce dla uleczenia złamanego serca? Włoskie jedzenie, wino, winnice i malownicze widoki, dla których chce się wstać kolejnego dnia pod warunkiem, że nie przesadziło się z nektarem bogów. To w tym urokliwym miejscu pojawia się Aleks przystojny jak senne marzenie, ubrany jak z katalogu mód i pachnący jak milion dolarów. Czy może być plastrem na złamane serce Eleny? Sięgnijcie po Miłość, wino i mój były i przekonajcie się sami.
TO była udana i przyjemna lektura o zapachu lawendy. Lektura, która być może zabrzmi jak truizm, ale pokazująca, że wraz z rozwodem nasz świat się nie kończy tylko otwierają się przed nami kolejne drzwi i kolejne możliwości. Tylko od nas samych zależy jak to wykorzystamy. Monika Hakowska stworzyła genialną książkę, przy której się nie tylko doskonale odpoczywa i nabiera ochoty na podróż do Włoch, ale i stworzyła książkę, która może podziałać terapeutycznie. Przy tej książce nie sposób się nudzić, jest dynamicznie, a niektóre sceny wywołują atak śmiechu. Uwielbiam ludzi  z poczuciem humoru i coś czuję, że nadajemy z autorką na tych samych falach.
Sięgnijcie koniecznie po Miłość, wino i mój były, bo to idealna lektura na letni wieczór. Ja z pewnością sięgnę po poprzednie tytuły autorki, bo spodobało mi się to co dostałam w Miłości, winie i moim byłym.
Polecam.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

poniedziałek, 18 maja 2026

Maria Madej Nie nazywaj tego miłością


 Data wydania: 29-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352

22/2026


Z ciekawości sięgnęłam po książkę Marii Madej Nie nazywaj tego miłością i powiem szczerze, że spodziewałam się lekkiej, banalnej książki, przy której spędzę popołudnie albo dwa, a dostałam tak potężną dawkę emocji, że musiałam ją na chwilę odłożyć, żeby złapać oddech i móc powrócić do czytania, To nie jest łatwa książka, to nie jest książka o niczym. To jedna z tych lektur, które zmuszają do myślenia i czasami być może przewartościowania swojej hierarchii ważności. To mądra i potrzebna książka, która mogła zdarzyć się naprawdę, ba jestem przekonana, że w wielu domach się ona toczy, gdzieś za zamkniętymi drzwiami, bez świadków, ale zostawiająca blizny na całe życie.
Karolina, Lena i Patrycja właśnie zdają maturę i po raz ostatni przed wkroczeniem w studenckie życie spotykają się pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie i składają sobie przysięgę, że za dwadzieścia lat w tym samym miejscu się spotkają. Każda wyrusza w swoją drogę, każda do innego miasta i każda podejmie inne studia. Czy spotkają się rzeczywiście za dwadzieścia lat? Czy taka młodzieńcza przyjaźń ma szansę przetrwać? Dwadzieścia lat wydaje się jakimś kosmosem, ale gdy popatrzymy jak rok za rokiem mija to okazuje się, że to tylko chwila. 
Razem z Patrycją wybieramy się do mojego ukochanego Gdańska. Dziewczyna wie od zawsze, że chce pisać i dlatego rozpoczyna studia dziennikarskie, które mają nauczyć ją jak dotrzeć do ludzi i jak pisać by być czytanym. To tutaj też poznaje Marka, który wydaje się być ideałem: uważny na na jej potrzeby, czuły, opiekuńczy i miły. Życie wydaje jej się być bajką. W relacji z Markiem pojawiają się rysy, podcina on jej na każdym kroku skrzydła i dziewczyna staję się bezwolną marionetką w jego rękach. Pisanie schodzi na drugi plan,a najważniejsze staje się jak nie zdenerwować partnera, jak go zadowolić i nie pozwolić się upokorzyć.
Czytając Nie nazywaj tego miłością zastanawiałam się nad postawą Marka. I mimo całej niechęci do niego nie umiałam go winić. On nie znał innego postępowania. Od najmłodszych lat upokarzany przez ojca, z matką, która bała się własnego cienia chyba najzwyczajniej nie umiał być inny. Nie znał pojęcia szacunku, a miłość oznaczała bezwarunkową kontrolę. Wszystko musiało być tak jak on chciał, musiał o wszystkim decydować, nie znosił słowa sprzeciwu. Myślę, że traumy wyniesione z domu nie pozwalały mu być innym. Czy Patrycja może być szczęśliwa przy takim człowieku? A może los wybrał dla niej inną drogę? Sięgnijcie po Nie nazywaj tego miłością Marii Madej i przekonajcie się sami.
To świetnie napisana książka o życiu, o odnajdywaniu własnej drogi, o przyjaźni, która nie zna pojęcia upływu czasu i o nadziei, że po burzy przychodzi słońce, a nawet po najczarniejszej nocy nastaje dzień. To wzruszająca książka o relacjach. To książka, przy której wycierała łzy i musiałam ją odłożyć po to, aby złapać oddech. 
Polecam Wam z całego serca.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

środa, 13 maja 2026

Jakub Bączykowski To nie jest rozmowa na telefon


 Data wydania: 22-04-2026
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: W.A.B.

21/2026

" Życie nie daje gwarancji, że jutro będzie takie samo jak dziś."

Pod jakim kamieniem ja się uchowałam, że nie trafiłam jeszcze na żadną książkę Pana Jakuba? To nie jest rozmowa na telefon to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Spotkanie to chyba za mało powiedziane, bo to była niezapomniana podróż przez meandry życia. Uważna, wrażliwa, spokojna i przede wszystkim  uwrażliwiająca na drugiego człowieka. Ta powieść to cudo dla czytelników od lat 10 do lat sto. Gdy jesteśmy młodzi to nasi rodzice wydają nam się po prostu starzy, ale czas niestety nieubłagalnie biegnie i następuje zmiana pokolenia, i to my jesteśmy na miejscu naszych rodziców, często jesteśmy dziadkiem czy babcią i na życie zaczynamy patrzeć z trochę innej perspektywy. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem i każde Boże Narodzenie wydaje nam się coraz szybciej. Sama łapię się na tym, że dopiero był styczeń, a już mamy mój ukochany maj, który za chwilę się skończy, potem tylko wakacje, sezon grzewczy i konieczność zakupu opału i znowu święta. Sama jestem babcią i kocham to moje maleństwo najbardziej na świecie. Gdy mały wpada do nas to mój mąż zawsze podsumowuje jego pobyt jednym zdanie: popatrz sobie na porządek, ba za chwilę go nie będzie :) Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie i mało tego to sama wymyślam mu zajęcia, a to upieczemy ciasteczka, a to ulepimy pierogi, a to malujemy farbkami i to nic, że potem pół dnia trzeba sprzątać. Babcia to instytucja, gdzie dziecko ma się czuć swobodnie i dobrze, ale to wcale nie oznacza, że może wejść na głowę. Trzeba umieć wyznaczać granice i to też w swojej powieści pokazuje Jakub Bączykowski.
W to nie jest rozmowa na telefon poznajemy małżeństwo emerytów: Krysię i Edwarda. Ona dopiero co pozanje smak emeryckiego życia, a on już zdążył się z tym tematem oswoić z racji tego, że jest starszy od naszej bohaterki. Krysia to emerytowana bibliotekarka, dla której książki są całym życiem i aby być w stałym kontakcie z literaturą założyła Klub Książkowych Dusz, gdzie w gronie kilku koleżanek spotykaja się od czasu do czasu, aby omówić wybraną lekturę, ale i żeby podzielić się tym co u której się wydarzyło. Krysia kocha Włochy i to co z nimi związane: słucha włoskiej muzyki, zaczytuje się w powieściach, ale przede wszystkim próbuje swoich sił we wszelkiego rodzaju pastach, pizzach i innych przysmakach z tego regionu. To miłość czysto platoniczna, bo nasza bohaterka nigdy nie odwiedziła tego kraju i chociaż marzy o podróży to zawsze na przeszkodzie stają finanse i potrzeby innych. Mąż Krystyny, Edward to zapalony działkowicz, miłośnik biografii i reportaży. Małżeństwo ma dwoje dorosłych dzieci, jedno na emigracji , a drugie ma swoją rodzinę i bardzo chętnie korzystają z pomocy dziadków przy opiece nad własnym potomstwem. Życie....Dorosłym dzieciom wydaje się, że rodzice tylko czekają na skinienie palcem i biegną z pomocą. A to wcale nieprawda, bo każdy ma swoje plany, przyzwyczajenia i potrzebuje czasu tylko dla siebie niezależnie od tego czy ma lat 20 czy też 60.
Czytałam tę książkę nie tylko z ogromnym zainteresowaniem, ale i zachłannie jakby od tego zależało jutro. Autor pokazuje jak ważne są relacje z bliskim, jak ważna jest rozmowa i umiejętność stawiania granic. Jestem zakochana w tej książce i przeogromnie wdzięczna Wydawnictwu WAB za możliwość jej przeczytania. Do autora mam jednak jedno, ale.... moja lista książek do przeczytania znowu się wydłuży, bo muszę koniecznie poznać poprzednie powieści, które wyszły spod jego pióra.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B



