środa, 28 stycznia 2026

Beata Zdziarska Chłopic z ruin

 

Data wydania: 20-01-2026
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 303
Cykl: Gdańska opowieść

3/2026

Wczoraj odebrałam przesyłkę od Wydawnictwa Replika, w której znalazłam m.in. Chłopca z ruin Beaty Zdziarskiej. Zerknęłam tylko na moment i... przepadłam. Tej książki nie da się odłożyć, chce się czytać i czytać, pochłania bez reszty, zapada w głowie na długi czas i z żalem przewraca się ostatnią stronę. Chłopiec z ruin to pierwsza część Gdańskiej opowieści Beaty Zdziarskiej i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Już znalazłam dwie książki autorki na Legimi, po które sięgnę w najbliższym czasie, bo jak ktoś tak pisze to zasługuje na to, aby poznać pozostałe dostępne pozycje. Przeszukałam też czeluści internetu w poszukiwaniu drugiej części Gdańskiej opowieści, ale niestety jeszcze nic nie znalazłam w zapowiedziach wydawnictwa, a ja potrzebuję kolejnej części jak powietrza do oddychania i snu do normalnego funkcjonowania. Chłopiec z ruin to majstersztyk, powieść utkana z emocji, bólu, strachu. To historia nie tylko ludzi, ale i mojego ukochanego Gdańska. Miasta, w którym staram się być przynajmniej raz w roku i w którym każda uliczka i każdy zaułek opowiada nam swoja historię. Przecudna, mądra i głęboko przemyślana historia, która nie tylko skradła moje serce, ale i na długo zostanie w mojej pamięci.
Friedrich i Helena. Mały Niemiec i Polska. To właśnie ich losu poznajemy w najnowszej książce Beaty Zdziarskiej. Friedrich był świadkiem śmierci swojej matki, która zginęła z rąk radzieckich wyzwolicieli. Samotnie przemierza ulice spalonego Gdańska i wie, że musi być odważny. Próbuje odnaleźć krewnych, których pamięta z czasów, gdy nie musiał być bohaterem. Głodny, zmęczony, wystraszony. Na szczęście na swojej drodze spotyka Helenę Koszek. Ich drogi splatają się w jedną. Friedrich przypomina jej własne dziecko, które straciło życie w bezsensowny sposób. Helena postanawia zaopiekować się Friedrichem, a Friedrich Heleną. Oboje są sobie potrzebni, bo wojna zabrała im wszystko. Czy uda im się stworzyć dom w ruinach miasta, które kiedyś tętniło życiem? Sięgnijcie po Chłopca z ruin Beaty Zdziarskiej i przekonajcie się sami, bo to piękna i wzruszająca książka.
Czytanie tej książki boli. Oczyma wyobraźni widziałam i małego Friedricha, który samotnie przemierzał spalone miasto. Utożsamiałam się z Heleną, która, aby przeżyć musiała udowodnić, że jest przydatna dla Rzeszy, a po  wyzwoleniu musiała udowadniać, że jest Polką. Straciła wszystko co było dla niej ważne: dom, rodzinę, bezpieczeństwo, ale nigdy nie straciła najważniejszego: człowieczeństwa. Nie przeszkadzało jej,  że Friedrich jest Niemcem, dla niej był małym chłopcem i to dla niego postanowiła stworzyć dom i być dla niego mamą.
Ta książka jest utkana z emocji. To jedna z tych książek, których nie da się odłożyć dopóki nie ujrzy się napisu: koniec. Ta książka to nie tylko lekcja historii, ale i podręcznik empatii i człowieczeństwa. Gratuluje autorce świetnie napisanej powieści i z niecierpliwością czekam na drugą część.
Czytajcie i zachwycajcie się tak jak ja.

Moja cena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Replika

niedziela, 11 stycznia 2026

Monika Raspen Piękność z lodu

Data wydania: 18-11-2025
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 46
Cykl: Kobiety Romanowów
 


2/2026


Wiem, że już mówiłam, że Monika Raspen to moje zeszłoroczne odkrycie i zdania nie zmieniam. Kocham każde zdanie i każdą literkę napisaną przez autorkę. Piękność z lodu to trzeci tom Kobiet Romanowów i tak jak nie jestem miłośniczką kontynuacji i cyklów to w tym przypadku muszę zadać fundamentalne pytanie: jak żyć  w oczekiwaniu na kolejną książkę autorki. Monika Raspen to czarodziejka słowa, pełna kultury i takiej niespotykanej dzisiaj wrażliwości na drugiego człowieka. Wiem co mówię, bo od czasu do czasu piszemy do siebie, a w zasadzie ja piszę, a Monika nagrywa mi głosówki, a jej głos to balsam na moją duszę: kojący spokojny i z taką niesamowitą iskrą, która sprawia, że można jej słuchać na okrągło.

Nie ukrywam, że Piękność z lodu czytałam długo, ale to nie dlatego, że książka jest nudna czy mało zajmująca. Taki mam czas, że życie pokonuje mnie w starciu z książką. Są obszary, na których muszę się mocniej skupić, a na lekturę zastaje mi czas wieczorem jak już kładę się do łóżka. Wierzą głęboko, że ten trudny czas minie i będę mogła się bardziej skupić na moich ukochanych książkach tym bardziej, że wraz z nastaniem nowego roku wydawnictwa jak zwykle prześcigają się w premierach.

Wróćmy jednak do Piękności z lodu i niesamowitych kobiet z rodu Romanowów. Nie będę Wam streszczać książki, bo uważam, że każdy powinien sięgnąć po książki Moniki Raspen. Autorka solidnie przygotowała się do napisania cyklu i widać to w drobnych detalach, w które obfituje książka. Chociażby Jajka Faberge, które dostawała rodzina carska na każdą Wielkanoc są opisane z dbałością o najmniejszy detal, kolor, a nawet kamień, z którego zostały wykonane. Autorka wykreowała całą plejadę bohaterów, pokazała ich słabości i siłę, w każdym z nich można było emocje, które im towarzyszyły, brać udział w podniosłych wydarzeniach, ale i w machlojkach, które na dworze carskim wyglądały z każdego kąta. Autorka skupia się nie tylko na carze Aleksandrze i jego żonie, ale i na dzieciach, pociotkach i krewnych i znajomych królika. O każdej z postaci dowiadujemy się czegoś nowego, nawet Rasputin, który do tej pory kojarzył mi się jako czarny charakter tutaj ukazany jest tak, że nie tylko go polubiłam, ale i było mi go żal, bo padł ofiarą intryg i knowań w otoczeniu carskiego dworu. To on nie patrząc na to jak odbija się to na jego zdrowiu niejednokrotnie pozwolił uciec bohaterom spod kosy.

Ja jestem zakochana w piórze Moniki Rapsen i podejrzewam, że gdyby napisała książkę z gatunku fantastyki (oby nie) to też bym ją przeczytała. Przyznaję, że już przepatrzyłam wszystkie dostępne portale czytelnicze żeby sprawdzić kiedy można się spodziewać kolejnej książki autorki, ale niestety nic nie znalazłam. Pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i czekać, ale już dzisiaj wiem, że warto. Są autorzy i Autorzy. Monika zalicza się zdecydowanie do tych przez duże A. We mnie ma wierną czytelniczkę już do końca moich dni. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Moniki Raspen to nadróbcie to koniecznie, bo Jej książki są napisane sercem i trafiają w sam jego środek.

Uwielbiam i czekam.


Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Wydawnictwu Replika

wtorek, 6 stycznia 2026

Kaja Owczarczyk Dziedzictwo

 

Data wydania: 20-11-2025
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Videograf S.A.

1/2026

Nie mogłam przejść obojętnie obok Dziedzictwa Kai Owczarczyk, bo po pierwsze to debiut autorki, a po drugie z opisu wynikało, że książka jest prowadzona dwutorowo. Sięgnęłam po książkę z niekłamanym zainteresowaniem. Dziedzictwo to książka z pogranicza literatury obyczajowej i historycznej czyli takiej, po którą sięgam najchętniej. To jest książka, która na długo zapada w pamięci i czyta się nie tylko słowa, ale wchodzi w życie głównych bohaterów. To książka o traumie traumie międzypokoleniowej i jej wpływie na potomnych. Kaja Owczarczyk weszła na rynek wydawniczy z wysokiego c i myślę, że z zainteresowaniem będę śledzić poczynania autorki w jej kolejnych powieściach. Już teraz mam obawy, bo jak debiutuje się w taki sposób to co będzie dalej?? Czuję podskórnie, że o Kai Owczarczyk usłyszymy jeszcze niejednokrotnie i myślę, że warto zapamiętać to nazwisko i śledzić zapowiedzi wydawnicze.
Jak już wspomniałam akcja w Dziedzictwie jest przeprowadzona dwutorowo. W przedwojennej Warszawie poznajemy Zofię, panienkę z dobrego domu, która wchodzi w dorosłe życie. Rozpoczyna naukę śpiewu i marzy o karierze artystycznej. Podczas jednej z lekcji poznaje Rachelę, młodą Żydówkę, która nie tylko staje jej się bliska, ale i sprawia, że Zofia musi zmierzyć się z prawdą o samej sobie. Wybuch wojny zmienia życie dziewczyn. Zofia działa prężnie w konspiracji, a Rachela... Co działa się z Rachelą dowiecie się sięgając po Dziedzictwo Kai Owczarczyk.
W 1993 r. poznajemy Idę, wnuczkę Zofii, która pojawia się w Sztutowie po to, aby opiekować się schorowaną kobietą. Ida próbuje pogodzić życie w Sztutowie z tym w Warszawie, gdzie zostawiła męża i pracę. I o ile praca sprawia jej niesamowitą satysfakcję o tyle jej małżeństwo wisi na włosku . Ida i Zofia zawsze były sobie bliskie. Przeczuwająca swój kres starsza kobieta opowiada wnuczce o wydarzeniach z przeszłości. Uruchamia to w Idzie cały ciąg myśli i nasza bohaterka odkrywa pojęcie traumy międzypokoleniowej co z kolei pozwala powoli wyjść z kokonu, w którym się ukrywała.
Musicie koniecznie poznać debiut Kai Owczarczyk, bo to jeden z tych debiutów, które na długo pozostają w pamięci czytelnika. Autorka podkreśla w swojej powieści jak ważne jest przepracowanie traum nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń, aby nie odcisnęły one swojego piętna na naszych dzieciach czy wnukach. 
Przeczytajcie Dziedzictwo Kai Owczarczyk, bo to zaskakująco dobry debiut. Ja jestem ciekawa jak potoczy się kariera autorska Pani Kai i z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf