niedziela, 11 stycznia 2026

Monika Raspen Piękność z lodu

Data wydania: 18-11-2025
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 46
Cykl: Kobiety Romanowów
 


2/2026


Wiem, że już mówiłam, że Monika Raspen to moje zeszłoroczne odkrycie i zdania nie zmieniam. Kocham każde zdanie i każdą literkę napisaną przez autorkę. Piękność z lodu to trzeci tom Kobiet Romanowów i tak jak nie jestem miłośniczką kontynuacji i cyklów to w tym przypadku muszę zadać fundamentalne pytanie: jak żyć  w oczekiwaniu na kolejną książkę autorki. Monika Raspen to czarodziejka słowa, pełna kultury i takiej niespotykanej dzisiaj wrażliwości na drugiego człowieka. Wiem co mówię, bo od czasu do czasu piszemy do siebie, a w zasadzie ja piszę, a Monika nagrywa mi głosówki, a jej głos to balsam na moją duszę: kojący spokojny i z taką niesamowitą iskrą, która sprawia, że można jej słuchać na okrągło.

Nie ukrywam, że Piękność z lodu czytałam długo, ale to nie dlatego, że książka jest nudna czy mało zajmująca. Taki mam czas, że życie pokonuje mnie w starciu z książką. Są obszary, na których muszę się mocniej skupić, a na lekturę zastaje mi czas wieczorem jak już kładę się do łóżka. Wierzą głęboko, że ten trudny czas minie i będę mogła się bardziej skupić na moich ukochanych książkach tym bardziej, że wraz z nastaniem nowego roku wydawnictwa jak zwykle prześcigają się w premierach.

Wróćmy jednak do Piękności z lodu i niesamowitych kobiet z rodu Romanowów. Nie będę Wam streszczać książki, bo uważam, że każdy powinien sięgnąć po książki Moniki Raspen. Autorka solidnie przygotowała się do napisania cyklu i widać to w drobnych detalach, w które obfituje książka. Chociażby Jajka Faberge, które dostawała rodzina carska na każdą Wielkanoc są opisane z dbałością o najmniejszy detal, kolor, a nawet kamień, z którego zostały wykonane. Autorka wykreowała całą plejadę bohaterów, pokazała ich słabości i siłę, w każdym z nich można było emocje, które im towarzyszyły, brać udział w podniosłych wydarzeniach, ale i w machlojkach, które na dworze carskim wyglądały z każdego kąta. Autorka skupia się nie tylko na carze Aleksandrze i jego żonie, ale i na dzieciach, pociotkach i krewnych i znajomych królika. O każdej z postaci dowiadujemy się czegoś nowego, nawet Rasputin, który do tej pory kojarzył mi się jako czarny charakter tutaj ukazany jest tak, że nie tylko go polubiłam, ale i było mi go żal, bo padł ofiarą intryg i knowań w otoczeniu carskiego dworu. To on nie patrząc na to jak odbija się to na jego zdrowiu niejednokrotnie pozwolił uciec bohaterom spod kosy.

Ja jestem zakochana w piórze Moniki Rapsen i podejrzewam, że gdyby napisała książkę z gatunku fantastyki (oby nie) to też bym ją przeczytała. Przyznaję, że już przepatrzyłam wszystkie dostępne portale czytelnicze żeby sprawdzić kiedy można się spodziewać kolejnej książki autorki, ale niestety nic nie znalazłam. Pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i czekać, ale już dzisiaj wiem, że warto. Są autorzy i Autorzy. Monika zalicza się zdecydowanie do tych przez duże A. We mnie ma wierną czytelniczkę już do końca moich dni. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Moniki Raspen to nadróbcie to koniecznie, bo Jej książki są napisane sercem i trafiają w sam jego środek.

Uwielbiam i czekam.


Moja ocena 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce i Wydawnictwu Replika

wtorek, 6 stycznia 2026

Kaja Owczarczyk Dziedzictwo

 

Data wydania: 20-11-2025
Ilość stron: 304
Wydawnictwo: Videograf S.A.

1/2026

Nie mogłam przejść obojętnie obok Dziedzictwa Kai Owczarczyk, bo po pierwsze to debiut autorki, a po drugie z opisu wynikało, że książka jest prowadzona dwutorowo. Sięgnęłam po książkę z niekłamanym zainteresowaniem. Dziedzictwo to książka z pogranicza literatury obyczajowej i historycznej czyli takiej, po którą sięgam najchętniej. To jest książka, która na długo zapada w pamięci i czyta się nie tylko słowa, ale wchodzi w życie głównych bohaterów. To książka o traumie traumie międzypokoleniowej i jej wpływie na potomnych. Kaja Owczarczyk weszła na rynek wydawniczy z wysokiego c i myślę, że z zainteresowaniem będę śledzić poczynania autorki w jej kolejnych powieściach. Już teraz mam obawy, bo jak debiutuje się w taki sposób to co będzie dalej?? Czuję podskórnie, że o Kai Owczarczyk usłyszymy jeszcze niejednokrotnie i myślę, że warto zapamiętać to nazwisko i śledzić zapowiedzi wydawnicze.
Jak już wspomniałam akcja w Dziedzictwie jest przeprowadzona dwutorowo. W przedwojennej Warszawie poznajemy Zofię, panienkę z dobrego domu, która wchodzi w dorosłe życie. Rozpoczyna naukę śpiewu i marzy o karierze artystycznej. Podczas jednej z lekcji poznaje Rachelę, młodą Żydówkę, która nie tylko staje jej się bliska, ale i sprawia, że Zofia musi zmierzyć się z prawdą o samej sobie. Wybuch wojny zmienia życie dziewczyn. Zofia działa prężnie w konspiracji, a Rachela... Co działa się z Rachelą dowiecie się sięgając po Dziedzictwo Kai Owczarczyk.
W 1993 r. poznajemy Idę, wnuczkę Zofii, która pojawia się w Sztutowie po to, aby opiekować się schorowaną kobietą. Ida próbuje pogodzić życie w Sztutowie z tym w Warszawie, gdzie zostawiła męża i pracę. I o ile praca sprawia jej niesamowitą satysfakcję o tyle jej małżeństwo wisi na włosku . Ida i Zofia zawsze były sobie bliskie. Przeczuwająca swój kres starsza kobieta opowiada wnuczce o wydarzeniach z przeszłości. Uruchamia to w Idzie cały ciąg myśli i nasza bohaterka odkrywa pojęcie traumy międzypokoleniowej co z kolei pozwala powoli wyjść z kokonu, w którym się ukrywała.
Musicie koniecznie poznać debiut Kai Owczarczyk, bo to jeden z tych debiutów, które na długo pozostają w pamięci czytelnika. Autorka podkreśla w swojej powieści jak ważne jest przepracowanie traum nie tylko dla siebie, ale i dla przyszłych pokoleń, aby nie odcisnęły one swojego piętna na naszych dzieciach czy wnukach. 
Przeczytajcie Dziedzictwo Kai Owczarczyk, bo to zaskakująco dobry debiut. Ja jestem ciekawa jak potoczy się kariera autorska Pani Kai i z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Videograf

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Jolanta Kosowska, Marta Jednachowska Kalendarz adwentowy 2. Dwanaście dróg do domu.


 Data wydania: 23-10-2025
Wydawnictwo: Novae Res
Ilość stron: 306
Cykl: Kalendarz adwentowy

62/2025


W zeszłym roku miałam to szczęście, że przeczytałam Kalendarz adwentowy Jolanty Kosowskiej i Marty Jednachowskiej. Oceniłam książkę na 10, bo to była wyjątkowo wzruszająca lektura przy której spłakałam się jak bóbr. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam na Legimi drugą część. Początkowo planowałam zgodnie z kalendarzem czytać każdego dnia rozdział, ale niestety nie dało się, bo przeczytałam dwa dni i.. niestety nie mogłam się powstrzymać, bo byłam ciekawa jak potoczą się losy bohaterów. Skończyłam książkę dzisiaj nad ranem i powiem szczerze, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Jeżu kolczasty jak ja się znowu wzruszyłam . Położyłam się przed 5 i nie mogłam zasnąć, bo książka ciągle siedziała mi w głowie. Ta książka tak cudownie wpisuje się przedświąteczny czas, że chyba obydwie części będę czytała co roku. Mądre, emocjonalne i takie trafiające w samo serce tak w skrócie można określić obydwie części Kalendarza adwentowego. To książka, którą powinien przeczytać każdy od lat 10 do 100 żeby pamiętać co tak naprawdę w świętach jest najważniejsze. Nie są to z pewnością prezenty za miliony monet i nie są to potrawy zamówione w najdroższej restauracji , najważniejsza jest otwartość na drugiego człowieka, empatia i pokazanie najbliższym, że zawsze mogą na nas liczyć.
Autorki kontynuują historię bohaterów, których poznaliśmy w pierwszej części w jednym z wrocławskich domów dziecka. Teraz to już dorośli ludzie, niektórzy z nich mają swoje rodziny, inni realizują swoje marzenia z dzieciństwa, a jeszcze inny lekko się pogubili. Przypadek sprawił, że cała dwunastka po latach wraca do swojej dawnej opiekunki, Grażyny. Może nie tyle przepadek, a podstęp, który spowodował, że odnaleźli się po latach i sprawili, że stał się bożonarodzeniowy cud. Jaki to podstęp i czyjego autorstwa? Dowiecie się sięgając po Kalendarz adwentowy 2.
Bardzo podobał mi się pomysł na książkę i ch powrót po latach. To nie książka o powrocie do domu, ale do ludzi, którzy są dla nas ważni, na których możemy liczyć i choćby się waliło i paliło zawsze staną na wysokości zadania. To ciepła, pełna empatii i emocji książka, która sprawia, że słowo dom nabiera innego znaczenia. To idealna powieść na grudniowe popołudnie. Jeśli będziecie czytać to nie zapomnijcie zapatrzyć się w pudełko chusteczek, bo mokre oczy gwarantowane. Jolanta Kosowska i Marta Jednachowska to duet przez duże D. Ja jestem zdecydowanie na tak i żałuję, że przygoda z bohaterami domu dziecka dobiegła końca, bo takie książki mogę czytać na okrągło.
Polecam Wam serdecznie!!!

Moja ocena 10/10

sobota, 6 grudnia 2025

Jadwiga Czajkowska Na wyciągnięcie ręki


 Data wydania: 26-08-2025
Wydawnictwo: Bookend
Ilość stron: 400

61/2025



Moje drugie spotkanie z twórczością Jadwigi Czajkowskiej uważam za bardzo udane. I chociaż z przeczytaniem książki zeszło mi wyjątkowo długo to była to niesamowicie wciągająca lektura, lekko przerażająca i pokazująca jakie są współczesne młode kobiety. Oczywiście nie wszystkie, ale przecież to zawsze lepiej mieć wszystko na wyciągnięcie ręki czy podane na tacy niż samemu się natrudzić: wstać rano do pracy,  minimum osiem godzin wykonywać swoje obowiązki po to, by na koniec miesiąca dostać najniższą krajową. Autorka jest bystrą obserwatorką otaczającej nas rzeczywistości i z precyzja zegarmistrza przelewa swoje obserwacje na papier.
Poznajemy bliźniaczki, które z maleńkich Rafałkowic wyruszają w wielki świat, by podjąć naukę jedna jako kosmetolog, a druga jako podolog. W rodzinnym domu nigdy się nie przelewało, matka wychowywała dziewczynki sama, bo ojciec na wieść o ciąży uciekł w siną dal. Początkowo nic nie wskazuje na taki rozwój wypadków: dziewczyny znalazły stancję u miłej starszej pani zafascynowanej życiem pozaziemskim, dorywczą pracę, a nauka sprawiała im przyjemność. Do czasu, gdy jedna z nich poznaje starszego o kilkanaście lat Pawła. Elokwentny, bogaty, niezależny i z wysokim statusem materialnym stanowi ucieleśnienie wszelkich marzeń młodych dziewczyn, Gdy Paweł zainteresował się naszą bohaterką, życie jawiło jej się jak bajka, a ślub z nim jest tylko zwieńczeniem marzeń. Świeżo upieczony małżonek pod pozorem troski o Kalinę i w trosce o rodowe nazwisko nie pozwolił jej pracować, gotować, sprzątać. Miała tylko wydawać jego pieniądze, leżeć, pachnieć i spełniać coraz bardziej perwersyjne zachcianki. Paweł to genialny manipulator. Otrzeźwienie Kaliny przychodzi w momencie jej choroby. Czy czarujący mąż zajmie się nią w okresie rekonwalescencji czy może szybciutko wymieni na nowszy model? Sięgnijcie po Na wyciągnięcie ręki Jadwigi Czajkowskiej i przekonajcie się sami.
To świetnie napisana książka, która pokazuje, że nie wszystko złoto co się świeci. Autorka doskonale obnaża ludzką naturę. Pokazuje jak łatwo się zgubić i jak długa i trudna jest droga do tego, abyśmy znowu z podniesionym czołem mogli sobie spojrzeć w twarz w lustrze. Książkę czyta się doskonale i mogę ją Wam z czystym sumienie polecić.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Pani Jadwidze Czajkowskiej

poniedziałek, 24 listopada 2025

Sylwia Kubik Sybiraczka


 Data wydania: 05-11-2025
Wydawnictwo: Emocje Plus Minus
Ilość stron: 336


60/2025


Sylwia Kubik zabrała mnie po raz kolejny w niezapomnianą podróż bolesną i pełną emocji tym bardziej, że książka jest oparta na faktach. Jest częścią kobiety, która do dzisiaj żyje na Żuławach . Ta sędziwa pani podzieliła się swoją historią z autorką, a Pani Sylwia w swoim stylu stworzyła historię, która trafia prosto do serca. Jest przypomnieniem tego co było, ocaleniem od zapomnienia i przestrogą, aby nigdy się nie powtórzyło to co było udziałem Polaków, którzy za swoje pochodzenie zostali zesłani na Syberię. Przyznaję, że momentami czułam gulę w gardle, a łzy same wypływały mi z oczu. W jak nieludzkich warunkach przyszło im żyć, pracować ponad ludzkie siły, wychowywać dzieci i troszczyć się o nie. Gdy wyrabiali normę dostawali miskę zupy i chleb. I chociaż głód przyklejał im żołądki do kręgosłupów to nie uszczknęli ani odrobinki, bo w " domu" czekały dzieci jeszcze niezdolne do pracy.
Sylwia Kubiak zabrała mnie do świata Stanisławy i Wincentego Pałdynów. Pobrali się z miłości i codziennie pisali swoją historię. On za udział w wojnie z bolszewikami dostał dziesięć hektarów ziemi, zbudował dom, a na świat przychodzą kolejne dzieci. Pałdynowie wiodą spokojne i dostatnie życie, niczego im nie brakuje, żyją w miłości i szacunku, mogą na siebie liczyć nawet w najtrudniejszych chwilach. Jednym słowem sielanka, ale do czas.... czasu, gdy wybucha kolejna wojna. Wincenty wyrusza na wojnę, zostawiając w domu ukochaną żonę i dzieci. Przy wyjeździe obiecał, że wróci. Wrócił, ale wybuch bomby pozbawił go całkowicie słuchu. Na tym nie kończą się nieszczęścia naszych bohaterów, bo pewnego dnia do ich domu pukają Rosjanie. Mają chwilę na spakowanie, zabierają to co może im się przydać w nieznanym. Trafiają wraz z innymi do bydlęcych wagonów i tak zaczyna się ich podróż na Syberię. Już sama podróż dostarczyła im upokorzeń, ból i chorób. Stłoczeni na niewielkiej powierzchni w kilkadziesiąt osób, bez dostępu do wody, toalety czy żywności. Z dnia na dzień sytuacja ich jak i współpasażerów pogarszała się, a to było tylko preludium do tego co czekało na nich na miejscu. Przeczytajcie koniecznie i poznajcie tę bolesną, ale jakże prawdziwą historię, która na długo zapada w pamięci. 
Każdy rozdział przeplata opowieść małej dziewczynki. Świat widziany jej oczami najbardziej zapada w pamięci. Dziecko nie rozumie okrutnego świata dorosłych, głodu i zimna. Halinka mała dzielna dziewczynka, której na szczęście udało się przeżyć.
To historia bolesna i prawdziwa. Autorka z precyzja reportera pokazuje codzienność rodziny Pałdynów. Nie ocenia i nie idealizuje, pokazuje życie takim jakie było. Ta książka to świadectwo pamięci. Obowiązkowa lektura dla każdego, aby ocalić od zapomnienia. Sylwia Kubik po raz kolejny udowadnia, że obok jej książek nie sposób przejść obojętnie.


Moja ocena 9/10

środa, 19 listopada 2025

Magdalena Kordel Wzgórze Aniołów

 

Data wydania: 12-11-2025
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 400


59/2025


Nie ma się co oszukiwać, ale ja kocham książki świąteczne i gdy zobaczyłam w zapowiedziach Wzgórze Aniołów Magdaleny Kordel to wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Kupiłam ebooka i nie spodziewałam się zupełnie, że fabuła mnie tak wciągnie. Magdalena Kordel jak zwykle czaruje słowem, wzrusza i pokazuje, że wokół nas są dobrzy ludzie. Nie zliczę ile raz wycierałam łzy i ile razy odkładałam książkę, bo musiałam złapać oddech, ale powiem Wam, że z każdym rokiem moja miłość do książek świątecznych rośnie, a jak już trafiam na takie perełki jak Wzgórze Aniołów to z pewnością będę ją czytać i w przyszłym roku. Wzgórze Aniołów Magdaleny Kordel to książka magiczna, która pokazuję, że każdy z nas może być aniołem i wcale nie są nam do tego potrzebne skrzydła, wystarczy być tylko dobrym człowiekiem, otwartym na innych . I wcale nie trzeba tu magii świąt, bo powinniśmy być uważni przez cały rok. Autorka nie pokazuje nam wyimaginowanego świata, pełnego lukru i różu, ale pokazała nam życie takim jakie jest i bohaterem tej książki może być każdy z nas: ja, Ty, starsza pani zza ściany czy młoda matka, którą mijamy podczas spaceru.
Aniela i Lola to dwie starsze panie, które przyjaźnią się całe życie. Ta pierwsza sprzedaje dom i przeprowadza się początkowo do Warszawy, by tam rozpocząć nowe życie. Ta druga prowadzi w stolicy przytulną knajpkę Strony Strun, gdzie można posłuchać jazzu, poczytać książkę, wypić lampkę wina czy zjeść nieziemsko dobre ciasto. To w Stronach Strun krzyżują się drogi wszystkich naszych bohaterów. To tutaj trafia Martyna, która została porzucona przed ołtarzem i Jagoda, która jest sprawczynią cudownych ciast i kilku centymetrów w pasie więcej, bo ich smakowi nie sposób się oprzeć.
To historia Jagody rozszarpała moje serce na tysiąc kawałków. Jagoda mieszka pod jednym dachem z tyranem i psychopatą, a jej jedynym marzenie jest ochronić swojego syna, Stasia. Staś marzy z kolei o jednym: o domu, w którym on i mama będą bezpieczni. Ma w pokoju nawet obraz takiego domu, który codziennie wieczorem odwraca w stronę okna po to, aby Aniołek z Mikołajem mogli zobaczyć jak on ma wyglądać. Czy tak powinno wyglądać dziecięce marzenie? Czy Jagodzie uda się ukryć przed swoim oprawcą i czy jej mały synek wyjdzie z tego bez szwanku? Przekonajcie się sami i sięgnijcie po Wzgórze Aniołów Magdaleny Kordel, bo to książka, która zasługuje na uwagę. Powiem Wam tylko tyle, że Aniela i Lola będą miały udział w życiu Jagody, ale jaki to musicie sami przeczytać.
Magdalena Kordel to marka sama w sobie. Autora, która ma na swoim koncie wiele powieści. Moja przygoda z jej twórczością zaczęła się od Malowniczego i chociaż nie przeczytałam wszystkiego co wyszło spod pióra Pani Magdaleny to cenie sobie jej twórczość. Wzgórze Aniołów to ciepła i pełna wzruszeń powieść, którą czyta się jednym tchem. Przepiękna historia o życzliwości, nadziei i aniołach, które są bliżej niż nam się wydaje. To książka, która otula i przytula, jest jak zapach domu i powrót do miejsc, które są nam bliskie.
Czytajcie koniecznie!!!

Moja ocena 10/10

niedziela, 16 listopada 2025

Katarzyna Maludy, Edyta Świętek i inni Płatki pąsowych róż


 Data wydania: 29-07-2025
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 336


58/2025


Zawsze wydawało mi się, że menopauza mnie nie dotyczy, bo przecież będę zawsze młoda. Mhm nic bardziej mylnego, bo przyszła szybciej niżby mi się wydawało. Jezu to uczucie wiecznego gorąca, na dworze mróz, a ja mówię do męża : otwórz okno, bo się ugotuję, te poty nie wiadomo skąd i przede wszystkim bezsenność. I tak jak te pierwsze objawy minęły bardzo szybko tak problemy ze spaniem pozostały do dzisiaj. Potrafię wstać w środku nocy i przez godzinę albo bezsensownie przeglądać internet albo poczytać książkę, którą mam aktualnie na tapecie. Coś strasznego i nawet największemu wrogowi nie życzę takich problemów.
Z ogromną przyjemnością sięgnęłam po Płatki pąsowych róż. Dziewięć opowiadań napisanych przez polskie pisarki: Katarzyna Maludy, Edyta Świętek, Ewa Formella, Renata L. Górka, Magdalena Kołosowska, Katarzyna Grabowska, Grażyna Mączkowska, Agata Suchocka i Joanna Sykat. Jedna znam i cenię, a z innych twórczością miałam po raz pierwszy do czynienia. Autorki skrzyknęły się i stworzyły Płatki pąsowych róż. I tak jak nie jestem wielbicielką antologii i opowiadania raczej czytuję rzadko, bo wolę pełnowymiarowe powieści to zbiór tych opowiadań przeczytałam z niekłamanym zainteresowaniem. Pewnie dlatego, że temat dotyczy mnie bezpośrednio, a jeszcze pióro pisarek sprawiło, że niejednokrotnie przechodziłam od śmiechu do łez. Czyżby huśtawka nastrojów? 
Dziewięć opowiadań i dziewięć bohaterek. Dziewięć kobiet, dziewięć opowiadań i jedna ona - menopauza. Każda z nich przechodzi ją inaczej: jedna sięga po leki, inna popada w depresję, a jeszcze inną dopada przedwcześnie. Ewa, Melania, Rita, Patrycja , Alicja i te imiona można wymieniać bez końca, bo menopauza dopadnie każdą z nas. Tak to już jest wpisane w organizm kobiety, ale nie należy jej traktować jak końca. Trzeba się z nią zmierzyć i potraktować jako początek dojrzałego życia.
Nie spotkałam się w literaturze z tematem menopauzy, a wydaje mi się, że jest on równie ważny jak czas pierwszych miłości, starość i młodość. Jestem pełna podziwu dla autorek, że odważyły się wziąć na warsztat temat, który jest omijany i tak trochę traktowany jak tabu, bo nie wypada o nim mówić, bo ciało się zmienia, bo hormony już nie funkcjonują tak jak kiedyś, bo... tych bo można wymieć i wymieniać, ale prawda jest jedna menopauza istnieje i nie ma co chować głowy w piasek, bo spotkanie z nią czeka każdą z nas.
To lektura dla kobiet w każdym wieku tych dojrzałych, które oswoiły się z tematem jak i tych młodych, żeby wiedziały co je czeka.
Gratuluję autorkom genialnego pomysłu, a Wydawnictwu odwagi. 

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictw Replika