wtorek, 12 maja 2026

Urszula Gajdowska Rosą pisane


 Data wydana: 25-02-2026

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Ilość stron: 336

Cykl: Azyl


20/2026


Rosą pisane to kontynuacja Azylu dla serca, który nie tak dawno czytałam i tak mi się spodobał, że musiałam koniecznie sięgnąć po drugą część i powiem Wam szczerze, że był to strzał w dziesiątkę. Pierwsze miesiące tego roku nie należą ani do łatwych, ani do przyjemnych dlatego też chętnie sięgam po książki, które pozwolą mi się odciąć i zanurzyć w świat bohaterów tak, że zapomnę o własnych problemach i kłopotach. Z ogromną przyjemnością wróciłam do Puszczy Knyszyńskiej i znowu znalazłam się w Azylu, gdzie nie tylko zwierzęta znajdują swoją bezpieczną przystań, ale i ludzie pokiereszowani przez los i z ogromnym bagażem doświadczeń.

W Rosą pisane autorka skupia się na siostrze Eryka, którego poznaliśmy w pierwszym tomie, a mianowicie na Edycie. Mieliśmy okazję ją poznać w poprzedniej części. Wiemy, że udało jej się uciec z toksycznej relacji, w której zaznała upokorzeń i przemocy, ale wie, że musi być silna dla dwójki dzieci, które są całym jej światem. Edyta wyleczyła się z męskiego towarzystwa. I wie, że chociaż wspomnienia bolą i ma przed sobą długie lata walki o siebie to jest silna, mądra i odważna. Gdy na horyzoncie pojawia się Dawid między tą dwójką zaczyna iskrzyć jak podczas najcięższej burzy. Dawid to nie tylko przyjaciel Eryka, ale i były wojskowy, który nie wyszedł ze służby bez szwanku na psychice. Czy dla tej dwójki majaczy na horyzoncie wspólna przyszłość? Czy dwoje poranionych ludzi odnajdzie drogę do siebie? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w Rosą pisane Urszuli Gajdowskiej.

To przepięknie napisana książka o budowaniu życia na nowo i o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi. Autorka z niezwykłą wrażliwością porusza trudne tematy i nie boi się o nich mówić. Przemoc domowa, trauma wojenna czy zespół stresu pourazowego to tylko niektóre tematy, które znajdziemy w książce. Nie zabraknie tutaj też zwierząt, które po latach udręki i maltretowania znajdą swój azyl, gdzie zostaną otoczone miłością, troską i opieką.

Polubiłam twórczość Urszuli Gajdowskiej i z pewnością jeszcze niejednokrotnie sięgnę po książki autorki.

Moja ocena 9/10

niedziela, 3 maja 2026

Monika A. Oleksa Galeria na Złotej


 Data wydania: 15-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352


19/2026

Już zapomniałam jaką przyjemność daje mi czytanie książek Pani Moniki A. Oleksy. Zapomniałam jak piękne i wrażliwe są to książki, które są nie tylko dopieszczone w każdym calu, ale i napisane pięknym literackim językiem, wlewające nadzieję i otuchę w skołatane serce. Galeria na Złotej otuliła mnie dobrem, otwartością na drugiego człowieka i uświadomiła, że jutro też wstanie dzień i zaświeci słońce i kto wie może tym razem dla mnie. Książka pozwoliła mi oczyścić głowę z niechcianych myśli i wlała we mnie morze spokoju.
Autorka w swojej najnowszej powieści zabiera mnie do Lublina. To tutaj poznajemy Emilię, która prowadzi przy ulicy Złotej galerię. Emilia stworzyła magiczne miejsce na mapie Lublina,  które przyciąga nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Każdy wie, że znajdzie tu ciepło i dobro. Człowiek oprócz możliwości obcowania ze sztuką dostanie filiżankę dobrej herbaty i słowa, które trafiają w najczulszy punkt, a koty oprócz miski karmy dostaną najlepszy fotel na drzemkę. Jedni zostaną tutaj na dłużej, a inni pójdą swoją drogą. Emilia jest niezwykłą jak dobra wróżka, która chociaż sama dźwiga ciężar na swoich barkach to jednak nie zgorzkniała i pozostałą otwarta na innych i wierzy, że w każdym można dostrzec dobro. 
To tutaj pojawia się Wiktoria, która właśnie w Lublinie zaczęła nowe życie uciekając z domu, w którym zabrakło miłości. To tutaj poznajemy Annę, dla której siniaki i podbite oko to codzienność. I w końcu to tutaj poznajemy Januarego, który tak wiele zmieni w życiu Emilii.
Cała plejada bohaterów sprawia, że przez książkę się płynie poznając historię każdego z nich . Nie są to historie przesłodzone i ociekające lukrem, ale prawdziwe z krwi i kości takie, które mogły się przydarzyć Tobie czy mnie. Historie trudne i pełne łez, bólu i cierpienia, a jednocześnie pełne nadziei i otuchy.
Monika A, Oleksa stworzyła przepiękną historię, która każe się nam zatrzymać w tym nieustannie pędzącym świecie. Historię, która po ciężkim dniu daje wytchnienie i nadzieję na lepsze jutro. Historię tak sugestywną, że ma się wrażenie, że siedzi się w jednym z foteli na Złotej i delektuje się herbatą o smaku rumianku i bławatka, obserwuje kota leżącego w plamie słońca i przed oczami stają obrazy, które zdobią to magiczne miejsce. To książka o relacjach, ludziach i emocjach. To książka zgoła terapeutyczna, która pokazuje, że nawet najbardziej poplątane nitki da się rozsupłać i powstanie z nich piękny kobierzec.
Ja osobiście jestem oczarowana klimatem, piórem i historią, którą stworzyła autorka. W wolnej chwili muszę koniecznie nadrobić te książki, które wyszły spod pióra Pani Moniki, ale w natłoku tytułów gdzieś mi umknęły.
Czytajcie i zachwycajcie się tak jak ja, polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

Moja ocena 9/10

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Urszula Gajdowska Azyl dla serc


 Data wydania: 26-03-2025
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Ilość stron:320
Cykl: Azyl

18/2026

Przeglądałam sobie Legimi i w oczy wpada mi książka Pani Urszuli Gajdowskiej Azyl dla serca. Sięgnęłam po nią ot tak z zupełnej ciekawości, bo nie znałam wcześniej autorki, ale okładka wołała do mnie: czytaj mnie, czytaj. Sami rozumiecie, że jak okładka woła to nie ma lipy i trzeba wziąć lekturę na warsztat. Jak dobrze posłuchać swojej intuicji, bo w Azylu dla serc spędziłam przeurocze chwile. I chociaż nie jest to lektura na miarę Pulitzera to książka zachwyca, otula i podczas czytania robi się błogo na duszy. To moje pierwsze spotkanie z autorką, ale powiem Wam w tajemnicy, że zerknęłam do drugiego tomu Azylu i to tam spędzę najbliższy wieczór. Autorka stworzyła książkę nie tylko dla miłośników literatury, ale i dla sympatyków czworonożnych stworzeń: psów, kotów, koni, kucyków i co tam sobie jeszcze wymarzycie. To świetnie napisana powieść, przy której momentami parskałam śmiechem, nie obyło się też bez scen, w których ze wzruszenia ściskało mnie coś w gardle. Azyl dla serc to była lektura idealna dla mnie: ciepła, lekka, a zarazem zmuszająca do zatrzymania się chociaż na chwilę i przypomnienia, że każdą porażkę można przekuć w sukces, a także o tym, że każdy z nas znajdzie swoje miejsce na ziemi.
Autorka zabrała nas do świata Weroniki młodej i ambitnej pani weterynarz, która wraca do rodzinnego domu na prowincji po tym jak je narzeczony złamał jej serce. Weronika na pomóc w gabinecie weterynaryjnym, którego współwłaścicielem jest jej ojciec. Starszy Pan Garlicki został chwilowo unieruchomiony po wypadku, któremu uległ. Już sama droga powrotu Weroniki do domu była spektakularna, bo jeśli pomyślicie, że zepsuty samochód to apogeum pecha jakie spotkało naszą bohaterkę to od razu mówię, że jesteście w ogromnym błędzie. Mnie ta scena ubawiła tak, że parskałam jak młody źrebak na łące. Weronika stara się wdrożyć w nowe obowiązki, ale nie jest to łatwe, bo musi się zmierzyć nie tylko z uprzedzeniami miejscowych do kobiety weterynarza, ale i musi pokazać ojcu, że potrafi i umie robić to czego nauczyły ją studia.
Mamy i Eryka  - weterana wojennego i właściciela miejscowego przytuliska dla zwierząt. To do niego trafiają uratowane przed rzeźnią konie  i wszelkiej maści zwierzaki nie tylko odebrane z rąk właścicieli, ale i te porzucone w miejscach, gdzie miały dokończyć swój żywot. Drogi Eryka i Weroniki krzyżują się często, ale czy coś z tego wyniknie? Przekonacie się sami sięgając po Azyl dla serc Urszuli Gajdowskiej.
Azyl dla serc to świetnie napisana powieść, z bohaterami, których nie sposób nie lubić. To książka nie tylko o poszukiwani swojego miejsca na ziemi, ale także o traumach z przeszłości, które nie dają o sobie zapomnieć i wracają w najmniej spodziewanych momentach. To książka pełna życiowych mądrości, która pokazuje, że po nocy zawsze przychodzi dzień, a po burzy wychodzi słońce.
Ja jestem zdecydowanie na tak i z pewnością sięgnę po inne tytuły autorki.


Moja ocena 9/10

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Natalia Przeździk Bosorka

Data wydania: 11-03-2026
Wydawnictwo: Dobre Strony
Ilość stron: 336
Cykl: Pogranicze

17/2026

Po rewelacyjnej książce Agnieszki Zakrzewskiej postanowiłam sprawdzić co tam jeszcze wydają Dobre Strony. Mój wybór padł na Bosorkę Natalii Przeżdzik, bo po pierwsze jako sroka okładkowa nie mogłam przejść obojętnie wobec tego małego dzieła sztuki, a po drugie nie znam zupełnie autorki i to było moje pierwsze spotkanie z jej twórczością. Po kolejnej lekturze książki, która wyszła spod skrzydeł Dobrych Stron dopisuję do mojej niekończącej się listy wszystkie pozycje wydawnictwa, bo jak się okazuje wydają same perełki : książki nie tylko wartościowe, ale i takie, z których dowiaduję się czegoś nowego. Już się nie mogę doczekać na kolejną część Pogranicza.
Nie wiem czego się spodziewałam sięgając po Bosorkę, ale myślę, że lekkiej lektury, przy której będzie mi się dobrze dziergać wiosenny sweter. A co dostałam? Książkę pełną emocji, która nie tylko mnie zaangażowała sama sobą, ale i poruszyła najczulsze struny. Chociaż przyznaję, że tym razem obyło się bez morza łez. Powtarzam zawsze i wszędzie, że kocham książki z historią w tle, takie z których coś wynoszę, a jak jeszcze teraźniejszość miesza się z przeszłością to jestem w czytelniczym niebie. To wszystko znalazłam w Bosorce Natalii Przeździk.
Już sam tytuł jest fascynujący. Ja do momentu sięgnięcia po książką Natalii Przeździk nie miałam pojęcia kim lub czym jest bosorka. teraz już wiem, że to wiedźma lub czarownica, która rzuca uroki i zajmuje się magią. Autorka zabrała mnie w podróż do Tymianowej, niewielkiej wsi położonej w Beskidzie Niskim, gdzie przed laty mieszkała bosorka Tekla. Nie mam jej już wśród żywych, ale pozostała po niej chyża i wspomnienia mieszkańców jedna dobre ,a inne niekoniecznie. Teren, gdzie zamieszkiwała Tekla dostał się w łapy deweloperów i ma tutaj powstać nowoczesny spa, hotel i czego tam jeszcze bogaci turyści potrzebują. Czy tak łatwo uda się zrównać chyżę z ziemią? 
TO w Tymianowej mieszka współcześnie Marta, która prowadzi gospodarstwo agroturystyczne. Przyjmuje gości, dba o nich, gotuje i odwiedza zaprzyjaźnioną Nadię. Losy Marty i Tekli w dziwny sposób się przeplatają, Jak to możliwe? Sięgnijcie po Bosorkę Natalii Przeździk i przekonajcie się sami.
Dobrze mi było w Tymianowej, czułam zapach ziół i ognisk, zapach koniczyny i ziemi po deszczu. Poznałam trudną historię ludności łemkowskiej, Czy takiej ponad podziałami ? No chyba niekoniecznie, bo wszędzie znajdzie się ktoś kto podjudza i podsyca nienawiść. 
Autorka z pewnością włożyła kawał serducha w napisanie Bosorki i czuć to na każdej niemal stronie. Trudna historia i  poplątane losy w przepięknych okolicznościach przyrody sprawiły, że przeczytałam Bosorkę jednym tchem. Cóż moge powiedzieć: chcę więcej już i natychmiast, bo jestem niezmiernie ciekawa losów Marty, która chociaż sama dźwiga trudną historię, po której niejeden nie umiałby się podnieść to ma otwarte serce i umysł na drugiego człowieka. Polubiłam ją od pierwszego rozdziału i przyznaję, że chciałabym na swojej drodze spotkać taką Martę. 
Zabieram się za czytanie kolejnej książki, a Wam polecam Bosorkę z całego serca, bo to jedna z tych książek, które pozostają w nas na długo.


Moja ocena 9/10
 

sobota, 28 marca 2026

Agnieszka Zakrzewska Broszka ze szmaragdową chmurką


 Data wydania: 25-03-2026
Wydawnictwo: Dobre Strony
Ilość stron: 376
Cykl: Rodzina Lubawskich

16/2026

Zaczęłam najnowszą książkę Agnieszki Zakrzewskiej Broszka ze szmaragdową chmurką jak tylko pokazała się na Legimi i czytałam codziennie jeden rozdział tylko po to, aby sobie dawkować przyjemność. Przyznaję, że było ciężko, bo autorka znowu stworzyła opowieść, od której nie mogłam się oderwać. W momencie, gdy zobaczyłam na profilu Wydawnictwa zapowiedź drugiego tomu to....hulaj dusza, piekła nie ma. Skończyło się dawkowanie i mogłam bezkarnie zanurzyć się w tej niesamowitej historii. Jaka to była dobra książka, pełna bohaterów, których się kocha od pierwszego poznania, pełna detali, zapachu kawy, cynamonu i drogocennych kamieni. Pani Agnieszka ma niesamowity dar snucia opowieści w taki sposób, że czytelnik czuje się zaopiekowany i wciągnięty między karty powieści. Jako miłośniczka wszelkich sag rodzinnych czuję się usatysfakcjonowana i powiem szczerze, że nie mogę się doczekać drugiego tomu. Już oczami wyobraźni snuję scenariusze co może się wydarzyć, ale znając pióro Pani Agnieszki coś czuję, że wszystkie moje przypuszczenia i tak się nie sprawdzą. 
Autorka zabrała mnie do Jaskółki, małej urokliwej miejscowości z gatunku tych, że na jednym końcu ktoś kichnie, a na drugim mówią, że umiera. Miasteczko w stylu każdy każdego zna. To tutaj mieszka rodzina Lubawskich, która od pokoleń prowadzi zakład jubilerski założony przez nestora rodu Pana Juliana. I chociaż już nie ma go na tym świecie to pałeczkę przejęło kolejne pokolenie: syn Pana Juliana _Rafał i jego córka Konstancja. Przed laty byłą jeszcze starsza siostra Rafała, Janina, która wyjechała w tajemniczych okolicznościach najpierw do NRF- u, a potem do Stanów. Od lat rodzeństwo nie utrzymuje z sobą kontaktu. Dlaczego? Tego dowiecie się sięgając po Broszkę ze szmaragdową chmurką Agnieszki Zakrzewskiej. W tajemnicy mogę Wam powiedzieć, że Janina wróci do Jaskółki, ale tego co nią kierowało dowiecie się z książki.
Cała plejada bohaterów sprawia, że książkę chłonie się całym sobą. Polubiłam Konstancję i jej chęć niesienia pomocy, jej nieszablonowe podejście do życia i empatie wobec drugiego człowieka. Polubiłam Józka, który pojawił się z jakiegoś powodu w Jaskółce spod samiuśkich Tater wraz ze swoją góralską gwarą, która jest bliska mojemu sercu. Polubiłam Janinę i jej niezłomny charakter. Polubiłam starsze małżeństwo, które pojawia się na kartach powieści za ich dozgonną miłość. Polubiłam... mogę Wam wymieniać jeszcze i jeszcze, ale myślę, że najlepiej jak sami zanurzycie się w tej niesamowitej powieści.
Agnieszka Zakrzewska z wrodzoną wrażliwością snuje swoją opowieść pozwalając nam poznać arkana pracy jubilerskiej i piękno kamieni szlachetnych. Chociaż sama nie obwieszam się biżuterią jak choinką to mam swoje ulubione świecidełka z którymi nie rozstaję się na co dzień. Autorka stworzyła kolejną cudną powieść, od której nie tylko nie idzie się oderwać, ale i przy której ocierałam ukradkiem łzy. To powieść o rodzinnych relacjach i o ludziach,  o Tobie, o mnie i o starszej pani, która mijamy na ulicy. Agnieszka Zakrzewska stworzyła powieść idealną, która nie  tylko czyta się sama, ale i pozwala się na chwilę zatrzymać i złapać oddech. Ja osobiście kocham powieści, które mnie tak wciągną, że nie przeszkadza mi leżenie obok kurzu czy brak obiadu. 
Mam tutaj małą prośbę do autorki: może Józek i Konstancja?? Ten kto czytał z pewnością wie o co mi chodzi, a niewtajemniczeni dowiedzą się po lekturze Broszki ze szmaragdową chmurką

Moja ocena 10/10

wtorek, 24 marca 2026

Wioletta Filipowska Ulice, która pamiętały wojnę

 


Data wydania: 18-03-2026

Wydawnictwo: Filia

Ilość stron: 312


15/2026

Wiecie doskonale, że kocham debiutujących pisarzy i jak tylko mam okazję to bardzo chętnie sięgam po ich książki. Wioletta Filipowska debiutowała właśnie Ulicami, które pamiętają wojnę. Okładka cudnej urody, opis zachęcający, bo oczywiście II wojna światowa w tle i tutaj niestety moje zachwyty nad książką się kończą. Nie znaczy to, że była ona zła, ale nie było nam niestety po drodze. Dacie wiarę, że te 312 stron czytałam dwa tygodnie. Gdyby nie fakt, że dostałam ją do recenzji od Wydawnictwa Filia to pewnie po pierwszym rozdziale powędrowałaby na półkę. 

Książka jest utkana ze wspomnień najpierw młodej Antoniny, której wojna zabrała wszystko. Dorastająca dziewczyna straciła nie tylko dom i przyjaciółki, ale i poczucie stabilizacji i bezpieczeństwo. Razem z matką i młodszą siostrą trafiają do Łodzi, gdzie znajdują schronienie u najbliższej krewnej. To tutaj walczą o każdy dzień i szukają zajęcia, które nie tylko da im zarobek, ale i pozwoli przetrwać. To w Lodzi Apolonia poznaje swoją pierwszą miłość, ale niestety z planów na bycie razem zostają nici, bo Julek tak jak się nagle pojawił tak zniknął i ślad po nim przepadł. Po wojnie Apolonia wraz z matką znowu szukają swojego miejsca, bo ich rodzinny dom zbombardowali Niemcy. 

Opowieści Antoniny słuchamy razem z jej wnuczką, bo to z tej perspektywy poznajemy losy głównej bohaterki. W tle przewija się też szklana salaterka i anyżowe landrynki. Dlaczego??? Jeśli sięgniecie po debiutancką powieść Wioletty Filipowskiej to Wasza ciekawość będzie zaspokojona.

Przyznaję, że skończyłam Ulice, które pamiętały wojnę niejako z obowiązku, ale bez grama przyjemności. Nie kliknęło między mną a książką od pierwszego rozdziału i tak niestety zostało do końca. Zabrakło mi w książce emocji, które sprawiają, że czyta się ją z zapartym tchem i trochę jak dla mnie było chaotycznie, a miejscami nawet nudno. Szkoda, bo polubiłam  Antoninę i byłam niezmiernie ciekawa jej losów tych wojennych jak i powojennych. Zabrakło mi jednak tego czegoś co sprawia, że książka na długo zapada w pamięci. 

Czytaliście Ulice, która pamiętały wojnę Wioletty Filipowskiej? Jeśli tak to dajcie mi koniecznie znać jak Wam się podobała ta książka.


Moja ocena 5/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia


niedziela, 22 marca 2026

Kristin Harmel Skradzione życie Colette Marceau


Data wydania: 11-02-2026
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 432

14/2026

Wstyd się przyznać, ale dotychczas nie przeczytałam żadnej książki Kristin Harmel. Dopisywała do mojej niekończącej się listy do przeczytania i na tym moja działalność się kończyła. Skradzione życie Colette Marceau kupiłam przez zupełny przypadek, wrzuciłam na czytnik i postanowiłam dzisiaj w końcu zerknąć czy fantastyczny opis odpowiada równie genialnej książce. I wiecie co? Zaczęłam i przepadłam, warto było wydać każdą złotówkę i warto było spędzić tak niedzielę jak ja dzisiaj. Ależ to było dobre, napisane w przemyślany sposób i wciągające od pierwszej strony.  Mamy tu jeszcze akcję, która toczy się dwutorowo, a więc współcześnie i w okupowanym Paryżu. Mamy tajemnicę, którą odkrywamy krok po kroku i zakończenie takie, że zwala z nóg, a w zasadzie powoduje, że wiemy po co mamy oczy. Muszę teraz sprawdzić inne książki autorki, bo okazuje się, że mam ich sporo na czytniku.
Główną bohaterką powieści jest tytułowa Colette Marceau, którą poznajemy jako młodą dziewczynę w okupowanym Paryżu. Matka wpaja jej zasady przekazywane z pokolenia na pokolenie. Nie tylko zasady, ale uczy ją umiejętności jak odbierać bogatym, a dawać tym, którzy potrzebują pomocy. Szlachetnie, prawda? W 2018 roku Colette ma dziewięćdziesiąt lat i mieszka w Bostonie. Wojenne traumy i obietnica złożona matce nie pozwalają jej zaznać spokoju. Gdy na jednej z wystaw odnajduje bransoletkę w Colette budzą się nie tylko wspomnienia i tęsknota za utraconą siostrą, ale i chęć poznania prawdy. I choć od wydarzeń w Paryżu minęły dziesiątki lat to ona nigdy nie zapomniała, przeżyła swoje dorosłe życie zawieszona między wydarzeniami sprzed lat a próbą odnalezienia sprawców. Czy jej się to uda?? Sięgnijcie koniecznie po Skradzione życie Colette Marceau Kristin Harmel i przekonajcie się sami.
To genialna powieść o poszukiwaniu prawdy, o rodzinnej tradycji, która doprowadziła do tragedii, ale to też powieść o rodzinnych więzach i tęsknocie, o samotności i o tym, że historia zawsze zatoczy koło. Czytało się te książkę jednym tchem. Polubiłam się z Colette i z zazdrością patrzyłam na jej wigor i energię. Ta książka jest pełna zwrotów akcji, tutaj nie ma miejsca na nudę, bo angażuje czytelnika od pierwszej strony. Czytanie tej książki momentami boli i wywołuje łzy.
Jestem zachwycona piórem Kristin Harmel i z pewnością sięgnę po inne powieści, które wyszły spod pióra autorki. Czytajcie, bo zdecydowanie warto.


Moja ocena 9/10

Yuta Takahashi Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień


 Data wydania: 10-02-2025
Wydawnictwo: Rebis 
Ilość stron: 208
Tłumaczenie: Anna Koike - Kamińska

13/2026

Wyobraźcie sobie, że to moje pierwsze spotkanie z literaturą japońską. Ci z Was którzy tutaj zaglądają wiedzą, że kocham naszych rodzimych pisarzy i to z ich twórczością spędzam większość mojego wolnego czasu i to z nimi odbywam literackie podróże. I chociaż doba ma tylko ograniczoną liczbę godzin to wiem, że powinnam tez poznać literaturę z innych kontynentów tym bardziej, że lektur Chibineko. Niezwykłej restauracji wspomnień... zrobiła mi dobrze na głowę. Uruchomiła taką lawinę wspomnień, że musiałam książkę odłożyć na parę dni, bo nie dałam rady czytać.
Kto z nas nie tęskni za bliskimi, którzy odeszli? Jedni szybciej, innym dane było dożyć sędziwego wieku. I chociaż od lat nie ma ich z nami to wspomnienia pozostają, a lektura Chibineko sprawiła, że gotując rosół na obiad myślałam o Tacie, który jedząc moją zupę powiedział: dziecko, żebym do śmierci jadł tak smacznie. Niedługo po tym odszedł, a mnie rosół i makaron zawsze kojarzą się z tym zdaniem, które już zostanie ze mną na zawsze. Moja ukochana Babcia, której też już nie ma ze mną zawsze miała w szafce słoiczek dżemu z jabłek, a właściwie to z samych obierek, bo to byłą moja ulubiona marmolada. Próbowałam kiedyś ją odtworzyć, ale niestety brakowało w niej babcinej czułości i tego z jakim skupieniem obierała te jabłka. Każdy z nas ma wspomnienia związane z najbliższymi, które pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach i które sprawiają, że pamiętamy i chociaż mijają lata to tęsknota niestety nie mija. Pocieszające jest jedynie to, że kiedyś się z nimi spotkamy i może zjemy wspólnie rosół, a może na stoliku podczas śniadania będzie dżem jabłkowy? Nie wiemy tego, bo nikt stamtąd nie wrócił.
Nad morzem, tuż przy plaży stoi restauracja Chibineko, która serwuje dania "ku pamięci". To tutaj poznajemy trzy historie pełne bólu, cierpienia i łez. Posiłki serwowane w tej niezwykłej restauracji przywołują zmarłych. Tęsknota za zmarłymi jest tak wielka dla bohaterów powieści, że są w stanie zrobić dosłownie wszystko, żeby móc się choć raz z nimi zobaczyć, choć raz porozmawiać. Chcą przeprosić, zrozumieć i przede wszystkim pogodzić się ze stratą. Różne historie i jeden wspólny mianownik. Sięgnijcie koniecznie po Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień i dajcie się wciągnąć w tę melancholijną i nieśpieszną powieść.
Ta książka uruchomiła w mojej głowie lawinę wspomnień i tak sobie pomyślałam, że chciałabym trafić do takiej restauracji. Chciałabym spotkać tych, których nie ma ze mną fizycznie, ale towarzyszą mi każdego dnia i wierzę, że czuwają nade mną i obserwują.  Dla mnie to książka, która pozwoliła mi się zatrzymać i złapać oddech w codziennej bieganinie. Jest tutaj spokojnie i refleksyjnie. Potrzebowałam tej książki i jestem niezmiernie wdzięczna, że miałam okazję ją przeczytać.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis

sobota, 21 marca 2026

Andrzej Krawczyk Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj - sztetel utracony


 Data wydania: 14-01-2026

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ilość stron: 448


12/2026


Jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych książkę Andrzeja Krawczyka Jeszcze słychać tę muzykę to wiedziałam, że choćbym musiała stanąć na rzęsach to ją przeczytam. Od lat fascynuje mnie historia Żydów, ich kultura i zwyczaje, Czytam książki z II wojną światową w tle i odnoszę wrażenie, że rola Żydów została zredukowana do ich udziału w Holokauście i tematyki obozów koncentracyjnych. Spójrzmy tylko na tytułu, bo z Auschwitz jest już dosłownie wszystko; baletnica, pięściarz, orkiestra i można tak wymieniać bez końca. Dlatego też koniecznie chciałam przeczytać książkę Andrzeja Krawczyka, bo czułam podskórnie, że wiele nauczę się z tej książki i nie pomyliłam się w moich przeczuciach. To była niezapomniana podróż przez historię, tę zapomnianą i ę, o której nie mówi się zbyt często. Ta książka to dla mnie prawdziwe źródło wiedzy, a ja uwielbiam jak coś wynoszę z książki i chociaż podejrzewam, że ta wiedza do niczego mi się nie przyda to ja odczuwam niesamowitą satysfakcję i wdzięczność, że wiem i że mogłam przeczytać tę niezwykłą książkę Andrzeja Krawczyka.

Biłgoraj to miasto położone w południowo - wschodniej Polsce. To tutaj przed wojną zamieszkiwała ludność Żydowska, która stanowiła ogromną część mieszkańców. To tutaj powstał sztetl. Zapytacie co to jest? To właśnie miasteczko, małe skupisko miejskie zachowujące tradycję i obyczajowość żydowską. Żydzi w takich miasteczkach otrzymywali dożywotnią dzierżawę pod cmentarz, pozwolenie ba budowę synagogi i mykwy. I właśnie do takiego prowincjonalnego miasteczka zabrał mnie Andrzej Krawczyk. To miasteczko było odzwierciedleniem obyczajów i życia społecznego ludności żydowskiej. Po sztetlach obecnie nie pozostało prawie nic, a istniały, toczyło się w nich życie, ludzie rodzili się i umierali. Religia była dla nich esencją życia. jedni byli biedni, a inni opływali w dostatki. Taki świat na kartach swojej książki pokazał mi Andrzej Krawczyk.

Jeszcze słychać tę muzykę nie jest opowieścią o ludziach, jest opowieścią o świecie, który istniał, a zniknął prawie bez śladu. To podróż w głąb miasteczka, które żyło i rozwijało się. Biłgoraj poznajemy nie tylko z perspektywy autora, ale także z zachowanych wspomnień mieszkańców. Smaczku książce dodają ilustracje, które przybliżają nam tamten świat. 

Był i zniknął.....


Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont

wtorek, 17 marca 2026

Ewa Lange Białe magnolie


 Data wydania: 11-03-2026
Wydawnictwo: Książnica
Ilość stron: 320

11/2026

Czarne orchidee o debiutancka powieść Pani Ewy Lange, która ukazała się w zeszłym roku i którą przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Czekałam na kolejną powieść Pani Ewy, bo mój czytelniczy nos mówił mi, że jak ktoś debiutuje z wysokiego C to z każdą kolejną książką może być tylko lepiej ( chociaż w przypadku autorki wątpię żeby to było możliwe) i obawiam się, że w końcu na najbardziej poczytnym portalu zabraknie gwiazdek do przyznawania, bo wyżej to już tylko chyba niebo i kosmos. Jeśli nie znacie jeszcze twórczości Ewy Lange to musicie to koniecznie nadrobić, a jej nazwisko zapisać dużymi literami, bo z pewnością będzie błyszczeć na literackim firmamencie. Ewa Lange zabrała mnie do czytelniczego nieba. Dostałam wszystko to za co kocham książki: dostałam ogromną lekcję historii, okrucieństwa człowieka wobec człowieka i wybaczania. Dostałam dwie ramy czasowe, które uwielbiam i taką niesamowitą lekcję emocji i pokory, że przez Białe magnolie ciężko będzie mi trafić na dobrą książkę, która mnie pochłonie całą sobą. Tak właśnie sobie pomyślałam, że teraz muszę jeszcze raz sięgnąć po Białe magnolie, aby móc w spokoju delektować się każdym zdaniem i każdą sceną. Ta książka nie była dobra, ona była genialna od początku do końca, to książka, której nie da się odłożyć na " za chwilę" , bo ją się czyta zachłannie i z żalem patrzy na ubywające strony. I w tym miejscu wystosuję apel do Pani Ewy: Szanowna Pani czy mogłaby Pani częściej wydawać książki? To nieludzkie, że na kolejną książkę kazała Pani czekać dziewięć miesięcy. Nie żebym była złośliwa, ale znam autorów, którzy wydają książkę prawie co miesiąc i jakoś dają radę. Nie będę tutaj podawać nazwisk, bo z pewnością się każdy domyśla. 
Dość wstępu, bo Białe magnolie czekają na moją subiektywną ocenę. Jak już wspomniałam mamy tutaj dwie ramy czasowe rok 2024 i 1943. We współczesności poznajemy Olę Sobotę. Młoda, zbuntowana dziewczyna zaczyna swoją pierwszą pracę w Domu Spokojnej Starości Harmonia jako sprzątaczka. Nie jest zadowolona ani z miejsca, które "śmierdzi'" ani z pracy, ale chce za wszelką cenę się usamodzielnić i wyrwać z rodzinnego domu. I znowu muszę wtrącić zdanie, bo jak wiecie sama pracuje w domach opieki i tam rzeczywiście jest specyficzny zapach. Ja osobiście już tego nie czuję, ale kiedyś przyjechał do mnie mąż i pierwsze jego pytanie była; jak wytrzymujesz ten zapach. Ola z czasem przyzwyczaja się do nowych warunków i zaprzyjaźnia z pensjonariuszami, a jej świat staje na głowie, gdy poznaje wnuka jednego z podopiecznych.
Jest i rok 1943, gdzie poznajemy Alkę Kwiatkowską. To młoda, zakochana kobieta, która przez swój zapalczywy charakter wpada w ręce gestapowców i trafia do obozu koncentracyjnego, gdzie przeżywa piekło na ziemi i walczy codziennie o przetrwanie.
Co je łączy i skąd Białe magnolie? Dowiecie się sięgając po rewelacyjną książkę Ewy Lange, bo to jedna z tych powieści, które warto poznać. Już zachwyciłam się debiutem Ewy Lange, a Białe magnolie tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że Pani Ewa pisze nie tylko pięknie, ale i dotyka najczulszych strun czytelnika. Jedno zdanie ciśnie mi się na usta: dla takich książek warto żyć. Nie będę Wam pisać streszczenia książki, bo to lektura, która zasługuje na poznanie całym sobą. Sięgnijcie koniecznie po Białe magnolie i jestem przekonana, że pokochacie twórczość autorki tak jak ja.


Moja ocena 10/10

sobota, 14 marca 2026

Magdalena Wojtkiewicz W obronie miłości


 Data wydania: 25-02-2025
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 368


10/2026

Czyżbym znalazła kolejną autorkę, po której książki będę sięgać z przyjemnością? Być może. To moje pierwsze spotkanie z Panią Magdaleną Wojtkiewicz i po lekturze W obronie miłości wiem, że muszę nadrobić pozostałe tytuły, bo książkę czytało się znakomicie. Pewnie, że możecie powiedzieć, że książka jest przewidywalna , że główna bohaterka chce zjeść ciastko i mieć ciastko, ale jak dla mnie to książka, która ma w sobie to coś co sprawia, że czyta się z zapartym tchem, a ostatnie strony spędziłam z chusteczką przy oczach. Łzy zrzucam na wiosenne pylenie, bo przecież ja przy książkach nie płaczę:) to chyba największe kłamstwo ostatnich miesięcy. Płaczę, płaczę i bardzo łatwo mnie wzruszyć, ale to znak, że mam oczy na właściwym miejscu.
Autorka w swojej najnowszej książce W obronie miłości zabrała mnie w podróż do okupowanego Ostrowca Świętokrzyskiego. To tutaj poznajemy Urszulę i jej rodzinę, która prężnie działa w konspiracji i każdy kto zapuka do drzwi Sławiaków może liczyć na pomoc. Urszula pomaga matce prowadzić rodzinną piekarnię, a po pracy uczestniczy w tajnych kompletach.  Życie toczy się w miarę spokojnie jak na czas, w którym przyszło jej żyć, ale wszystko do momentu, gdy na drodze naszej bohaterki staje Oskar Osman - oficer gestapo. Osman zauroczył się Urszulą i robi wszystko, aby ich drogi jak najczęściej się krzyżowały. Życie Urszuli już nigdy nie będzie takie samo. Rozdarta między młotem a kowadłem, między chęcią wyciągania pomocy a głosem serca. Jak potoczą się losy Urszuli? Tego dowiecie się sięgając po W obronie miłości Magdaleny Wojtkiewicz.
Ta książka sprawiła, że zapomniałam o sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Czytałam zachłannie jakby to miał być mój ostatni dzień. I chociaż Urszula lekko mnie irytowała to byłam pełna podziwu dla jej sprytu, odwagi i bohaterstwa. Dlaczego? Przekonajcie się sami. Ale ta Ula w sumie to była biedna i rozdarta między sercem a rozumem. Własna matka nie była w stanie zaakceptować jej działań, ludzie wytykali ją palcami na ulicy, a jej jedynym błędem było to, że urodziła się w niewłaściwym czasie i ulokowała uczucia w niewłaściwym na tamte czasy człowieku. Ale czy serce jest w stanie posłuchać rozumu?
Uważam, że Magdalena Wojtkiewicz napisała książkę dobrą, wciągającą i z dobrym tłem historycznym. Autorka stworzyła bohaterów z krwi i kości, i historię która wciąga od pierwszej strony. A zakończenie? To już prawdziwy majstersztyk, który sprawił, że zalałam się łzami. W najbliższym czasie muszę  sięgnąć po poprzednie tytuły autorki, bo jestem ich niezmiernie ciekawa.
Sięgnijcie koniecznie po W obronie miłości Magdaleny Wojtkiewicz i dajcie znać jak Wam się podobała ta historia.

Moja ocena 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

wtorek, 10 marca 2026

Rafał Wicijowski Ostatni taniec


 Data wydania: 11-02-2025
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Filia

9/2026

Moje pierwsze wrażenie po przeczytaniu Ostatniego tańca Rafała Wicijowskiego: powinien być prawny zakaz pisania takich książek, a Wydawnictwo powinno być pociągnięte do odpowiedzialności karnej  za straty moralne i wprowadzenie czytelnika w stan przedzawałowy. Matko kochana co to była za książka:( jak zaczęły pocić mi się oczy gdzieś koło siedemdziesiątej strony to skończyłam zapuchnięta od płaczu. Jeżu co to była za książka, wciągnęła mnie od pierwszej strony i z pewnością pozostanie ze mną na długo. Co zrobiłam zaraz po lekturze Ostatniego tańca. Taka zapłakana i rozmemłana? Otóż podeszłam do osobistego męża, który oglądał jakiś serial i powiedziałam mu: kocham Cię. Dlaczego? Ci z Was, którzy czytali wiedzą dlaczego, a tym przed którymi jeszcze lektura odpowiem: bo mogę, a reszty dowiecie się lekturze książki.
Historia Julii i Michała jest nie do zapomnienia, bo taka miłość zdarza się raz na milion. Poznali się przypadkiem, gdy ona uczyła się do kolokwium. I od słowa do słowa, od spotkania do spotkania wiedzieli, że to jest na całe życie. Miał być ślub, dzieci, wnuki i mieli się razem zestarzeć. Z pewnością tak by było, gdyby nie fakt, że Michał porzucił Julię przed ołtarzem. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy i za pośrednictwem przyjaciela dostarczył jej list. Dziesięć słów, które złamały serce naszej bohaterce.
Ciężko jej się było podnieść, z mozołem i pomocą najbliższej przyjaciółki wróciła do żywych. Skończyła studia i podjęła pracę w jednej ze średnich szkół. Długo nie umiała się otworzyć na nowy związek, a jej życie kręciło się wokół pracy i domu. Minęło dziesięć lat od ucieczki Michała sprzed ołtarza i mężczyzna postanowił wrócić po to, aby po latach wyjawić prawdę. Prawda ta sprawi, że życie Julii już zmieni się na zawsze. 
Tę książkę przeżywa się całym sobą. To zdecydowanie jedna z tych lektur, które będą towarzyszyć mi już zawsze. Przepiękna historia miłości, która przetrwa wszystkie burze, ból i czas. O miłości ponad wymiarami i na przekór czasowi. Zawsze wydaje nam się, że mamy czas: czas na rozmowę, czas na bycie ze sobą, czas na życie, a tak naprawdę wystarczy czasami sekunda i okazuje się, że tego czasu nie mamy i zostają niedokończone rozmowy, pustka i cisza, które już nigdy się nie zapełni.
Jestem zachwycona historią, którą stworzył Rafał Wicijowski w Ostatnim tańcu. I chociaż autor tłumaczy nam na końcu, że covid, że na pierwszym roku polonistyki to absolutnie nie Witkiewicz. Panie Rafale, a kto by zwracał uwagę na takie drobiazgi jak ma przed sobą książkę, która wciąga jak bagna i co chwilę trzeba szukać chusteczki?? Gratuluję pomysłu i wykonania. Jestem jak najbardziej na tak i czekam na kolejną Pana powieść.

Moja ocena 10/10

czwartek, 5 marca 2026

Nina Zawadzka Za twoim śladem


 Data wydania:25-02-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 400


8/2025

Przyznaję się bez bicia, że nie przeczytałam wszystkich książek autorki, bo ciągle coś innego wpada mi w ręce i przyznaję się, że to błąd, bo Nina Zawadzka potrafi dotrzeć do najgłębszych zakamarków mojej wyobraźni i z każdym rozdziałem czułam się coraz bardziej wciągnięta w wir wydarzeń, towarzyszyłam głównej bohaterce w takich momentach jej życia, że od samego czytania cierpła mi skóra. Ta książka to prawdziwy majstersztyk, wzrusza do bólu i chwyta za serducho na długo i długo nie da o sobie zapomnieć. Moim zdaniem wśród przeczytanych przeze mnie książek Niny Zawadzkiej, Za twoim śladem jest najlepsza. Głęboka, brutalna, przemyślana, a przede wszystkim przypominająca historię Polski. Autorka nie owija w bawełnę i nie upiększa. Stworzyła bohaterów z krwi i kości, z którymi możemy się utożsamiać, bo każdy z nas znajdzie w nich cząstkę siebie. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu Niny Zawadzkiej i pozostanę jej ogromną fanką, bo z każdej jej książki dowiaduję się czegoś nowego, a to o czym zapomniałam, bo pamięć ludzka jest ulotna, przypomina mi autorka w swoich powieściach. Genialnie pokazuje tło historyczne i jestem przekonana, że w każdą swoją powieść włożyła ogrom pracy, aby pokazać świat takim jaki był. A robi to tak plastycznie, że czytając ma się wrażenie, że sami jesteśmy uczestnikami.
W swojej najnowszej powieści zabiera nas do lat 1941 - 1944, a więc jesteśmy w samym sercu wojny. Przewijają się również we wspomnieniach bohaterów lata przedwojenne kiedy to Liliana poznaje starszego od siebie Cypriana. Pierwsze zauroczenie młodej dziewczyny przeradza się w miłość zdawałoby się do końca życia, ale niestety wojna zweryfikowała plany naszych bohaterów na wspólne życie i miłość aż po kres. Wojna ich rozdzieliła, ale nasza bohaterka stara się dotrzeć do ukochanego. Wpada w łapy NKWD i po długich morderczych przesłuchaniach zostaje skazana na wiele lat w obozie pracy gdzieś w głębi ZSRR. W baranowickim więzieniu przeszła piekło na ziemi, ale przy życiu trzyma ją chęć odnalezienia narzeczonego i wystukiwane alfabetem wiadomości z jednym z więźniów. Tak poznaje Przemka. Cyprian, Przemek, Przemek, Cyprian? Dwaj mężczyźni, którzy wnieśli dużo w życie naszej bohaterki. Którego wybierze? Czy tego, którego pierścionek nosiła na palcu czy może tego dla którego stałą się wojenną żoną? A może los jeszcze inaczej pokieruje życiem naszych bohaterów? Czy uda im się przetrwać to piekło na ziemi? Wszystkiego dowiecie się sięgając po najnowszą książkę Niny Zawadzkiej Za twoim śladem.
Polubiłam Lilianę i chociaż początkowo wydawała się rozpieszczoną panienką z dobrego domu to w konsekwencji okazała się silną, dzielną i odważną kobietą, która chciała żyć i być szczęśliwą, Towarzyszymy jej w wędrówce od więzienia aż do Monte Casino. Trudna to byłą droga, pełna niebezpieczeństw i bólu, ale nasza dzielna Liliana dała radę, bo jej siłą napędową byłą miłość, Nie bez powodu stare przysłowie mówi, że miłość potrafi przenosić góry.
Nina Zawadzka stworzyła rewelacyjną powieść o miłości silniejszej niż wojna, o nadziei i w końcu o sile kobiet. Stworzyła powieść autentyczną i pełną emocji. Stworzyła powieść, która jest gotowym scenariuszem filmowym. Rewelacyjna, cudowna i przepięknie napisana. Czytajcie koniecznie, bo są książki, które watro poznać.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

wtorek, 3 marca 2026

Agata Sawicka Kim jesteś, Saro??


 Data wydania: 10-02-2026
Ilość stron: 348
Wydawnictwo: Szara Godzina

7/2026

Twórczość Agaty Sawickiej lubię i cenię, bo każda dotychczas przeczytana przez minie książka autorki wniosła coś i sprawiła, że robiło mi się lekko na duszy. Pani Agata ma dobre, lekkie pióro i pisze tak, że nie sposób się od książki oderwać. Czy tak samo było w przypadku najnowszej powieści autorki Kim jesteś, Saro?? Na początek zdradzę Wam, że ta książka to prawdziwa petarda, która czyta się w zasadzie sama, akcja toczy się wartki, a bohaterowie to prawdziwe perełki i jeszcze ta akcja, która toczy się dwutorowo. No kocham całym sercem i chcę zawsze trafiać na tak dobre książki.
Już od pierwszej strony czytelnik zostaje wciągnięty w wie wydarzeń i historię młodej kobiety, która po poważnym wypadku budzi się w szpitalu i... nic nie pamięta, nie wiem kim jest, nie wie jak się nazywa, ani nic nie wie o swojej przeszłości, a najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że nikt jej nie szuka. Dlaczego? Przecież nie ma człowieka bez jego historii i każdy gdzieś ma kogoś kto interesuje się jego losem. A w przypadku naszej bohaterki nikt jej nie szuka. Sara, bo tak dały jej na imię pielęgniarki, często śni, że ucieka i goni ją samochód, ciemna uliczka i nieznajomy mężczyzna. Czy to obrazek z przeszłości? Czy zupełnie przypadkowy koszmar? Sięgnijcie po Kom jesteś, Saro? i przekonajcie się sami, bo autorka stawia nam tutaj kluczowe pytanie kim my jesteśmy bez naszej przeszłości i rodziny. Jak ważne są wspomnienia. 
Sara po opuszczeniu szpitala znajduje schronienie w ośrodku dla bezdomnych kobiet, ale dla tak wrażliwej dziewczyny to miejsce jest horrorem. Przez zupełny przypadek trafia do ogrodu prowadzonego przez zakonnice. To w tym tajemniczym ogrodzie, pełnym kwiatów, tajemnicy i zapachu jaśminowca jest ukryta chatka. Przypadek sprawia, że Sara w zamian za opiekę nad ogrodem na możliwość zamieszkania w starej chacie i to tutaj zaczyna się historia, która skradła moje serce. Wspomnienia dawnych mieszkańców domku, sny Sary i tajemniczy list są kluczem do rozwiązania zagadki poprzednich mieszkańców. Sara też tutaj znajduje ukojenie i pozornie wewnętrzny spokój, bo ktoś nadal czyha na jej życie. Na drodze Sary stają dwaj mężczyźni; Michał, którego poznała przez przypadek (czy na pewno ?) i tajemniczy zakonnik Hubert (?). Kim są ci dwaj mężczyźni i dlaczego stanęli na drodze Sary? Bo nie ma przecież przypadkowych osób i każdy kogo spotykamy w swoim życiu jest po coś. Sięgnijcie koniecznie po najnowszą książkę Agaty Sawickie Kim jesteś, Saro? i dajcie się porwać w wir wydarzeń.
Uwielbiam książki, które toczą się dwutorowo, a historię Ziemowita i Anny, którą zafundowała nam autorka i która jest fundamentem narracji pokochałam całym sercem. Genialny pomysł i jeszcze lepsze wykonanie.
Agata Sawicka po raz kolejny udowadnia, że pisanie to jej największa pasja, w którą wkłada całe serce i sprawia, że grono Jej czytelniczek stale się poszerza. To historia utkana z emocji i zapachów. Czytając wciąż czułam pachnący jaśminowiec. To historia o tożsamości i traumie, o życiu takim jakie jest i o tym, że przed przeszłością nie da się uciec. Przepięknie napisana, pełna wzruszeń i emocji.
Polecam Wam z całego serca. Czytajcie i dajcie znać czy też skradła Wasze serca tak jak moje.

Moja ocena 10/10

czwartek, 26 lutego 2026

Marta Obuch Na babski rozum

 

Data wydania: 04-02-2026
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Filia

6/2026

Po książki Marty Obuch sięgam zawsze chętnie, bo wiem, że czeka mnie dobra zabawa. Odnoszę wrażenie, że mamy z autorką podobne poczucie humoru, bo zawsze wiem, że będzie zaplątane z poplątanym, ale napisane z wielkim wyczuciem i niesamowitą dawką dobrej zabawy. Potrzebowałam książki lekkiej, zabawnej, przy której zapomnę o problemach i kłopotach. Dostałam wszystko w 100%, a nawet z nawiązką, bo znowu miałam okazje na przelotne spotkanie z Marchewkę ( jednym z bohaterów wcześniejszej książki Pani Marty). 
Sama autorka określa, że Na baski rozum to kryminał rodowy inspirowany wydarzeniami, które miały miejsce w rodzinie autorki. Czy w związku z powyższym było lepiej czy gorzej? Moim zdaniem było tak samo dobrze jak przy poprzednich tytułach. Można pokusić się o stwierdzenie, że na Marcie Obuch można polegać jak na antydepresantach, poprawa humoru i dużo uśmiechu gwarantowane.
W swojej najnowszej książce Marta Obuch zaprasza nas do świata Tosi, którą poznajemy, gdy wybiera się na pięćdziesiąte urodziny matki na wieś do rodzinnego domu jej dziadków. Szykuje się ogromy zlot rodzinny z ciotkami, pociotkami, wujkami i przyjaciółmi i znajomymi, bo pięćdziesiątka to przecież okazja do wielkiego świętowania. Ale jeśli myślicie, że Tosia trafia do wsi spokojnej i sielskiej do jesteście w ogromnym błędzie. Tosia, aby złapać oddech od atmosfery panującej przy stole wybiera się na spacer po okolicznych polach. Spacer skończył się wypadkiem Tośki, a przy pobliskich torach zostaje znaleziony trup. Niby nic szczególnego, ale ów denat miał napisany na ręce numer telefonu do naszej bohaterki,. Na miejscu pojawia się policja i tutaj zaczyna się cała lawina zdarzeń, które w konsekwencji kończą się szczęśliwym finałem, a nawet jedną zakochana parą i kolejną zaręczoną. Ale zanim do tego dojdzie musimy się zmierzyć z rodzinną tajemnicą, nieznaną córką  i zakopaną skrzynią, a nawet dwiema skrzyniami, ale o tym cicho.
Marta Obuch stworzyła świetną historię napisana na podstawie drzewa genealogicznego. Pokazała w Na babski rozum jaki wpływ mają na nas traumy odziedziczone po przodkach. Znajdziemy to tajemnice, które wcześniej czy później wychodzą na światło dzienne, klątwy i niedopowiedzenia. Znajdziemy tutaj relacje rodzinne i wiele zagadnień związanych z genealogią.
To dobra książka, z którą spędziłam dobrze czas i wiem, że każda kolejna książka, która wyjdzie spod pióra Pani Marty Obuch trafi w moje ręce.
Poznajcie koniecznie Tosię i jej zwariowaną rodzinę.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia