poniedziałek, 18 maja 2026

Maria Madej Nie nazywaj tego miłością


 Data wydania: 29-04-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 352

22/2026


Z ciekawości sięgnęłam po książkę Marii Madej Nie nazywaj tego miłością i powiem szczerze, że spodziewałam się lekkiej, banalnej książki, przy której spędzę popołudnie albo dwa, a dostałam tak potężną dawkę emocji, że musiałam ją na chwilę odłożyć, żeby złapać oddech i móc powrócić do czytania, To nie jest łatwa książka, to nie jest książka o niczym. To jedna z tych lektur, które zmuszają do myślenia i czasami być może przewartościowania swojej hierarchii ważności. To mądra i potrzebna książka, która mogła zdarzyć się naprawdę, ba jestem przekonana, że w wielu domach się ona toczy, gdzieś za zamkniętymi drzwiami, bez świadków, ale zostawiająca blizny na całe życie.
Karolina, Lena i Patrycja właśnie zdają maturę i po raz ostatni przed wkroczeniem w studenckie życie spotykają się pod pomnikiem Mickiewicza w Krakowie i składają sobie przysięgę, że za dwadzieścia lat w tym samym miejscu się spotkają. Każda wyrusza w swoją drogę, każda do innego miasta i każda podejmie inne studia. Czy spotkają się rzeczywiście za dwadzieścia lat? Czy taka młodzieńcza przyjaźń ma szansę przetrwać? Dwadzieścia lat wydaje się jakimś kosmosem, ale gdy popatrzymy jak rok za rokiem mija to okazuje się, że to tylko chwila. 
Razem z Patrycją wybieramy się do mojego ukochanego Gdańska. Dziewczyna wie od zawsze, że chce pisać i dlatego rozpoczyna studia dziennikarskie, które mają nauczyć ją jak dotrzeć do ludzi i jak pisać by być czytanym. To tutaj też poznaje Marka, który wydaje się być ideałem: uważny na na jej potrzeby, czuły, opiekuńczy i miły. Życie wydaje jej się być bajką. W relacji z Markiem pojawiają się rysy, podcina on jej na każdym kroku skrzydła i dziewczyna staję się bezwolną marionetką w jego rękach. Pisanie schodzi na drugi plan,a najważniejsze staje się jak nie zdenerwować partnera, jak go zadowolić i nie pozwolić się upokorzyć.
Czytając Nie nazywaj tego miłością zastanawiałam się nad postawą Marka. I mimo całej niechęci do niego nie umiałam go winić. On nie znał innego postępowania. Od najmłodszych lat upokarzany przez ojca, z matką, która bała się własnego cienia chyba najzwyczajniej nie umiał być inny. Nie znał pojęcia szacunku, a miłość oznaczała bezwarunkową kontrolę. Wszystko musiało być tak jak on chciał, musiał o wszystkim decydować, nie znosił słowa sprzeciwu. Myślę, że traumy wyniesione z domu nie pozwalały mu być innym. Czy Patrycja może być szczęśliwa przy takim człowieku? A może los wybrał dla niej inną drogę? Sięgnijcie po Nie nazywaj tego miłością Marii Madej i przekonajcie się sami.
To świetnie napisana książka o życiu, o odnajdywaniu własnej drogi, o przyjaźni, która nie zna pojęcia upływu czasu i o nadziei, że po burzy przychodzi słońce, a nawet po najczarniejszej nocy nastaje dzień. To wzruszająca książka o relacjach. To książka, przy której wycierała łzy i musiałam ją odłożyć po to, aby złapać oddech. 
Polecam Wam z całego serca.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz