niedziela, 31 maja 2026

Jaga Tuliszka Jak nie teraz, to kiedy?


 Data wydania: 17-06-2026
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 384

24/2026


RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Taka jestem bystra, że dopiero jak dotarła do mnie książka Jagi Tulisza Jak nie teraz, to kiedy? to dopiero zorientowałam się, że to debiut. Moja bystrość czasami mnie samą zaskakuje. Kojarzyłam, że nigdzie nie rzuciło mi się w oczy takie nazwisko, ale przy ilości wydawanych książek mogło mi umknąć chociaż staram się być na bieżąco w zapowiedziach i nowościach, które zalewają nasz rynek. Jak wiecie kocham debiuty i bardzo chętnie po nie sięgam. Gdy zajrzałam do książki Pani Jagi to juz po pierwszym akapicie czułam, że to będzie dobra książka, ale zupełnie nie spodziewałam się, że aż tak dobra. W Jak nie teraz, to kiedy znalazłam wszystko to za co kocham książki: było wzruszająco, było otulająco i była historia, w której każde zdarzenie miało znaczenie. To historia, która skradła moje serce i jestem przekonana, że pokochają ją miliony czytelniczek, autorka na dobre zagości na naszych półkach i z pewnością będzie pretendentem do nagrody " debiut roku". Koniecznie zapiszcie sobie nazwisko autorki, bo jak ktoś debiutuje z wysokiego c to z każdą kolejną książką będzie jeszcze lepiej. Obawiam się, że w przypadku Pani Jagi to się jednak nie sprawdzi, bo już jest doskonale. We mnie autorka znalazła wierna czytelniczkę i z niecierpliwością wyglądam kolejnych tytułów. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie długo czekać, bo znalazłam na okładce zapowiedź W samą porę, nie ma niestety daty premiery, ale okładka już zachwyca. Liczę, że w środku znajdę kolejną historię, która skradnie moje serce.
Wróćmy jednak do Jak nie teraz, to kiedy?, bo to historia, w której każdy znajdzie cząstkę siebie. To historia o zwykłym życiu, napisana w niezwykły sposób. Mira Kolska to młoda kobieta, szczęśliwa żona, kochająca matka i fryzjerka, która kocha swoją pracę. Wydawać by się mogło, że bohaterka ma poukładane życie i do szczęścia brakuje jej tylko ptasiego mleka. Pochodząca z Podhala Mira znalazła swoje miejsce na ziemi w Poznaniu. To tutaj mieszka w maleńkiej kawalerce z Michałem i dwójką niesfornych chłopców. Między małżeństwem dobrze się układa chociaż Mira ma pretensje do męża o to, że nigdy nie ma go w domu, bo pracuje w nienormowanym czasie pracy, ale kocha go cały sercem i czuje się przy nim bezpiecznie. Mira kocha swoją pracę i czuje się w niej spełniona. To tutaj zwierzają jej się klientki między strzyżeniem, farbowaniem włosów, a ich układaniem. Poznaje wiele osób, ale najbardziej do serca przypadłą jej Maria, która mimo niełatwego życia zdaje się być wieczną optymistką. Pomimo różnicy wieku kobiety zaprzyjaźniają się i uwierzcie mi ta przyjaźń będzie działać w dwie strony. Dlaczego? Dowiecie się tego sięgając po Jak nie teraz, to kiedy? 
Największym marzeniem Miry jest większe mieszkanie, bo ciężko im się żyje na kilkunastu metrach kwadratowych w czwórkę. Małżonkowie poważne rozmowy mogą prowadzić tylko szeptem kiedy dzieci zasną, a o chwile intymności jest im naprawdę trudno. Gdy teść proponuje im wyłożenie pewnej kwoty na zakup mieszkania, które ma być nie tylko spełnieniem marzeń, ale i doskonałą okazją Mirze wydaje się, że już teraz będzie tylko lepiej, Nie dotarli jednak do wymarzonego lokum, zdarzył się wypadek, w którym zginął ukochany teść i ojciec Michała, a Mira będzie się zmagać nie tylko z traumą, ale i z nienawiścią osób, które powinny jej być najbliższe. Z kim i dlaczego?? Sięgnijcie po książkę i przekonajcie się sami.
Historia Jagi Tuliszki to historia o ludziach: o mnie, o Tobie, o starszej Pani, która spaceruje z pieskiem, o sąsiadce z parteru, która działa lepiej niż lokalne media. To opowieść, która od pierwszej strony skradła moje serce i w której pokochałam bohaterów od pierwszego spotkania ( z małymi wyjątkami, ale tego dowiecie się sami). Polubiłam Mirę i chociaż chodzę do mojej fryzjerki Moniki od lat to z przyjemnością oddałabym swoją głowę w jej ręce. To kobieta z krwi i kości, nie jest idealna, jest zwyczajna jak każdy z nas, ma swoje lęki, zmaga się z atakami paniki, ale dzielnie prze do przodu To  pełna emocji powieść o tym, że nie należy odkładać życia na później. Jesteśmy tu i teraz i powinniśmy żyć tak, aby korzystać z każdego dnia nie w stu, a w dwustu procentach, bo nie wiemy, kiedy któryś dzień będzie naszym ostatnim. Sama zauważyłam, że im jestem starsza tym czas płynie jakoś szybciej i nieubłagalnie mija dzień za dniem. 
Pokochałam powieść Jagi Tuliszki Jak nie teraz, to kiedy? Jeśli lubicie historie, które nie tylko pozwalają zapomnieć o całym świecie, a świat bohaterów staje się Waszym światem to z pewnością jest to historia dla Was. Jeśli lubicie książki, która pozwalają Wam się zatrzymać i przypominają o tym co jest ważne to jest to powieść dla Was. Polecam z całego serca i jestem przekonana, że pokochacie tę książkę tak jak ja.
Z całego serca dziękuję Pani Marlenie z Wydawnictwa Znak z możliwość poznania tej niezapomnianej historii.


Moja ocena 10/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

piątek, 22 maja 2026

Monika Hakowska Miłość, wino i mój były

 

Data wydania: 13-05-2026
Ilość stron: 352
Wydawnictwo: Filia


23/2026

Książki autorki wpadły mi w oko na Legimi, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej powieści, która wyszła spod jej pióra. Miłość, wino i mój były to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością i musze przyznać, że było bardzo udane. To idealna książka na nadchodzące upalne lato, napisana lekko i z niesamowitym poczuciem humoru. Ja bawiłam się przy niej świetnie, a momentami bolał mnie brzuch ze śmiechu. To naprawdę dobrze napisana obyczajówka z nutką romansu. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że to komedia romantyczna i moim zdaniem to gotowy scenariusz filmowy. Ja czytając Miłość, wino i mój były oczami wyobraźni byłam we Włoszech, a w ustach czułam smak wina. 
Autorka zabrała mnie w niezapomnianą podróż do świata Eleny, która wiedzie poukładane życie między Londynem, a Krakowem, gdzie wraz z mężem tworzą swój dom i azyl. Podczas jednego z powrotów z delegacji Elena dostaje maila od kancelarii adwokackiej z ....pozwem rozwodowym. Ukochany mężczyzna nie miał nawet odwagi powiedzieć jej tego prosto w oczy, a może to synonim naszych czasów? Widmo rozwodu jest dla naszej bohaterki nie tylko synonimem porażki, Elena czuje, że straciła grunt pod nogami i dręczą ją wyrzuty sumienia. Z pomocą przychodzi jej przyjaciółka, która znalazła w samym sercu Toskanii ośrodek dla złamanych serc, gdzie za pomocą niekonwencjonalnych metod przywraca się wiarę w siebie i na nowo buduje poczucie własnej wartości. Czy może być lepsze miejsce dla uleczenia złamanego serca? Włoskie jedzenie, wino, winnice i malownicze widoki, dla których chce się wstać kolejnego dnia pod warunkiem, że nie przesadziło się z nektarem bogów. To w tym urokliwym miejscu pojawia się Aleks przystojny jak senne marzenie, ubrany jak z katalogu mód i pachnący jak milion dolarów. Czy może być plastrem na złamane serce Eleny? Sięgnijcie po Miłość, wino i mój były i przekonajcie się sami.
TO była udana i przyjemna lektura o zapachu lawendy. Lektura, która być może zabrzmi jak truizm, ale pokazująca, że wraz z rozwodem nasz świat się nie kończy tylko otwierają się przed nami kolejne drzwi i kolejne możliwości. Tylko od nas samych zależy jak to wykorzystamy. Monika Hakowska stworzyła genialną książkę, przy której się nie tylko doskonale odpoczywa i nabiera ochoty na podróż do Włoch, ale i stworzyła książkę, która może podziałać terapeutycznie. Przy tej książce nie sposób się nudzić, jest dynamicznie, a niektóre sceny wywołują atak śmiechu. Uwielbiam ludzi  z poczuciem humoru i coś czuję, że nadajemy z autorką na tych samych falach.
Sięgnijcie koniecznie po Miłość, wino i mój były, bo to idealna lektura na letni wieczór. Ja z pewnością sięgnę po poprzednie tytuły autorki, bo spodobało mi się to co dostałam w Miłości, winie i moim byłym.
Polecam.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

poniedziałek, 18 maja 2026

Maria Madej Nie nazywaj tego miłością


 Data wydania: 29-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352

22/2026


Z ciekawości sięgnęłam po książkę Marii Madej Nie nazywaj tego miłością i powiem szczerze, że spodziewałam się lekkiej, banalnej książki, przy której spędzę popołudnie albo dwa, a dostałam tak potężną dawkę emocji, że musiałam ją na chwilę odłożyć, żeby złapać oddech i móc powrócić do czytania, To nie jest łatwa książka, to nie jest książka o niczym. To jedna z tych lektur, które zmuszają do myślenia i czasami być może przewartościowania swojej hierarchii ważności. To mądra i potrzebna książka, która mogła zdarzyć się naprawdę, ba jestem przekonana, że w wielu domach się ona toczy, gdzieś za zamkniętymi drzwiami, bez świadków, ale zostawiająca blizny na całe życie.
Karolina, Lena i Patrycja właśnie zdają maturę i po raz ostatni przed wkroczeniem w studenckie życie spotykają się pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie i składają sobie przysięgę, że za dwadzieścia lat w tym samym miejscu się spotkają. Każda wyrusza w swoją drogę, każda do innego miasta i każda podejmie inne studia. Czy spotkają się rzeczywiście za dwadzieścia lat? Czy taka młodzieńcza przyjaźń ma szansę przetrwać? Dwadzieścia lat wydaje się jakimś kosmosem, ale gdy popatrzymy jak rok za rokiem mija to okazuje się, że to tylko chwila. 
Razem z Patrycją wybieramy się do mojego ukochanego Gdańska. Dziewczyna wie od zawsze, że chce pisać i dlatego rozpoczyna studia dziennikarskie, które mają nauczyć ją jak dotrzeć do ludzi i jak pisać by być czytanym. To tutaj też poznaje Marka, który wydaje się być ideałem: uważny na na jej potrzeby, czuły, opiekuńczy i miły. Życie wydaje jej się być bajką. W relacji z Markiem pojawiają się rysy, podcina on jej na każdym kroku skrzydła i dziewczyna staję się bezwolną marionetką w jego rękach. Pisanie schodzi na drugi plan,a najważniejsze staje się jak nie zdenerwować partnera, jak go zadowolić i nie pozwolić się upokorzyć.
Czytając Nie nazywaj tego miłością zastanawiałam się nad postawą Marka. I mimo całej niechęci do niego nie umiałam go winić. On nie znał innego postępowania. Od najmłodszych lat upokarzany przez ojca, z matką, która bała się własnego cienia chyba najzwyczajniej nie umiał być inny. Nie znał pojęcia szacunku, a miłość oznaczała bezwarunkową kontrolę. Wszystko musiało być tak jak on chciał, musiał o wszystkim decydować, nie znosił słowa sprzeciwu. Myślę, że traumy wyniesione z domu nie pozwalały mu być innym. Czy Patrycja może być szczęśliwa przy takim człowieku? A może los wybrał dla niej inną drogę? Sięgnijcie po Nie nazywaj tego miłością Marii Madej i przekonajcie się sami.
To świetnie napisana książka o życiu, o odnajdywaniu własnej drogi, o przyjaźni, która nie zna pojęcia upływu czasu i o nadziei, że po burzy przychodzi słońce, a nawet po najczarniejszej nocy nastaje dzień. To wzruszająca książka o relacjach. To książka, przy której wycierała łzy i musiałam ją odłożyć po to, aby złapać oddech. 
Polecam Wam z całego serca.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

środa, 13 maja 2026

Jakub Bączykowski To nie jest rozmowa na telefon


 Data wydania: 22-04-2026
Ilość stron: 288
Wydawnictwo: W.A.B.

21/2026

" Życie nie daje gwarancji, że jutro będzie takie samo jak dziś."

Pod jakim kamieniem ja się uchowałam, że nie trafiłam jeszcze na żadną książkę Pana Jakuba? To nie jest rozmowa na telefon to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Spotkanie to chyba za mało powiedziane, bo to była niezapomniana podróż przez meandry życia. Uważna, wrażliwa, spokojna i przede wszystkim  uwrażliwiająca na drugiego człowieka. Ta powieść to cudo dla czytelników od lat 10 do lat sto. Gdy jesteśmy młodzi to nasi rodzice wydają nam się po prostu starzy, ale czas niestety nieubłagalnie biegnie i następuje zmiana pokolenia, i to my jesteśmy na miejscu naszych rodziców, często jesteśmy dziadkiem czy babcią i na życie zaczynamy patrzeć z trochę innej perspektywy. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem i każde Boże Narodzenie wydaje nam się coraz szybciej. Sama łapię się na tym, że dopiero był styczeń, a już mamy mój ukochany maj, który za chwilę się skończy, potem tylko wakacje, sezon grzewczy i konieczność zakupu opału i znowu święta. Sama jestem babcią i kocham to moje maleństwo najbardziej na świecie. Gdy mały wpada do nas to mój mąż zawsze podsumowuje jego pobyt jednym zdanie: popatrz sobie na porządek, ba za chwilę go nie będzie :) Czy mi to przeszkadza? Absolutnie nie i mało tego to sama wymyślam mu zajęcia, a to upieczemy ciasteczka, a to ulepimy pierogi, a to malujemy farbkami i to nic, że potem pół dnia trzeba sprzątać. Babcia to instytucja, gdzie dziecko ma się czuć swobodnie i dobrze, ale to wcale nie oznacza, że może wejść na głowę. Trzeba umieć wyznaczać granice i to też w swojej powieści pokazuje Jakub Bączykowski.
W to nie jest rozmowa na telefon poznajemy małżeństwo emerytów: Krysię i Edwarda. Ona dopiero co pozanje smak emeryckiego życia, a on już zdążył się z tym tematem oswoić z racji tego, że jest starszy od naszej bohaterki. Krysia to emerytowana bibliotekarka, dla której książki są całym życiem i aby być w stałym kontakcie z literaturą założyła Klub Książkowych Dusz, gdzie w gronie kilku koleżanek spotykaja się od czasu do czasu, aby omówić wybraną lekturę, ale i żeby podzielić się tym co u której się wydarzyło. Krysia kocha Włochy i to co z nimi związane: słucha włoskiej muzyki, zaczytuje się w powieściach, ale przede wszystkim próbuje swoich sił we wszelkiego rodzaju pastach, pizzach i innych przysmakach z tego regionu. To miłość czysto platoniczna, bo nasza bohaterka nigdy nie odwiedziła tego kraju i chociaż marzy o podróży to zawsze na przeszkodzie stają finanse i potrzeby innych. Mąż Krystyny, Edward to zapalony działkowicz, miłośnik biografii i reportaży. Małżeństwo ma dwoje dorosłych dzieci, jedno na emigracji , a drugie ma swoją rodzinę i bardzo chętnie korzystają z pomocy dziadków przy opiece nad własnym potomstwem. Życie....Dorosłym dzieciom wydaje się, że rodzice tylko czekają na skinienie palcem i biegną z pomocą. A to wcale nieprawda, bo każdy ma swoje plany, przyzwyczajenia i potrzebuje czasu tylko dla siebie niezależnie od tego czy ma lat 20 czy też 60.
Czytałam tę książkę nie tylko z ogromnym zainteresowaniem, ale i zachłannie jakby od tego zależało jutro. Autor pokazuje jak ważne są relacje z bliskim, jak ważna jest rozmowa i umiejętność stawiania granic. Jestem zakochana w tej książce i przeogromnie wdzięczna Wydawnictwu WAB za możliwość jej przeczytania. Do autora mam jednak jedno, ale.... moja lista książek do przeczytania znowu się wydłuży, bo muszę koniecznie poznać poprzednie powieści, które wyszły spod jego pióra.

Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu W.A.B



wtorek, 12 maja 2026

Urszula Gajdowska Rosą pisane


 Data wydana: 25-02-2026

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Ilość stron: 336

Cykl: Azyl


20/2026


Rosą pisane to kontynuacja Azylu dla serca, który nie tak dawno czytałam i tak mi się spodobał, że musiałam koniecznie sięgnąć po drugą część i powiem Wam szczerze, że był to strzał w dziesiątkę. Pierwsze miesiące tego roku nie należą ani do łatwych, ani do przyjemnych dlatego też chętnie sięgam po książki, które pozwolą mi się odciąć i zanurzyć w świat bohaterów tak, że zapomnę o własnych problemach i kłopotach. Z ogromną przyjemnością wróciłam do Puszczy Knyszyńskiej i znowu znalazłam się w Azylu, gdzie nie tylko zwierzęta znajdują swoją bezpieczną przystań, ale i ludzie pokiereszowani przez los i z ogromnym bagażem doświadczeń.

W Rosą pisane autorka skupia się na siostrze Eryka, którego poznaliśmy w pierwszym tomie, a mianowicie na Edycie. Mieliśmy okazję ją poznać w poprzedniej części. Wiemy, że udało jej się uciec z toksycznej relacji, w której zaznała upokorzeń i przemocy, ale wie, że musi być silna dla dwójki dzieci, które są całym jej światem. Edyta wyleczyła się z męskiego towarzystwa. I wie, że chociaż wspomnienia bolą i ma przed sobą długie lata walki o siebie to jest silna, mądra i odważna. Gdy na horyzoncie pojawia się Dawid między tą dwójką zaczyna iskrzyć jak podczas najcięższej burzy. Dawid to nie tylko przyjaciel Eryka, ale i były wojskowy, który nie wyszedł ze służby bez szwanku na psychice. Czy dla tej dwójki majaczy na horyzoncie wspólna przyszłość? Czy dwoje poranionych ludzi odnajdzie drogę do siebie? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź w Rosą pisane Urszuli Gajdowskiej.

To przepięknie napisana książka o budowaniu życia na nowo i o odnajdywaniu swojego miejsca na ziemi. Autorka z niezwykłą wrażliwością porusza trudne tematy i nie boi się o nich mówić. Przemoc domowa, trauma wojenna czy zespół stresu pourazowego to tylko niektóre tematy, które znajdziemy w książce. Nie zabraknie tutaj też zwierząt, które po latach udręki i maltretowania znajdą swój azyl, gdzie zostaną otoczone miłością, troską i opieką.

Polubiłam twórczość Urszuli Gajdowskiej i z pewnością jeszcze niejednokrotnie sięgnę po książki autorki.

Moja ocena 9/10

niedziela, 3 maja 2026

Monika A. Oleksa Galeria na Złotej


 Data wydania: 15-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352


19/2026

Już zapomniałam jaką przyjemność daje mi czytanie książek Pani Moniki A. Oleksy. Zapomniałam jak piękne i wrażliwe są to książki, które są nie tylko dopieszczone w każdym calu, ale i napisane pięknym literackim językiem, wlewające nadzieję i otuchę w skołatane serce. Galeria na Złotej otuliła mnie dobrem, otwartością na drugiego człowieka i uświadomiła, że jutro też wstanie dzień i zaświeci słońce i kto wie może tym razem dla mnie. Książka pozwoliła mi oczyścić głowę z niechcianych myśli i wlała we mnie morze spokoju.
Autorka w swojej najnowszej powieści zabiera mnie do Lublina. To tutaj poznajemy Emilię, która prowadzi przy ulicy Złotej galerię. Emilia stworzyła magiczne miejsce na mapie Lublina,  które przyciąga nie tylko ludzi, ale i zwierzęta. Każdy wie, że znajdzie tu ciepło i dobro. Człowiek oprócz możliwości obcowania ze sztuką dostanie filiżankę dobrej herbaty i słowa, które trafiają w najczulszy punkt, a koty oprócz miski karmy dostaną najlepszy fotel na drzemkę. Jedni zostaną tutaj na dłużej, a inni pójdą swoją drogą. Emilia jest niezwykłą jak dobra wróżka, która chociaż sama dźwiga ciężar na swoich barkach to jednak nie zgorzkniała i pozostałą otwarta na innych i wierzy, że w każdym można dostrzec dobro. 
To tutaj pojawia się Wiktoria, która właśnie w Lublinie zaczęła nowe życie uciekając z domu, w którym zabrakło miłości. To tutaj poznajemy Annę, dla której siniaki i podbite oko to codzienność. I w końcu to tutaj poznajemy Januarego, który tak wiele zmieni w życiu Emilii.
Cała plejada bohaterów sprawia, że przez książkę się płynie poznając historię każdego z nich . Nie są to historie przesłodzone i ociekające lukrem, ale prawdziwe z krwi i kości takie, które mogły się przydarzyć Tobie czy mnie. Historie trudne i pełne łez, bólu i cierpienia, a jednocześnie pełne nadziei i otuchy.
Monika A, Oleksa stworzyła przepiękną historię, która każe się nam zatrzymać w tym nieustannie pędzącym świecie. Historię, która po ciężkim dniu daje wytchnienie i nadzieję na lepsze jutro. Historię tak sugestywną, że ma się wrażenie, że siedzi się w jednym z foteli na Złotej i delektuje się herbatą o smaku rumianku i bławatka, obserwuje kota leżącego w plamie słońca i przed oczami stają obrazy, które zdobią to magiczne miejsce. To książka o relacjach, ludziach i emocjach. To książka zgoła terapeutyczna, która pokazuje, że nawet najbardziej poplątane nitki da się rozsupłać i powstanie z nich piękny kobierzec.
Ja osobiście jestem oczarowana klimatem, piórem i historią, którą stworzyła autorka. W wolnej chwili muszę koniecznie nadrobić te książki, które wyszły spod pióra Pani Moniki, ale w natłoku tytułów gdzieś mi umknęły.
Czytajcie i zachwycajcie się tak jak ja, polecam.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

Moja ocena 9/10