Strony

czwartek, 31 grudnia 2020

Małgorzata Starosta Kwestia czasu

Data wydania: 01-12-2020
Wydawnictwo: Vectra
Ilość stron: 328
ISBN: 9788365950536

1.

Witajcie w 2021!
Ależ ja spędziłam udanego Sylwestra. Co prawda najeździłam się między Augustowem a Wrocławiem, ale taki wieczór warty był każdego kilometra, który pokonałam w tę i z powrotem. Tak, dobrze się  domyślacie. Wieczór spędziłam z ostatnią częścią Pruskich bab Małgorzaty Starosty. Koniec roku to i koniec serii. Chyba, że pani Małgorzata ulituje się nad czytelnikami i może zupełnie przypadkiem napisze kontynuację. Pożyjemy, zobaczymy.
Prawdę mówiąc po Pruskie baby sięgnęłam zupełnie przypadkiem, bo jak wiecie kocham debiuty, a pierwszy tom z serii był właśnie debiutem autorki, a po drugie zaintrygowały mnie różowe okładki. Przeczytała trzy tomy w porządku chronologicznym, bo tak należy je czytać i jestem zachwycona poczuciem humoru autorki, rodziną Prusków i oczywiście komisarzem Bączkiem. Uwiodła mnie Pani Małgorzata swoim intelektem i rodzinnymi tajemnicami ze zbrodniami w tle, a może powinnam powiedzieć zbrodniami z rodzinną tajemnicą? Jak zwał tak zwał. Sięgając po pierwszą część zupełnie nie spodziewałam się, że książki mnie tak wciągną, a nawet odważę się powiedzieć, że uzależniłam się od różowych okładek. I jak tu teraz funkcjonować??
W Kwestii czasu wszystko zaczyna się od powrotu. Edyta Prusko wraca z Wrocławia do rodzinnego Augustowa. Młoda kobieta chce uporządkować swoje rodzinne sprawy, pragnie się rozwieść z niewiernym Rafałkiem, ale przede wszystkim szykuje się do powiększenia rodziny. Nasza Edytka jest w błogosławionym stanie i spodziewa się bliźniaków. Zupełnie nieoczekiwanie pojawia się skruszony Rafał, który wszystko podobno przemyślał i chce uporządkować życie rodzinne. Jakby tego było mało to w pensjonacie nestorki rodu pojawia się tajemniczy mężczyzna, który jeszcze bardziej skomplikuje powiązania rodzinne bohaterów. Nad Augustowem wiszą czarne chmury, dochodzi do makabrycznej zbrodni, którą to próbuje rozwiązać Andrzej Lewczyński. Co ma Wrocław do Augustowa i odwrotnie? Sięgnijcie koniecznie i przekonajcie się jak doskonale autorka poukładała puzzle, żeby wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
Autorka po raz trzeci zaserwowała mi rewelacyjna komedię, pełną zbrodni i trupów, a wszystko to przedstawione w lekko zakrzywionym zwierciadle, bez zadęcia i niepotrzebnych analiz. To napisane pięknym językiem książki, przez które płyniemy i delektujemy się każdą stroną. Tu nie znajdziecie wulgarnego języka, a dialogi powalają na kolana. Chyba, że za wulgaryzm znacie kura przez wu, co niezmiernie przypadło mi do gustu i chyba sama zacznę posługiwać się tą kurą przez wu oczywiście.
Małgorzata Starosta wykreowała cała plejadę genialnych postaci, które można dosłownie jeść łyżkami. Ja mam swoich faworytów i myślę, że i Wy ich znajdziecie jeśli tylko zdecydujecie się sięgnąć po serię Pruskich bab, a gwarantuję, że nie będziecie żałować i mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi wrażeniami.
Małgorzata Starosta zostawiła lekko uchylone drzwi, które dają nadzieję na kontynuację. Ja w każdym bądź razie dopisuję autorkę do moich ulubionych i z niecierpliwością wyglądam zapowiedzi wydawniczych.

Moja ocena 9/10
 

środa, 30 grudnia 2020

Magdalena Kordel Bo nadal Cię kocham


 Data wydania: 25-11-2020
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 384
ISBN: 9788324061044

149/2020

To już ostatnia recenzja w tym roku. Co prawda kończę kolejną książkę, ale jej recenzję zostawię sobie na jutro. Stary rok kończę z przytupem, bo książką mojej ulubionej autorki, Magdaleny Kordel i  powrotem do Malowniczego, do którego przyznam szczerze tęskniłam. To już szósty tom z serii, ale myślę, że jeśli nie znacie poprzednich części to i tak możecie się skusić, bo książka jest przecudna i przemagiczna,
Już okładka sugeruje, że tym razem Pani Magdalena zabierze nas do jednego z najpiękniejszych miesięcy w roku, a mianowicie do grudnia. A wiadomo, że jak grudzień to święta, a jak święta to cud i magia. Ja lubię jak książka ma w sobie to coś, ale Bo nadal Cię kocham jest cała czymś i myślę, że z przyjemnością będę do niej wracać i to niekoniecznie podczas świąt. Książkę kupiłam jakoś na początku grudnia i może to głupio zabrzmi, ale było mi żal ją zaczynać. I tak sobie stała na półce, a ja napawałam się okładką, wąchałam papier i cierpliwie czekałam do drugiego dnia świąt. Czekałam celowo, bo przyjemności należy sobie dawkować.
W Bo nadal Cię kocham autorka skupia naszą uwagę na pani Leontynie. Pamiętacie z pewnością starszą panią, która prowadzi w Malowniczem sklepik ze starociami. To nie jest jednak zwykły sklepik, bo do Leontyn owszem możecie wejść prosto z ulicy, ale czy uda Wam się coś kupić to inna sprawa. Mimo, iż Leontyna jest specyficzna to cechuje ją dobroć i życzliwość. Stara się uśpić demony z czasów wojny i zapomnieć, ale czy jej się to uda? Zaczyna się grudzień, gdy nasza bohaterka zaczyna otrzymywać tajemnicze list. Tajemnicze dla czytelnika, bo ona doskonale wie kto jest ich nadawcą. Odkłada je na kupkę nieczytane, a jak nie czytane to może dadzą o sobie zapomnieć. Leontyna wie, że otwarcie listu będzie jak otwarcie zapomnianej szuflady, zburzy poukładany świat i wrócą wspomnienia z czasów wojny i wrócą te niesamowicie niebieskie oczy, o który nie może całe życie zapomnieć. Czy istnieje miłość taka na całe życie? Sięgnijcie koniecznie po Bo nadal Cię kocham i poznajcie losy Leontyny. Zobaczcie, że prawdziwa miłość nie tylko nie zna wiek, ale i granic. Dla niej czas się zatrzymał i nie ważne, że skóra na twarzy nam się sfilcowała, patrząc na ukochaną osobę nie widzimy zmarszczek czy starczych plam, widzimy młodego chłopaka z niebieskimi oczami i dziewczynę z długim warkoczem.
Autorka po raz kolejny stworzyła historię, która chwyta za serce. W tej świątecznej powieści nie znajdziecie pogoni za prezentami, wymyślnych gadżetów czy dekoracji, których zazdroszczą wszyscy dookoła. W książce znajdziecie natomiast ludzi, ich uczucia i emocje. To książka, w której współczesne losy Leontyny przeplatają się z tymi wojennymi, tu miłość wychodzi z każdej strony. Miłość przez duże M, bo chociaż trudna to potrafiąca przetrwać przeszkody i upływający czas.
Ta książka uczy i wzrusza, chwyta za serce i powoduje uśmiech na twarzy. Magdalena Kordel stworzyła powieść, o której nie sposób zapomnieć i nie sposób pokochać jej całym sercem. Jednego czego mi brakowało w książce to pana Miecia. No co ja poradzę, że stęskniłam się za chłopem, ale może kiedy, w kolejnej książce.....
W Bo nadal Cię kocham znalazłam wszystko to za co uwielbiam książki: teraźniejszość i przeszłość, które tworzą spójną całość i przepiękną świąteczną opowieść.

Moja ocena 9/10

Emilia Litwinko Cuda są możliwe


Data wydania: 03-09-2020
Wydawnictwo: eSPe
Ilość stron: 376
ISBN: 9788382010404


148/2020

Wydawnictwo eSPe ma swoją serię książek Opowieści z wiary, po które sięgam przy każdej możliwej okazji. Jest to seria książek obyczajowych, które zachwycają i ściskają mocno za serce. To seria opowieści o codzienności przede wszystkim tej trudnej, ale to też i seria, która sprawia, że zupełnie inaczej spojrzymy na życie.
To moje pierwsze spotkanie z Emilią Litwinko, chociaż jak przeczytałam w biografii, autorka ma na swoim koncie powieść Zuzanna, a także kilka książek dla dzieci.
Natalia, bo tak na imię ma nasza bohaterka to  żona i mama czteroletniej Michasi, która właśnie spodziewa się dziecka. Na świat przychodzi jej synek, ale na drodze do pełnego szczęścia i radości z macierzyństwa dochodzi tona zmartwień. Okazuje się, że nowonarodzony synek  ma wadę serca, a jakby tego było mało to u Michasi stwierdzono właśnie zespół Aspergera. To strasznie dużo jak na barki jednej osoby. Czytając zastanawiałam się jak można normalnie funkcjonować mając ciągle w tyle głowy, że młodsze dziecko czeka skomplikowana operacja serca, a i starsze dziecko wymaga mnóstwa opieki i poświęconego czasu?
Natalia może liczyć w zasadzie tylko na wsparcie przyjaciółki, bo mąż ucieka w pracę, a rodzice odwrócili się od niej. Jest jeszcze ktoś dzięki komu Natalia ma siły walczyć każdego dnia. To Bóg, ponieważ nasza bohaterka jest bardzo wierzącą osobą, ale Natalia też wątpi, bo czy Bóg zesłałby na kobietę tyle zmartwień? Każda kolejna zła wiadomość sprawia, że w konsekwencji nasza bohaterka popada w depresję i nie ma siły, bo podnieść się z łóżka, a co tu dopiero mówić o opiece nad dziećmi, które wymagają poświęcenia 24 godziny na dobę? Jak poradzi sobie Natalia? Sięgnijcie koniecznie po Cuda są możliwe, bo to wartościowa  i pełna emocji powieść.
Przyznaję, że czytając Cuda są możliwe ryczałam jak bóbr i nie umiałam powstrzymać łez, które jakby się uparły i wszystkie chciały wyjść na zewnątrz w jednej chwili. Autorka pokazała nam świat pełen smutku i samotności, świat wielu matek, które jak lwice walczą o codzienność dla swoich dzieci. To powieść o matce bohaterce, bohaterce każdego dnia, która chociaż nie raz upad to się nie poddaje i wstaje, że by walczyć
A emocji w Cuda są możliwe jest tyle, że spokojnie wystarczyłoby na trzy książki, ale pamiętajcie, że po każdej burzy przychodzi słońce, a po nocy dzień, a cuda są możliwe.
Jeśli nie znacie serii Opowieści z wiary to zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po nią, bo to książki nie tylko wartościowe, ale też książki, które skłaniają do refleksji i zadumy nad własnym życiem.

Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu eSPe

 

wtorek, 29 grudnia 2020

Agnieszka Błażyńska Dorzuć mnie do prezentu


Data wydania: 10-11-2020
Wydawnictwo: Wielka Litera
Ilość stron: 208
ISBN: 9788380325487

147/2020


W tym roku wydawnictwa prześcigały się w świątecznych tytułach. Chwilami miałam wrażenie, że uczestniczę w jakimś wyścigu: kto więcej, a kto szybciej. Dla przeciętnego czytelnika to z jednej strony dobrze, bo m wybór i z pewnością znajdzie coś dla siebie, ale z drugiej osobiście mam wrażenie, że zastanie mnie Wielkanoc, a ja jeszcze będę ubierała choinkę i pakowała prezenty.
Agnieszka Błażyńska choć ma na swoim koncie już kilka powieści to dla mnie było to pierwsze spotkanie z twórczością autorki. I muszę przyznać, że było to spotkanie całkiem udane. Z pewnością wzrok przyciąga okładka z wielką czerwoną kokardą, bo któż z nas nie lubi prezentów?
Tegoroczne Boże Narodzenie było specyficzne, pełne obostrzeń i zakazów, z obowiązkowymi maseczkami i dystansem społecznym. Wszystko to jednak dla naszego dobra i po to abyśmy nie musieli tkwić samotni w czterech ścianach. Kwarantanna. Już samo słowo nie brzmi dobrze, a co dopiero na nią trafić. To właśnie na kwarantannę trafia Maja - jedna z bohaterek opowiadań zawartych w książce Dorzuć mnie do prezentu. Nie dla niej w tym roku przedświąteczne zakupy, spotkania z przyjaciółmi czy wyjazd w rodzinne strony. Historia Mai mogła się przytrafić każdemu z nas ( czego absolutnie nikomu nie życzę). Codzienny wizyty policyjnego patrolu  pod oknami już nikogo nie dziwią. Siatki zostawione pod czyimiś są na porządku dziennym. Maja miała pecha, że to na nią trafiło. Na szczęście dziewczyna ma niezawodną Paulę, która wszystko potrafi świetnie zorganizować.
Dorzuć mnie do prezentu to zbiór siedmiu różnych historii, w których losy bohaterów splatają się ze sobą. Napisana pięknym językiem powieść, w której znajdziemy opowiadania w narracji tak pierwszo jak i trzecioosobowej przyjmuje różną formę. Raz jest to dziennik pisany przez jedną z bohaterek, a innym razem zapis z komunikatora internetowego czy rozmowy telefonicznej. To książka absolutnie na czasie, w której poznajemy Maję, Paulinę, Toma, Natalię, Andrzeja, Borysa i Sylwestra. Dorzuć mnie do prezentu to historie siedmiu osób: jedne wywołujące uśmiech na twarzy, a inne przejmujące do szpiku.
To krótka książka i uważam, że każde z opowiadań, gdyby je rozbudować stanowiłoby osobną książkę. To niezobowiązująca lektura na jedno popołudnie, a największym jej plusem jest fakt, że dzieje się w dziwnych czasach, w których przyszło nam żyć.

Moja ocena 7/10

Książkę otrzymałam z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Marta Zaborowska Czarne ziarno


Data wydania: 14-10-2020
Wydawnictwo: Czarna Owca
Ilość stron: 556
ISBN: 9788381436274

146/2020

Sięgając po Czarne ziarno zupełnie nie miałam świadomości, że jest to czwarta część z Julią Krawiec. Poprzednich części nie czytałam, ale zupełnie nie przeszkadzało mi to w odbiorze. Nie zmienia to jednak faktu, że koniecznie muszę sięgnąć po poprzednie części. Spodobał mi się styl pani Marty i z pewnością jej książki zagoszczą na mojej półce.
Jest sylwestrowy wieczór.  Kilka minut po północy podczas odpalania fajerwerków zostaje zamordowany dziewiętnastoletni syn właścicielki domu, Leon Rawski. To w pierwszej kolejności podejrzenia padają właśnie ma matkę Leona, Arletę Rawską , a ta przyznaje się do winy. Czyżby sprawa morderstwa była tak prosta?  I tutaj do akcji wkracza Julia Krawiec przed którą trudne zadanie do rozwiązania. Brak narzędzia zbrodni, brak motywu, a przede wszystkim sieć kłamstw. Julia na szczęście to twardy zawodnik i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, Uczestnicy feralnego wieczoru nie ułatwiają naszej pani detektyw zadania i każdy podaje inną wersje wydarzeń. Czy to możliwe, aby matka zabiła własne dziecko? Czy stoi za nim ktoś inny? Kto i dlaczego zabił młodego Leona? Tego dowiecie się sięgając po Czarne ziarno Marty Zaborowskiej, a prawda okazała się być bardzo mroczna.
Autorka zaskoczyła mnie bardzo i kolejny raz stwierdzam, że mamy bardzo dobrych pisarzy. Marta Zaborowska stworzyła kryminał, który nie tylko wciąga od pierwszej strony, ale i skonstruowała skomplikowaną intrygę z zakończeniem, które dosłownie wbija w fotel. To kolejna książka, której nie sposób odłożyć, a Julii Krawiec nie sposób me lubić, Książkę co prawda czytałam już jakiś czas temu, ale nie wylatuje ona z głowy natychmiast po odłożeniu.
Zdecydowanie polecam Czarne ziarno wszystkim miłośnikom kryminałów, a ja z pewnością przeczytam poprzednie książki autorki i chociaż podejrzewam, że każda traktuje o różnych sprawach, które łączy postać Julii Krawiec to muszę mieć koniecznie wszystkie części na swojej półce, bo ja najzwyczajniej lubię się otaczać dobrą literaturą.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca.

 

poniedziałek, 28 grudnia 2020

Walter Tevis Gambit królowej


 Data wydania: 23-10-2020
Wydawnictwo: Czarne
Ilość stron: 360
ISBN: 9788381911252
Tłumaczenie: Hanna Pustuła - Lewicka


