sobota, 28 marca 2026
Agnieszka Zakrzewska Broszka ze szmaragdową chmurką
wtorek, 24 marca 2026
Wioletta Filipowska Ulice, która pamiętały wojnę
Data wydania: 18-03-2026
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 312
15/2026
Wiecie doskonale, że kocham debiutujących pisarzy i jak tylko mam okazję to bardzo chętnie sięgam po ich książki. Wioletta Filipowska debiutowała właśnie Ulicami, które pamiętają wojnę. Okładka cudnej urody, opis zachęcający, bo oczywiście II wojna światowa w tle i tutaj niestety moje zachwyty nad książką się kończą. Nie znaczy to, że była ona zła, ale nie było nam niestety po drodze. Dacie wiarę, że te 312 stron czytałam dwa tygodnie. Gdyby nie fakt, że dostałam ją do recenzji od Wydawnictwa Filia to pewnie po pierwszym rozdziale powędrowałaby na półkę.
Książka jest utkana ze wspomnień najpierw młodej Antoniny, której wojna zabrała wszystko. Dorastająca dziewczyna straciła nie tylko dom i przyjaciółki, ale i poczucie stabilizacji i bezpieczeństwo. Razem z matką i młodszą siostrą trafiają do Łodzi, gdzie znajdują schronienie u najbliższej krewnej. To tutaj walczą o każdy dzień i szukają zajęcia, które nie tylko da im zarobek, ale i pozwoli przetrwać. To w Lodzi Apolonia poznaje swoją pierwszą miłość, ale niestety z planów na bycie razem zostają nici, bo Julek tak jak się nagle pojawił tak zniknął i ślad po nim przepadł. Po wojnie Apolonia wraz z matką znowu szukają swojego miejsca, bo ich rodzinny dom zbombardowali Niemcy.
Opowieści Antoniny słuchamy razem z jej wnuczką, bo to z tej perspektywy poznajemy losy głównej bohaterki. W tle przewija się też szklana salaterka i anyżowe landrynki. Dlaczego??? Jeśli sięgniecie po debiutancką powieść Wioletty Filipowskiej to Wasza ciekawość będzie zaspokojona.
Przyznaję, że skończyłam Ulice, które pamiętały wojnę niejako z obowiązku, ale bez grama przyjemności. Nie kliknęło między mną a książką od pierwszego rozdziału i tak niestety zostało do końca. Zabrakło mi w książce emocji, które sprawiają, że czyta się ją z zapartym tchem i trochę jak dla mnie było chaotycznie, a miejscami nawet nudno. Szkoda, bo polubiłam Antoninę i byłam niezmiernie ciekawa jej losów tych wojennych jak i powojennych. Zabrakło mi jednak tego czegoś co sprawia, że książka na długo zapada w pamięci.
Czytaliście Ulice, która pamiętały wojnę Wioletty Filipowskiej? Jeśli tak to dajcie mi koniecznie znać jak Wam się podobała ta książka.
Moja ocena 5/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Filia
niedziela, 22 marca 2026
Kristin Harmel Skradzione życie Colette Marceau
Yuta Takahashi Chibineko. Niezwykła restauracja wspomnień
sobota, 21 marca 2026
Andrzej Krawczyk Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj - sztetel utracony
Data wydania: 14-01-2026
Wydawnictwo: Znak Horyzont
Ilość stron: 448
12/2026
Jak tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawniczych książkę Andrzeja Krawczyka Jeszcze słychać tę muzykę to wiedziałam, że choćbym musiała stanąć na rzęsach to ją przeczytam. Od lat fascynuje mnie historia Żydów, ich kultura i zwyczaje, Czytam książki z II wojną światową w tle i odnoszę wrażenie, że rola Żydów została zredukowana do ich udziału w Holokauście i tematyki obozów koncentracyjnych. Spójrzmy tylko na tytułu, bo z Auschwitz jest już dosłownie wszystko; baletnica, pięściarz, orkiestra i można tak wymieniać bez końca. Dlatego też koniecznie chciałam przeczytać książkę Andrzeja Krawczyka, bo czułam podskórnie, że wiele nauczę się z tej książki i nie pomyliłam się w moich przeczuciach. To była niezapomniana podróż przez historię, tę zapomnianą i ę, o której nie mówi się zbyt często. Ta książka to dla mnie prawdziwe źródło wiedzy, a ja uwielbiam jak coś wynoszę z książki i chociaż podejrzewam, że ta wiedza do niczego mi się nie przyda to ja odczuwam niesamowitą satysfakcję i wdzięczność, że wiem i że mogłam przeczytać tę niezwykłą książkę Andrzeja Krawczyka.
Biłgoraj to miasto położone w południowo - wschodniej Polsce. To tutaj przed wojną zamieszkiwała ludność Żydowska, która stanowiła ogromną część mieszkańców. To tutaj powstał sztetl. Zapytacie co to jest? To właśnie miasteczko, małe skupisko miejskie zachowujące tradycję i obyczajowość żydowską. Żydzi w takich miasteczkach otrzymywali dożywotnią dzierżawę pod cmentarz, pozwolenie ba budowę synagogi i mykwy. I właśnie do takiego prowincjonalnego miasteczka zabrał mnie Andrzej Krawczyk. To miasteczko było odzwierciedleniem obyczajów i życia społecznego ludności żydowskiej. Po sztetlach obecnie nie pozostało prawie nic, a istniały, toczyło się w nich życie, ludzie rodzili się i umierali. Religia była dla nich esencją życia. jedni byli biedni, a inni opływali w dostatki. Taki świat na kartach swojej książki pokazał mi Andrzej Krawczyk.
Jeszcze słychać tę muzykę nie jest opowieścią o ludziach, jest opowieścią o świecie, który istniał, a zniknął prawie bez śladu. To podróż w głąb miasteczka, które żyło i rozwijało się. Biłgoraj poznajemy nie tylko z perspektywy autora, ale także z zachowanych wspomnień mieszkańców. Smaczku książce dodają ilustracje, które przybliżają nam tamten świat.
Był i zniknął.....
Moja ocena 9/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak Horyzont