145/2020

Zupełny przypadek sprawił, że sięgnęłam po Gambit królowej, a wszystko to za sprawą serialu, który obejrzałam i strasznie spodobała mi się ta historia. Ja w zasadzie mało oglądam telewizję, bo wychodzę z założenia, że mam tyle książek, że najzwyczajniej szkoda mojego czasu. Z Gambitem królowej było inaczej tak jakoś magicznie i najzwyczajniej w świecie musiałam sprawdzić co jest lepsze: książka czy film. To mniej więcej tak jakbyście pytali co było pierwsze: jajko czy kura. Spójrzcie tylko na te oczy, które jak magnez przyciągają i nie dają o sobie zapomnieć. Powiem szczerze, że najpierw pomimo tego, że obejrzałam film to książka i tak wciągnęła mnie od pierwszej strony, bo Gambit królowej to jedna z tych historii, która na długo zapada w pamięci i nie chce wyjść z głowy i myśli.
Beth Harmon ma osiem lat, gdy trafia do sierocińca. Nie jest ani ładna, nie jest pulchnym różowym bobaskiem, więc jej szanse na adopcję z każdym dniem są coraz mniejsze. W chrześcijańskim sierocińcu, do którego trafiła dziewczynka zasady są surowe, a opiekunowie nie roztkliwiają się nad podopiecznymi. To przypadek sprawił, że schodzą pewnego raz do piwnicy nasza bohaterka trafia na gburowatego woźnego, którego zastaje pochylonego nad planszą z dziwnymi figurkami. To szachy, które fascynują naszą bohaterkę. To właśnie w piwnicy Beth poznaje tajniki tej królewskiej gry. Ale czy piwniczne nauki wystarczą, aby Beth osiągnęła sukces i stała się mistrzynią szachów? Czy w przyszłości dane jej będzie grać z największymi? Jeśli nie znacie historii Beth Harmon to koniecznie sięgnijcie po Gambit królowej, a jestem przekonana, że będziecie zachwyceni tak jak ja.
To przepiękna opowieść o pasji i samotności, o strachu i uzależnieniu, ale przede wszystkim to opowieść o rodzącym się geniuszu. Autor z precyzją zegarmistrza pokazuje nam tajniki królewskiej gry, w których każda rozgrywana partia jest opisana niczym pojedynek na śmierć i życie, i w zasadzie nim jest to Beth musi sobie radzić w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
Gambit królowej to historia, która już na zawsze pozostanie w mojej pamięci, a książka zajmie szczególne miejsce w mojej biblioteczce po to, abym zawsze mogła mieć ją pod ręką.
Poznajcie koniecznie historię Beth Harmon i jej mistrzowskie rozgrywki, polecam gorąco.

Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czarne

niedziela, 27 grudnia 2020

Weronika Tomala NIEprzegrany zakład

Data wydania: 28-09-2020
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Ilość stron: 304
ISBN: 9788382020328


144/2020

Książka już jakiś czas była na moim czytniku i jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Pewnie jak zwykle dlatego, że książek mam na kopy i sama nie wiem, od której zacząć. To mój największy problem, wybór. Też tak macie, że przeczytacie parę stron i  jak Was książka nie wciągnie od pierwszej strony to szukacie czegoś innego. Potem wracam do zaczętej książki, bo na czytniku mam chyba ze 30 takich, które mają przeczytane 3 albo 4 %.
Po NIEprzegrany zakład sięgnęłam z ciekawości, bo już kiedyś miałam przyjemność czytać książkę Pani Weroniki tam gdzie diabeł mówi dobranoc i jak mnie pamięć nie myli czytało mi się całkiem dobrze. Postanowiłam więc sprawdzić jak autorka poradziła sobie tym razem i...przepadłam na parę godzin, historia wciągnęła mnie tak, że żal mi było rozstawać się z bohaterami, że już nie wspomnę o tym, że zryczałam się jak bóbr. To bajka dla dużych dziewczynek, romantyczna i wręcz idealna na leniwe świąteczne popołudnie, gdy ma się ochotę przeczytać coś lekkiego, optymistycznego i z zakończeniem w stylu: żyli długo i szczęśliwie. To wszystko znalazłam w NIEprzegranym zakładzie i powiem Wam, że z pewnością będę sięgać po kolejne tytuły autorki. Wiecie, że kocham okładki i to często na ich podstawie sięgam po dany tytuł, ale w tym przypadku okładka była zupełnie nietrafiona, żeby nie obrażać grafika i nie powiedzieć, że była wręcz kiczowata, a już te piórka to pasują jak kwiatek do kożucha.
Na szczęście treść książki wynagrodziła mi męczarnie okładkowe i czytałam z ogromną przyjemnością. Poznajcie Natalię, która samotnie wychowuje swojego synka, rezolutnego Kubusia. Powiedzieć, że mieszkają biednie to mało. Pracuje jako kelnerka i ze swojej kelnerskiej pensji musi nie tylko utrzymać siebie i syna, ale i spłacać długi byłego męża. Ima się różnych zajęć, aby zapewnić Kubie to co najlepsze. Kocha go całym sercem i jest dla niej całym światem, a miłość matki  do syna bije dosłownie z każdej strony. Może nie jest w stanie zapewnić mu zabawek z najwyższej półki, może nie ma na nowe buty dla synka, ale ma to co najważniejsze czas i mnóstwo pomysłów, aby zapewnić mu szczęśliwe dzieciństwo.
Jest i Filip, bogaty biznesmen, który, aby ocieplić swój wizerunek bierze udział w akcji mikołajkowej, w której wspiera najbardziej potrzebujących. Przypadek sprawia, że w ręce jego sekretarki wpada list, w którym chłopiec nie prosi o najnowszy model telefonu, laptopa czy największy zestaw lego, a prosi o pudełko kredek i blok rysunkowy. Jak się możecie domyślić nadawcą tego listu był nikt inny jak Kuba, który wśród rówieśników czuł się lekko wyobcowany, bo miał najmniej kolorów w swoim pudełku z kredkami w klasie. Filip nie jest w stanie uwierzyć, że dziecko może mieć takie marzenie i postanawia sprawdzić kto kryje się z listem i czy nie jest on tanią zagrywką. Tak Filip trafia do mieszkania Natalii i jej synka. Pierwsze spotkanie nie można uznać za udane. Nawet o drugim nie można tego powiedzieć. Jeśli jesteście ciekawi co przyniesie spotkanie Natalii i jej synka z bogatym Filipem to koniecznie sięgnijcie po najnowszą książkę Weroniki Tomali.
Mogę Wam tylko zdradzić, że dużo się tutaj będzie działo i nie znajdziecie miejsca na nudę, a jak już zaczniecie czytać tę wzruszającą historię to nie tylko zaopatrzcie się w chusteczki, ale i zarezerwujecie sobie czas, bo nie będziecie w stanie się oderwać. Przynajmniej ja tak miałam i historia Natalii i Filip pochłonęła mnie bez reszty. Poczułam tutaj prawdziwą magię świąt z choinką, pachnącymi piernikami i prawdziwą miłością. Historię nie tylko wzruszającą, ale i życiową, bo przecież takich samotnych matek jak Natalia z pewnością jest wiele i z pewnością znajdziecie je w swoim otoczeniu. Autorka pokazała nam jak bezwzględna potrafią być dzieci w stosunku do tych, które nie mają markowych ciuchów czy butów, ale to jest wina nas dorosłych, że nie rozmawiamy i nie tłumaczymy. 
Jestem zachwycona NIEprzegranym zakładem, który jest naszpikowany emocjami do granic możliwości. Jeśli lubicie bajki i książki z szczęśliwym zakończeniem to koniecznie sięgnijcie po najnowszą książkę Pani Weroniki.


Moja ocena 8/10
 

Hanna Cygler Złodziejki Świąt

Data wydania: 24-11-2020

Wydawnictwo: Rebis

Ilość stron: 360

ISBN: 9788381881929

143/2020


Swego czasu wydawnictwo Rebis szukało na Lubimy Czytać recenzentów do najnowszej książki Hanny Cygler Złodziejki Świąt i zostałam wybrana. Książka do mnie dotarła. Zachwyciłam się okładką i miałam ochotę na świąteczną komedię romantyczną o szalonych pisarkach. Wiecie taką, która mnie rozbawi i wprowadzi w klimat świąt. Miałam sporo książek do przeczytania, więc Złodziejki Świąt zostawiłam sobie jakby na deser, żeby przeczytać w stosownym okresie, a już najlepiej krótko przed Bożym Narodzeniem. I niestety nie zdążyłam, bo Złodziejki Świąt najlepszą mają okładkę, a treść jakoś ani mnie nie wciągnęła, ani nie czytało mi się jej lekko.

Autorka w swojej najnowszej książce zabiera nas do świata pisarzy. Bohaterkami są dwie pisarki : Elwira Jarosz i Maria Teresa. Życie obu pań toczy się oczywiście wokół pisarstwa. Pierwsza z pań jest poczytną autorką, a druga z bohaterek oprócz pisarstwa, którym para się po godzinach to pracuje na uczelni i nieustająco szuka swojej drugiej połówki. Zawsze wydawało mi się, że najważniejszym problemem pisarza jest pomysł na książkę, a jak już wpadnie na ten jeden jedyny i genialny, który zapewni mu trzeci dodruk w roku to pozostaje mu tylko pisać i zbierać śmietanę. Hanna Cygler wyprowadziła mnie z tego błędu , bo okazało się, że najważniejsza jest ilość polubień na profilach społecznościowych i zdjęcia z tym profilowym na czele.

Zycie pisarza nie jest łatwe, bo wystarczy plotka puszczona w sieci i odpowiednio udostępniona światu, by słupki sprzedaży z prędkością światła poszybowały w dół, a grono wiernych czytelników zmniejszało się z minuty na minutę.

Jeśli jesteście ciekawi życia pisarza to sięgnijcie po najnowszą powieść Hanny Cygler Złodziejki Świąt i przekonajcie się sami.

Pomysł na fabułę miała autorka świetny, ale do mnie ta książka zupełnie nie przemówiła, a może mam inne poczucie humoru? Cała plejada postaci też nie ułatwiła mi zadania w odbiorze książki, a świąt osobiście znalazłam tutaj tyle co na lekarstwo.

Domyślam się, że światek pisarski został przez autorkę mocno przerysowany i na naszym rodzimym gruncie raczej mało realny, ale to też zupełnie do mnie nie przemówiło i zupełnie mnie nie rozbawiło.

Książkę wymęczyłam, a nie przeczytałam, ale muszę przyznać, że okładka zrobiła tutaj trzy czwarte roboty. Jest przecudna i przyciąga wzrok zapraszając do czytania.

Książka zbiera same ( no prawie) dobre recenzje i aż się zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak, bo nie odebrałam tej książki jako świątecznej komedii obyczajowej. Obyczajowej owszem, ale z pewnością nie komedii.

Jeśli czytaliście Złodziejki Świąt to jestem bardzo ciekawa Waszego zdania.


Moja ocena 4/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Rebis












 

sobota, 26 grudnia 2020

Małgorzata Starosta Wesela nie będzie!

Data wydania: 04-08-2020
Ilość stron: 336
Wydawnictwo: Vectra
ISBN: 9788365950420


142/2020

Po przeczytania Pruskich bab debiutu pani Małgorzaty Starosty z ciekawości sięgnęłam po Wesela nie będzie! . I tak jak pierwsza część była dobrze napisana tak druga od pierwszej strony porwała mnie w wir wydarzeń. Rozsądek tylko nie pozwolił mi czytać przed Wigilią, bo przypadkiem rodzina mogłaby dostać abonament na Legimi zamiast  tradycyjnych potraw wigilijnych. Po Wesela nie będzie! sięgnęłam ze zwykłej czytelniczej ciekawości, bo autorka po pierwszej części bardzo wysoko postawiła sobie poprzeczkę i przyznam szczerze, że miałam pewne obawy sięgając po kolejną część, bo wiecie doskonale, że z kontynuacjami różnie bywa. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie bezpodstawne. Wesela nie będzie! jest jeszcze lepsza niż Pruskie baby. Doskonała w każdym calu kontynuacja i aż się boję sięgnąć po trzecią część. Z tym boję to lekko przesadziłam, bo siłą rozpędu ściągnęłam Kwestię czasu i nawet lekko napoczęłam.
Edyta Prusko, bo jak pamiętacie, tak nazywa się główna bohaterka ma bezbłędny plan na dalsze życie, a mianowicie postanawia pogonić w diabły niewiernego Rafałka, rozwieść się i wrócić do rodziny na Podlasie. Zanim jednak przystąpi do realizacji planu weźmie udział w wieczorze panieńskim jednej z jej przyjaciółek, Magdusi. A że dziewczyny nigdy nie idą na łatwiznę to wieczór panieński, a w zasadzie wyprawa panieńska ma się odbyć w Szklarskiej Porębie. Dziewczyny karnie stawiają się na dworcu Wrocław Główny, by wyruszyć podróż mającą być zwieńczeniem życia panieńskiego jednej z nich. Prawie wszystkie, bo niespodziewanie zawierusza się Andzia. Podróż pociągiem w wykonaniu Edyty Prusko nie może obyć się bez niespodzianek. Tym razem niespodzianka nie należy do najmilszych, bo w pociągu jadący do Szklarskiej Poręby przez Jelenią Górę, Edyta spotyka obecną i być może przeszłą teściową.. Dla tej drugiej będzie to ostatnia podróż. Dzięki temu jednak drogi Edyty i sierżanta Bączka znowu się krzyżują. U znowu teraźniejszość miesza się z przeszłością, a na jaw wychodzą niewyjaśnione zaginięcia sprzed lat.
Edyta ma nadzieję na definitywny koniec z Surymami, ale niestety los spłata jej jak zwykle niespodziankę i to nawet podwójną. Jeśli jesteście ciekawi jaką to koniecznie sięgnijcie po Wesela nie będzie!, bo to lektura, od której nie sposób się oderwać.
Małgorzata Starosta zafundowała mi lekturę pełną zwrotów akcji, napisaną lekkim piórem komedię z domieszką kryminału i romansu To książka, w której nie ma miejsca na nudę ani na złapanie chwili oddechu, bo dużo się tutaj dzieje, ale wszystko jest spójne i spięte klamrą głównej bohaterki.
To pełna humoru powieść, która przegoni najbardziej czarne chmury. Ja osobiście jestem zachwycona twórczością Pani Małgorzaty i już wiem, że po każdą kolejną książkę autorki będę sięgać w ciemno, bo nazwisko Starosta jest najlepszą rekomendacją.
Biorę się za ostatnią część, bo już się nie mogę doczekać co tam Pani Małgorzata wymyśiła.


Moja ocena 9/10
 

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Olga Rudnicka To nie jest mój mąż

Data wydania: 01-09-2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 408
ISBN: 9788381693363

141/2020

Po książki Olgi Rudnickiej sięgam w ciemno, bo jeszcze nigdy nie zawiodłam się na poczuciu humoru autorki. To nie jest mój mąż jest drugą częścią serii o Matyldzie Dominiczak. O pierwszej części Oddaj albo giń pisałam tutaj:

http://rudabiblioteczka.blogspot.com/2020/04/olga-rudnicka-oddaj-albo-gin.html
Olga Rudnicka pisze komedie kryminalne i mam wrażenie, że to szczególny gatunek, bo przecież mamy różne poczucie humoru i trudna trafić w gusta wszystkich. Mnie humor Pani Olgi odpowiada i z każdą książką bawię się świetnie, nie inaczej było w To nie jest mój mąż. Obśmiałam się jak przysłowiowa norka, a wieczorami na siłę odkładałam książkę, bo przecież trzeba spać żeby rano wstać.
"Bibliotekarka Matylda Dominiczak spełnia swoje marzenie i zostaje licencjonowanym prywatnym detektywem. Jej pierwsze zadanie to uwiedzenie męża klientki i udowodnienie jego niewierności. Jednak rzekomy wiarołomca nie daje się skusić wdziękiem Matyldy, a w dodatku wkrótce znika bez śladu. Pani detektyw ma czterdzieści osiem godzin, by go odnaleźć, ale klientce trudno sprecyzować czy wolałaby odzyskać zagubionego małżonka czy też kochanka, który również zaginął. Znalezione nad rzeką zwłoki niezidentyfikowanego mężczyzny łączą drogi Matyldy i dwóch śledczych, Mareckiego oraz Tomczaka. Histeryczna klientka, wymagająca szefowa i roztargniony mąż nie ułatwiają sprawy Matyldzie, a zegar tyka..."
Tyle opis wydawcy, a w środku jest dużo, dużo lepiej, żeby nie powiedzieć rewelacyjnie.
Matylda Dominiczak po ukończeniu kursu na prywatnego detektywa zatrudniła się w agencji detektywistycznej Salomei Gwint. Nie zrezygnowała jednak z pracy w bibliotece, bo ta zapewnia jej stałe źródło dochody, ale dorabia sowie w niej jakby po godzinach. Nie jest jej łatwo połączyć pracę na dwóch etatach z prowadzeniem domu. Może i byłoby to do ogarnięcie, ale mąż Matyldy, Roman jest tak zakręcony, że chwilami miałam wrażenie, że nie pamięta jak się nazywa.
Pierwszym zadaniem Matyldy jest znalezienie dowodów na wiarołomnego męża klientki, która też nie jest prawdomówna w stosunku do agencji detektywistycznej, bo uwieczniony z ukrycia mężczyzna okazuje się być kochankiem, a nie mężem. Klientka waha się czy woli odnaleźć męża czy kochanka, a może obu naraz? a już jak męża to tylko żywego, bo w przypadku trupa nic nie dziedziczy. Pomieszanie z poplątaniem, a w środku tego wszystkiego nasza Matylda sprawiło, że trzy czwarte książki śmiałam się do łez. Przygotowania Matyldy do wyjścia do klubu jazzowego, gdzie w ramach kamuflażu wyglądała jak przechodzona pani lekkich obyczajów czy obserwacja agencji towarzyskiej sprawiły, że musiałam odkładać książkę po to, aby zaczerpnąć oddech, a już podmiana bielizny w domowej garderobie doprowadziły mnie do konwulsyjnego śmiechu.
Mam wrażenie, że Olga Rudnicka z książki na książkę pisze coraz lepiej. Zawsze lubiłam autorkę, ale teraz już ja uwielbiam. Na szczęście przeczytałam, że To nie jest mój mąż nie jest ostatnią książką o Matyldzie Dominiczak. Już się nie mogę doczekać kolejnych przygód pani detektyw.
Autorka stworzyła w swojej książce całą plejadę bohaterów, których nie sposób nie lubić. W To nie jest mój mąż znajdziecie wszystko to co powinno się znaleźć w każdej komedii kryminalnej i to tej  najwyższej półki.
Ja jestem zdecydowanie na tak, a Wy jeśli jeszcze nie znacie Matyldy Dominiczak to koniecznie to nadróbcie.


Moja ocena 9/10

niedziela, 20 grudnia 2020

Jojo Moyes Światło w środku nocy

Data wydania: 20-02-2020
Wydawnictwo: Znak Literanova
Ilość stron: 544
ISBN: 9788324070893
Tłumaczenie: Anna Gralak


140/2020

Jojo Moyes to autorka, której mam wrażenie nie ma potrzeby nikomu przedstawiać, bo zyskała ona grono stałych czytelniczek, które z niecierpliwością wypatrują kolejnych tytułów autorki. Tym razem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Literanova miałam przyjemność przeczytać Światło w środku nocy i muszę przyznać, że po raz kolejny było to jakże udane i urocze spotkanie.
" Alice czuje się wybrakowaną wersją samej siebie. Szybki ślub z przystojnym Amerykaninem okazuje się pomyłką. W domu rządzi teść, który książki inne niż Biblia uznaje za stratę czasu. Na dodatek plotkuje o niej całe Baileyville, tylko dlatego, że przybyła z dalekiej i równie nudnej Anglii.
Otwarcie konnej biblioteki prowadzonej przez kobiety burzy spokój miasteczka. Na jej czele staje Margery, która brzydzi się hipokryzją, i o zgrozo, ma własne zdanie na każdy temat. Alice rusza na dzikie górskie szlaki z lekturami wzbudzającymi kontrowersje. Oliwy do ognia dolewa fakt, że wśród kobiet zaczyna krążyć zakazana książeczka, która - jak twierdzą niektórzy  - mąci im w głowach i szerzy grzeszne myśli... Choć od Margery różni ją prawie wszystko, Alice odważy się iść za głosem wolności w świecie pełnym zakazów. A dzięki przyjaźni z Fredem zrozumie, że nigdy wcześniej naprawdę nie kochała".
Nie będę Wam już streszczać całej historii, bo możecie przeczytać opis wydawcy. Autorka zabiera nas tym razem w lata trzydzieste XX wieku, a więc krótko przed II wojną światową. To świat w całości opanowany przez mężczyzn, którym rolą kobiety jest być posłuszną. Ale to wszystko nie w przypadku naszej Alice, która jak na Angielkę przystało jest dystyngowana, ale nie umie być cicho i ma swoje zdanie. Nie nadaje się na posłuszną żonę swojego pana i władcy. Jest też niesamowicie odważna i muszę przyznać, że bardzo mi się podobała jej postawa. Jeśli jesteście ciekawi co spotkało Alice w Kentucky to koniecznie sięgnijcie po Światło w środku nocy i przekonajcie się sami, bo to z pewnością lektura, która zasługuje na przeczytanie.
Książka napisana lekkim i pięknym językiem, ale nie czyta się szybko. Autorka malowniczo opisuje miejsca i ma się wrażenie jakby trafiło się w sam środek Baileyville. Ja osobiście lubię takie nieśpieszne opisy. Mamy tutaj też całą plejadę bohaterów, których nie sposób nie polubić i nie mam na myśli tu tylko dwóch silnych kobiet jakimi były Alice i Margery, bo i mężczyznom w tej książce nie sposób nic zarzucić, a chwilami nawet bija je na głowę.
To historia, która mnie wciągnęła i pochłonęła. I chociaż początkowo brakuje jej być może dynamiki i akcja toczy się leniwie, a wręcz sennie to w momencie, gdy dochodzimy do momentu kulminacyjnego to wszystko nabiera rozpędu i sprawia, że zwlekamy z odłożeniem książki, aby przeczytać więcej i więcej.
Światło w środku nocy to to książka, która ukazuje siłę przyjaźni i prawdziwej miłości, ale i historia o niezależności kobiet. Jeśli lubicie twórczość Jojo Moyes to sięgnijcie po Światło w środku nocy, a z pewnością nie będziecie żałować.

Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Znak



czwartek, 17 grudnia 2020

Małgorzata Starosta Pruskie Baby

 

Data wydania:12-06-2020
Wydawnictwo: Vectra
Ilość stron:308
ISBN:9788365950378


139/2020

Dobra przyznaję się, że to było moje drugie podejście do Pruskich Bab Małgorzaty Starosty. Nie wiem co mi przeszkodziło za pierwszym razem w dokończeniu książki, ale jak zobaczyłam, że książka ma już trzy części i niezmiennie zbiera dobre opinie to postanowiła jak najszybciej nadrobić moje gapiostwo. I chciałam jeszcze nieśmiało zauważyć, że kończyłam Pruskie Baby dzisiaj o 3 mad ranem ... takie to było dobre. Już sobie ściągnęłam dwie kolejne części na Legimi i mam nadzieję, że miedzy karpiem, a barszczem czerwonym uda mi się chociaż jedną część przeczytać. A w zasadzie to też nie muszę spać po 7 godzin na dobę i mogę poczytać w nocy.
Pruskie Baby to debiut Małgorzaty Starosty i to jak udany przez duże D. Mogę dobie tylko pluć w brodę, że dopiero po niego sięgnęłam, ale nic to.
Edyta i Rafał to małżeństwo, którego nie można zaliczyć do tych szczęśliwych. Zbliża się Wielkanoc i nasza bohaterka postanawia wyjechać do rodziny na Podlasie bez małżonka oczywiście. Rafał zostaje we Wrocławiu, bo tam dzieje się akcja i co robi? Otóż pod nieobecność żony umawia się na drinka z koleżanką z pracy, Ulą. Liczy oczywiście na coś więcej, być może kolację ze śniadaniem. I być może tak by się stało gdyby nie nadmiar wina wypity podczas spotkania wiarołomnego Rafałka z seksowną Ulą. Rano męczy go nie tylko kac - gigant, ale i telefon z Komendy Policji z zaproszenie na spotkanie. Zaproszenie jest oczywiście z tych nie do odrzucenia. I chociaż czerwona lampka zapala się z tyłu głowy Rafała to  jednak nie na tyle, aby skojarzyć wezwanie ze spotkaniem z Ulą. Tym bardziej, że biedakowi lekko uwał się film i nie bardzo jest w stanie przypomnieć sobie końcowe wydarzeń minionego wieczoru. Okazuje się, że Ula zostaje zamordowana i podczas śledztwa prowadzonego przez policję na jaw wychodzą powiązania rodzinne Uli, Rafała i Edyty. Wraz z toczącym się śledztwem coraz głębiej zanurzany się w zamierzchłą, ale jakże burzliwą przeszłość. Więcej Wam nie opowiem, bo musicie sami zagłębić się nie tylko w drzewo genealogiczne naszych bohaterów, ale i wziąć udział w śledztwie wrocławsko - augustowskim.
Małgorzata Starosta stworzyła powieść, która wymyka się wszelkim konwenansom. Jest trup, jest miłość i są spotkania rodzinne, a te ostatnie już na takim poziomie, że nie mogłam się doczekać kiedy dowiem się kto jest z kim spokrewniony, kto jest z kim związany więzami krwi i dlaczego kobiety zostają przy swoim nazwisku. Po połączenie kryminału, powieści obyczajowej i komedii. Trzy gatunki wymieszane jak w diabelskim kotle sprawiają, że efekt końcowy jest taki, że nie mogłam się od książki oderwać. Teściowa Edyty to już  mistrzostwo świata, o matko co to za baba. To obraz wszystkich najgorszych cech teściowych w jednym. Mam nadzieję, że ja dla swojej synowej nie jestem taką mamuśką z piekła rodem.
Pruskie Baby to tez ciepła książka, która pokazuje jak ważna jest rodzina, jej siła i wielkość. To świetnie napisany debiut z całą plejadą dobrze skonstruowanych bohaterów.
Właśnie sobie postanowiłam, że jak kolejne części każą się być tak dobre jak pierwsza to koniecznie muszę sobie kupić wersję papierową, bo uwielbiam mieć takie perełki na swojej półce.
Jeśli jeszcze nie znacie Małgorzaty Starosty i jej Pruskich Bab to polecam gorąco.


Moja ocena 8/10 

Joanna Bator Gorzko, gorzko


Data wydania: 25-11-2020
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 656
ISBN: 9788324061037


138/2020


Dobra przyznaję się, że zupełnie nie znam twórczości Joanny Bator, ale słyszałam, bo moja koleżanka zaczytuje się w książkach Pani Joanny. Na moją informację, że właśnie ukazał się nowy tytuł skomentowała krótko: wiem, kupiłam trzy i to byłoby tyle jeśli chodzi o informowanie znajomych o nowościach wydawniczych. Ja sięgnęłam po książkę przez zupełny przypadek. Kiedyś na stronie Lubimy Czytać był nabór na recenzentów prowadzony przez wydawnictwo. Zgłosiłam się i jakież było moje zdziwienie, gdy zostałam wybrana. Lekko zwątpiłam, gdy książka do mnie dotarła, bo przeraziła mnie jej objętość, ale urzekła mnie okładka. Wiecie, że jestem sroka okładkowa i według mnie okładka najnowszej książki Joanny Bator Gorzko, gorzko w moim prywatnym rankingu okładkowym zajmuje pierwsze miejsce. Cudo, które przyciąga wzrok, uspokaja i koi. Jestem zachwycona.
Wróćmy jednak do książki i mojego pierwszego spotkania z autorką. Nie ukrywam, że początkowo miałam problem, żeby wgryźć się w treść i mocno zaangażować się w czytanie. To nie jest książka, z którą możecie pójść do łóżka, by przeczytać kilka stron przed snem ani nie poczytacie, gdy koło ucha ryczy telewizor. Ta książka wymaga skupienia i uwagi, a gdy już to wszystko osiągniecie to nie będziecie w stanie oderwać się od lektury. To pełna emocji, dojrzała i wartościowa saga rodzinna ukazująca losy czterech kobiet. Berta, Barbara, Violetta i Kalina - cztery kobiety, które łączą więzy krwi. Najstarsza Berta żyje w czasach wojny, wychowuje ją ojciec, mistrz wędliniarstwa. Barbara to jej córka, której nigdy nie było dane poznać matki, od wczesnego dzieciństwa wychowanka sierocińców, która z wielką miłością wychowała wnuczkę, Kalinę. Violetta porzuciwszy córkę  na wychowanie właśnie Barbarze wyrusza w świat, który z pewnością jest lepszy od zapyziałego miasteczka. I ostatnia z rodu Kalina, dzięki której poznajemy historię, to ona jest jej narratorką. 
cztery kobiety, których historia przepełniona jest goryczą, rozczarowaniem, złymi decyzjami. Każda z nich miała pod górkę i zmagała się z przeciwnościami losu, ale i każda z nich szukała szczęścia i miłości. Każda czuje się niespełniona i każdej brak przy boku tego jedynego, który by trwał niezmiennie, a nie ginął czy porzucał. To Kalina, narratorka powieści, składa opowieść kobiet by jak puzzle dostać pełen obraz. Obraz  traum i wspomnień, które pozwolą najmłodszej z rodu dokonać oczyszczenia i żyć  w zgodzie nie tylko ze sobą, ale i z innymi.
Gorzko, gorzko to pełna emocji powieść o poszukiwaniu miłości i nadziei na  lepsze jutro. To mieszanka wybuchowa, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością. To książka choć nie jest łatwa w czytaniu to zdecydowanie na długo zapadnie w pamięć. To jedna z tych książek, którymi można się delektować w długie zimowe wieczory z kubkiem herbaty i kotem przy boku. A ponieważ to było moje pierwsze spotkanie z autorką to muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem ogromnego kunsztu literackiego i pięknego języka, którym posługuje się Pani Joanna. Zaskoczyło mnie też to, że w książce nie ma dialogów, ale to chyba właśnie jest kwintesencją opowieści, której każda przewrócona strona składa się na całość długo zapadającą na długo w pamięci, zmuszającą do zadumy i refleksji.
Z czystym sumienie mogę polecić Gorzko, gorzko Joanny Bator na bożonarodzeniowy prezent w zasadzie dla każdego, bo to książka tak dla kobiet jak i dla mężczyzn.
Jestem niesamowicie wdzięczna Wydawnictwu  Znak za  możliwość przeczytania tej cudnej i nieoczywistej powieści.


Moja ocena 9/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

środa, 16 grudnia 2020

Iwona Feldmann Rozdzieleni

 

Data wydania: 30-10-2020
Wydawnictwo: WasPos
Ilość stron: 406
ISBN: 9788366425972

137/2020

Jeśli się nie mylę to Rozdzieleni Iwony Feldmann są debiutem autorki i muszę przyznać, że ja nie tylko lubię, ale i uwielbiam książki, w których akcja toczy się dwutorowo, a jak już mamy tajemnicę rodzinną w tle to wiadoma sprawa, że książkę muszę przeczytać.
Akcja książki dzieje się tu i teraz, czyli w Tarnowskich Górach, gdzie poznajemy Annę - młodą architektkę, która całą swoją uwagę i czas poświęca malarstwu. Jej największym marzeniem jest wernisaż w jednej z europejskich stolic. Za namową babci udaje się wraz z nią do Londynu, by poznać zaginioną przed laty rodzinę, a pretekstem do tych odwiedzin są urodziny Johna Huntera. Czy rzeczywiście to zaginiona przed laty rodzina? Anna poznaje w Londynie wnuka nestora rodu, Jamesa, który twierdzi, że wizyta Polek ma tylko na celu wyłudzenie majątku. Czy między Anną, a Jamesem zaiskrzy? Czy może James nie przekona się do pięknej Anny i na zawsze pozostaną wrogami? Tego dowiecie się sięgając po Rozdzielonych Iwony Feldmann.
Skąd taki tytuł?  jak możemy przeczytać w opisie książki: w 1905 roku siedemnastoletnia Aniela decyduje się pozostać w rodzinnej miejscowości, podczas gdy jej dwaj bracia emigrują za ocean. Mimo zapewnień, że po nią wrócą, rodzeństwo już nigdy się nie spotyka. Dziewczyna zmuszona zostaje do wyjścia za mąż za syna najbogatszego gospodarza z okolicy. Czy potomków Anieli łączy rzeczywiście pokrewieństwo z bogatym Johnem Hunterem? 
Lubię książki owiane tajemnicą gdzie współczesność przeplata się z historią i zamysł na książkę był świetny. Czytało się szybko i z zainteresowaniem, a całą opowieść podzielona jest na rozdziały, które opowiadają historię Anny i Anieli. I chociaż historia skradła moje serce to mam żal do wydawnictwa, że oddała do rąk czytelnika książkę, która zawiera mnóstwo błędów. Nie żebym się czepiała i pisała bezbłędnie, ale uważam to za brak szacunku dla czytelnika i najzwyczajniej w świecie było mi przykro nie tylko dlatego, że błędy raziły mnie w oczy, ale żal mi było autorki, która włożyła mnóstwo pracy w napisanie tej historii.
Niemniej jednak jeśli tylko przymkniemy oko na te nieszczęsne błędy to uważam, że Rozdzieleni są książką po którą warto sięgnąć i poświęcić jej czas. To obowiązkowa lektura dla miłośników książek z tajemnicą rodzinną w tle. To książka, która łapie za serce i zmusza do myślenia. 
Ja osobiście uważam spotkanie z Rozdzielonymi Iwony Feldmann za udane i z pewnością sięgnę po kolejne książki autorki 


Moja ocena 7/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu WasPos

sobota, 12 grudnia 2020

Sylwia Kubik Nasze niebo

 


Data wydania:13-11-2020
Wydawnictwo: eSPe
Ilość stron: 312
ISBN: 9788382010442


136/2020

To już trzecie spotkanie z Panią Sylwią Kubik i jej cyklem powiślańskim. Trzecie i niestety ostatnie czego strasznie i ogromnie żałuję, ale i mam nadzieję na kolejne książki autorki. Nie ukrywam, że będę ogromnie tęsknić za mieszkańcami Brzozówki, bo każde spotkanie z nimi było jak spotkanie z dawno niewidzianymi przyjaciółmi i jak powrót po długiej nieobecności do domu. Domu, w którym zna się każdy kąt. Jakbym miała oceniać, która z części jest najlepsza to nie umiałabym tego zrobić, ale wiem, że Nasze niebo wzruszyło mnie niezmiernie i spłakałam się jak bóbr. Rozliczenie z przeszłością Stefana sprawiło, że nie umiałam się uspokoić, a łzy leciały mi jak grochy.
Brzozówka to jak pamiętacie mała wieś na Powiślu, w której każdy zna każdego . I jak to w małej społeczności bywa to wszyscy się znają. To przecudowna miejscowość, w której pełno jest ludzkiej dobroci i wielkiego serca/. Wspierają się i pomagają, a nasi bohaterowi są jak jedna wielka rodzina.
Zdradzę Wam w sekrecie, że oprócz znanych nam bohaterów do Brzozówki zawitał wnuk Stefana po tym jak nasz bohater złamał nogę, ale o okolicznościach jak Rafał trafił do dziadka już Wam nie powiem, Sięgnijcie koniecznie i przekonajcie się sami. Dużo w tej części Stefana, którego przyznam szczerze nie darzyłam zbytnią sympatią, wydawał się oschły i taki bez serca. W naszym niebie wyjaśniło się co nim powodowało. Stefan okazał się być człowiekiem o wielkim sercu, który pod pozorną oschłością okazał się być biednym, samotnym mężczyzną, któremu ciężko było się przełamać. Na szczęście wszystko się wyjaśniło. Autorka pokazała mi, że nie warto przekreślać nikogo dopóki nie pozna się jego historii. Coś wynika z czegoś.
Wzruszyłam się też losem sołtysowej, ale tutaj nie doczekałam się wyjaśnienia. Chociaż znając Krystynę z poprzednich części mam nadzieję że dopięła swego, bo to uparcie dążąca do celu kobieta.
Nie zabrakło i Heleny z Małgosią, Karoliny z Wojtkiem i uroczymi córeczkami, a także doktora Macieja, Moniki i Kuby, który skradł moje serce od pierwszej strony. Wątków jest wiele i dla wszystkich znalazło się miejsce, bo przecież pod naszym niebem jest miejsce dla każdego i myślę, że każdy znajdzie tutaj bohatera, z którym może się utożsamiać.
Tutaj rytm życia mieszkańców wyznaczają pory roku. Autorka pieczołowicie pokazuje nam zwyczaje jakie przekazywane są z pokolenia na pokolenie.
Jeśli nie znacie książek autorki to sięgnijcie po nie koniecznie, bo warto sięgać po książki pełne ciepła i wiary w ludzką dobroć.
Lubię lekkość pióra autorki i jej dar opowiadania dlatego też będę wyglądać kolejnych tytułów, a za mieszkańcami Brzozówki będę tęsknić, bo zwyczajnie ich polubiłam.


Moja ocena 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu eSPe

czwartek, 10 grudnia 2020

Magdalena Witkiewicz Listy pełne marzeń


Data wydania: 28-10-2020
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 368
ISBN: 9788381952897

135/2020

Nie po raz pierwszy mówię, że lubię książki w świątecznym klimacie. Na Legimi mam ich tyle, że mogę sobie na szczęście bezkarnie wybierać. Tym razem mój wybór padł na Magdalenę Witkiewicz i jej Listy pełne marzeń. Lubię i cenię sobie twórczość autorki, bo wiem, że jej książki mimo, że pełne wzruszeń to zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Tym razem przyznaje, że chyba miałam za wysokie oczekiwania w stosunku do tej książki. Zabrakło mi tego czegoś co sprawi, że książka na długo zapadnie w mojej pamięci. To nie tak, że to jest zła książka, bo jak zwykle bohaterowi są świetnie wykreowani i akcja toczy się wartko, a przesłanie jest jasne i wyraziste. Być może mam przesyt świątecznych książek, ale wcale nie zamierzam przestać je czytać.
Główną bohaterką najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz jest Maryla Jędrzejewska, która od lat, a w zasadzie od momentu kiedy dostała niespodziewany spadek, jest świętym Mikołajem. Spełnia marzenia dzieci, a zwłaszcza tych, których listy uda jej się przechwycić. Z roku na rok na jednak nasza bohaterka coraz bardziej pod górkę, bo mało kto pisze teraz tradycyjne listy. Nawet dzieciaki korzystają z maila. Maryla ma pomocników. Tych, którym kiedyś pomogła. Każdy chce się jej odwdzięczyć za okazana im bezinteresowną pomoc. Chociaż przechwytywanie listów z pewnością nie jest do końca legalne to myślicie, że naszej bohaterce się to udaje? Jeśli jesteście ciekawi to sięgnijcie po Listy pełne marzeń.
Dużym plusem książki jest fakt, że czytając listy dzieci z rozrzewnieniem wspominałam swoje dzieciństwo. Też pisałam listy i wierzyłam w Mikołaja do momentu kiedy nie wygrzebałam w czeluściach szafy prezentów, które potem znalazłam pod choinką. Ciekawość jednak nie popłaca, bo gdyby nie moje wścibstwo to z pewnością do dzisiaj pisałabym listy :) Bo fajnie jest wierzyć w Mikołaja.
Boże narodzenie, a w zasadzie grudzień to taki specyficzny czas kiedy nagle wszystkim otwierają się serca i przypominają sobie o dzieciach w domach dziecka, zwierzakach i bezdomnych. Przyznaje bez bicia, że osobiście staram się pomagać w miarę możliwości przez cały rok. Stąd też moje wszystkie kocie przybłędy w domu. Dobrze, że niektórym chociaż w grudniu otwierają się serca.
Sama historia głównej bohaterki choć dobrze skonstruowana jakoś nie zapadła mi w pamięci. Natomiast listy dzieci i ich prośby rozerwałyby najtwardszą duszę. Wyobraźcie sobie dziecko, które w liście do Mikołaja nie prosi o najnowszy model Barbie czy lego, ale o ciepłe buty czy normalną Wigilię. A ile takich dzieci jest wokół nas? Może czasami wystarczy spojrzeć poza czubek własnego nosa i komuś pomóc? Ale pomóc w umiejętny sposób, dać szansę na zmiany.  To właśnie pokazuje Magdalena Witkiewicz w swojej najnowszej książce. Czasami wystarczy dać komuś wędkę, a on umiejętnie to wykorzysta.
To przesłanie autorki skradło moje serce, bo chociaż bohaterka jest miła i sympatyczna to nie zapadnie długo w mojej pamięci.
Jeśli jeszcze nie czytaliście najnowszej książki Magdaleny Witkiewicz to nadróbcie to i podzielcie się ze mną swoją opinią.


Moja ocena 6/10 

środa, 9 grudnia 2020

Michał Krawczyk Przypadek? Nie sądzę!

Data wydania: 07-12-2020
Wydawnictwo: Dlaczemu
Ilość stron: 240
ISBN: 9788366521124

134/2020

Jakiś czas temu moja ulubiona koleżanka internetowa zapytała czy nie chciałabym objąć patronatem książki debiutującego autora . Nie zastanawiałam się nawet minuty, bo po pierwsze jak wiecie kocham debiuty, po drugie uważam, że należy wspierać młodych twórców, a po trzecie po krótkiej rozmowie z autorem nie sposób było powiedzieć nie, bo to przesympatyczny młody człowiek, trochę zwariowany, z dystansem do siebie i otaczającej rzeczywistości. I tak oto w moje ręce wpadła książka Przypadek? Nie sądzę!
Już nie raz ani nie dwa przekonałam się, że z debiutami to różnie bywa. Czasami trzeba się zmusić do przebrnięcia przez kolejne strony, czasami jest dobrze, a sporadycznie można uznać debiut za udany - taki przez duże D. Jak było w przypadku Michała?
Książka bardzo szybko pojawiła się na Legimi, więc nie wahałam się ani sekundy, ściągnęłam i pomyślałam sobie: dobra trzeba sprawdzić co też ten mój blog objął patronatem. Pierwszy rozdział - może być, drugi - to da się czytać, trzeci, czwarty i.... poszło, a ja nawet się nie obejrzałam jak skończyłam książkę z ogromnym niedosytem, bo mam apetyt na więcej. Już nawet podzieliłam się swoimi uwagami z autorem i niech sobie chłopak nie myśli, że zapomnę co mu podpowiedziałam.
Koniec przydługiego wstępu i pora przejść do oceny książki, która trafiła w moje ręce przez Przypadek? Nie sądzę!
Poznajcie Agatę, która właśnie została porzucona przez Brajanka. Przestaje wierzyć w miłość, facetów i na dodatek straciła pracę. mamy też i Ryszarda, którego można jeść łyżkami. Ryszard to magnes na wszystkie kłopoty, nieszczęścia i plagi egipskie razem wzięte. Ryszard parzy kawę od lat, ale od laktozy albo jej braku ma odruch wymiotny. nasz biedny Rysiu w momencie kiedy traci wynajmowane mieszkanie postanawia pójść za ciosem i rzuca znienawidzoną robotę.
Przypadek sprawił, że obydwoje wyruszają do Żyworódki, gdzie każde z nich ma babcię ( nie wspólna oczywiście) . I chociaż pekaes jedzie jak żółw i trzęsie w nim niemiłosiernie to podróż do Żyworódki i pobyt w niej to czysta przyjemność dla czytelnika. Żyworódka to nie byle wioch, bo może się nie tylko poszczycić babciami naszych bohaterów, ale i Senioralnym Centrum Jogi i Medytacji "Regenerat", którego właścicielem jest jakże taraban i jego małżonka, dla której lekarz medycyny estetycznej jest jak dla zwykłego zjadacza chleba powietrze.
Nie sposób tu nie wspomnieć o Fatimie i Marceli, czyli babciach naszych bohaterów, których spotkanie i rozmowy doprowadzały mnie do bólu żołądka i napadów śmiechu. Musicie je koniecznie poznać, bo ja osobiście jeszcze takich aparatek nie spotkałam. Jak autor nie poświęci im drugiej części to nie odezwę się już do niego ani słowem. Fatima i Marcela są rewelacyjne tak jako jednostki jak i w duecie.
Michał Krawczyk stworzył powieść idealną na nasze czasy, pełną złośliwości i ironii, ale i dystansu do rzeczywistości. Ja ubawiłam się tak, że momentami musiałam odłożyć książkę, aby powstrzymać łzy od śmiechu i zaczerpnąć powietrza, a mój przyzwyczajony do moich dziwnych zachowań mąż tylko pukał się w czoło. 
Znam już księcia komedii kryminalnej to może teraz pora na księcia komedii obyczajowej? Jeśli kolejna książka Michała będzie tak dobra jak jego debiut to z pewnością na ten tytuł zasłuży.
Ja bawiłam się świetnie i chociaż z pewnością Nobel Michałowi póki co nie grozi to polecam Wam jego debiutancką powieść z całego serducha. No i oczywiście będzie kontynuacja, na którą czekam z niecierpliwością.

Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi i Wydawnictwu Dlaczemu

poniedziałek, 7 grudnia 2020

A.J. Pearce Droga pani Bird


 Data wydania: 12-11-2020
Wydawnictwo: Literackie
Ilość stron:392
ISBN: 9788308073353
Tłumaczenie: Katarzyna Makaruk

133/2020

Do sięgnięcia po Drogą panią Bird skłonił mnie opis wydawcy, w którym to możemy wyczytać, że autorka inspirowała się prawdziwymi listami wysyłanymi przez czytelniczki do gazet podczas II wojny światowej. To mi wystarczyło, bo na słowo II wojna światowa zapala mi się taka lampka z tyłu głowy i wiem, że po książkę należy sięgnąć. A jeszcze tak okładka, zdjęcie nie oddaje jej uroku, ale uwierzcie mi na słowo, że te wytłoczone złote litery chce się dotykać i czuć ich wypukłość pod palcami. Coś pięknego. A treść? Mnie zachwyciła od pierwszej strony i chciałabym czytać takich książek więcej i bez końca;
Autorka  w swojej powieści zabiera nas do Londyny. Mamy rok 1941 i poznajemy młodą ochotniczkę straży pożarnej, Emmeline Lake, której największym marzeniem jest zostać korespondentką wojenną. Pomyłka, a może jednak przeznaczenie sprawiają, że dziewczyna zgłosiła się do pracy w  magazynie Przyjaciółki kobiet, gdzie zostaje młodszą maszynistką. Pod okiem srogiej Henrietty Bird, . nasza bohaterka udziela porad kobietom. Ale nie myślcie sobie, że to łatwa praca, bo lista tematów zakazanych jest wyjątkowo długa,. Czy nasza Emma podporządkuje się obostrzeniom panującym w wydawnictwie czy może wyłamie się od zasad tam panujących? Tego dowiecie się sięgając po Drogą panią Bird A.J. Pearce.
To świetnie napisana książka z rewelacyjnie wykreowaną postacią głównej bohaterki. Nie sposób nie polubić Emmy, która na przekór panującym zasadom umie postawić na swoim ( nawet a może przede wszystkim podpisując się nie swoim nazwiskiem). To książka, która wzrusza i bawi. Wojna i młodość, strach i śmierć, obraz wojennego Londynu i ludzkie dobro, w tym trudnym czasie to wszystko  możecie znaleźć w tej ciepłej i przesympatycznej książce.
Wyczytałam, że autorka pracuje nad kontynuacją Drogiej pani Bird. Już wiem czego będę wyglądać w przyszłorocznych zapowiedziach wydawniczych.
Jeśli bliskie Waszemu sercu są książki z II wojną światową w tle to koniecznie sięgnijcie po Drogą panią Bird A.J. Pearce, a z pewnością nie będziecie żałować.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

niedziela, 6 grudnia 2020

Richard Paul Evans Świąteczny nieznajomy


Data  wydania: 02-11-2020
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 320
ISBN: 9788324070862
Tłumaczenie: Hanna de Broekere

132/2020

Książki o tematyce świątecznej mogę czytać cały rok, od stycznia do grudnia. patrząc w tym roku na ilość książek, które oferują nam wydawnictwa to chyba rzeczywiście skoczę czytać w przyszłym roku, może nie w grudniu, bo już od października ukazują się nowe, ale podejrzewam, że do lata mi zejdzie.
Wiecie doskonale, że najchętniej sięgam po książki naszych rodzimych autorów, ale jak widać na załączonym obrazku zdarzają się wyjątki. Nie przypominam sobie w zasadzie żebym czytała książki Pana Evansa, ale nazwisko nie jest mi obce, bo obiło mi się o uszy i jak zauważyłam autor ma rzesze fanek. Czy i ja po lekturze Świątecznego nieznajomego też się do nich będę zaliczać? Muszę z przykrością stwierdzić, że raczej nie. Nie mówię nigdy, ale przyznam, że książka mnie rozczarowała i okazała się być lekko infantylna, a i z główną bohaterka nie było mi jakoś po drodze. 
Główną bohaterką jest Maggie Walther, której życie w jednej chwili rozpada się na milion kawałków. Małżonek, którego kochała i z którym planowała się zestarzeć okazał się być zupełnie innym człowiekiem. Okazało się, że mężczyzna ma druga rodzinę i czas dzielił między obie kobiety. Maggi straciła zupełnie zaufanie do mężczyzn i jedno co jej dobrze wychodzi to leżenie w łóżku i snucie się po domu  kąta w kąt.
To za namową najbliższej przyjaciółki nasza bohaterka rozpoczyna przygotowania do świąt, by chociaż na chwilę oderwać się od czarnych myśli. Kupując choinkę poznaje jego, Andrew i.... wyjątkowo szybko się w nim zakochuje. Czy mężczyzna przywróci jej wiarę w męski ród czy może kolejny facet ukrywa coś w zanadrzu? Sięgnijcie po Świątecznego nieznajomego i przekonajcie się.
Do mnie ta książka nie przemówiła kompletnie i chociaż czytało się ją szybko to zabrakło mi tego czegoś, a już główna bohaterka działała mi na nerwy od początku książki. Tutaj rozpacza za wiarołomnym mężem chyba tylko po to, by za chwilę tęsknić za Andrew. I tak jak początek był całkiem obiecujący to im głębiej w książkę to miałam wrażenie, że jest gorzej. Jak można wyjechać z obcym facetem po kilku dniach znajomości do Meksyku?? Do mnie to nie przemawia i ja tego nie rozumiem. 
Fakt, że okładka jest mega nie zmieni niestety faktu, że książkę przeczytałam, ale ani na sekundę nie zagości w mojej pamięci, a szkoda, bo początek był całkiem obiecujący, a może to tylko moje wrażenie.
Jeśli czytaliście albo planujecie przeczytać książkę Pana Evansa to koniecznie dajcie mi znać co o nie sądzicie.

Moja ocena 4/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Znak

 

Marta Matyszczak Tajemnicza śmierć Marianny Biel


Data  wydania:14-06-2017

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Ilość stron: 304

ISBN: 9788327156044


131/2020


Tajemnicza śmierć Marianny Biel to debiutancka książka Marty Matyszczak. Cykl Kryminałów pod Psem liczy już osiem części, a ja dopiero miałam okazję poznać Tajemniczą śmierć Marianny Biel. Przyznaję, że wciągnęłam się od pierwszej strony i żal było mi odłożyć książkę, gdy musiałam się zająć domowymi obowiązkami. Chciałam jeszcze nieśmiało zauważyć, że książka miała premierę trzy lata temu, a ja dopiero dorwałam ją w swoje łapki. Brawo ja, ale obiecuję poprawę i mam nadzieję, że w tym roku przeczytam chociaż jeszcze jedną część, bo to dobrze napisany nie tylko kryminał, ale i komedia kryminalna wraz z jej niezwykłym bohaterem, Guciem.

Kim jest Gucia? Gucio to pies rasy europejskiej, przygarnięty ze schroniska. Nie byłoby w tym w zasadzie nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że ów Gucio ma trzy łapy, a ludzie niekoniecznie chętnie przygarniają zwierzaki, którym coś brakuje. Dla mnie to żadna niespodzianka, bo moje wszystkie koty przygarnięte ze schroniska maja jakiś " defekt". Jeden chodzi na trzech łapkach, drugi ma zaburzenia równowagi, a kolejny był wzięty tylko dlatego, że brzydszego nie było i wiedziałam, że nikt go nie będzie chciał. Mnie te ich "ułomności" zupełnie nie przeszkadzają i  wszystkie po kolei są najprzystojniejszymi, najmądrzejszymi i najukochańszymi kotami na dzielni.

Dobra, ale wróćmy do Tajemniczej śmierci Marianny Biel, której jednego z bohaterów już Wam przedstawiłam, a drugim jest były policjant Szymon Solański, który wprowadza się właśnie do jednego z chorzowskich familoków. Szymon postanawia otworzyć agencję detektywistyczną, bo przecież w czegoś z Guciem muszą żyć. Niestety działalność detektywistyczna nie bardzo wychodzi naszemu bohaterowi, bo jego głowę zaprząta zupełnie inna sprawa, a mianowicie znalezione zwłoki jego sąsiadki, Marianny Biel, która była znaną i cenioną aktorką sceny chorzowskiej. Policja podejrzewa nieszczęśliwy wypadek, ale Szymon jest zupełnie innego zdania. Czy ma rację? Jeśli jeszcze nie znacie Tajemniczej śmierci Marianny Biel to sięgnijcie po nią koniecznie i przekonajcie się sami.

Od pierwszej strony autorka zaintrygowała mnie pomysłem na książkę, Zaczynamy od wizyty w schronisku, która dla Gucia skończyła się szczęśliwie. Ale ilu takich Guciów czeka na swojego człowieka? A im głębiej w książkę tym jest jeszcze lepiej Poznajemy mieszkańców chorzowskiego familoka i ich tajemnice, ale niestety ja do samego końca nie domyślałam się kto skrywa się za Tajemniczą śmiercią Marianny Biel, Dla mnie niestety, ale dla fabuły jest to duży plus, bo autorka trzyma czytelnika do samego końca. To świetna komedia kryminalna widziana nie tylko oczami człowieka, ale i Gucia, którego spostrzeżenia przyprawiały mnie momentami o ból żołądka. Książka według mnie jest dopracowana w każdym calu i aż się boję co to będzie w kolejnych częściach. bo jak autorzy tak debiutują to ..... Sprawdzę z pewnością, bo to kawał dobrze napisanej książki.


Moja ocena 8/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Grupie Wydawniczej PUBLICAT SA




niedziela, 29 listopada 2020

Lucyna Olejniczak Apteka pod Złotym Moździerzem. Obca


Data wydania: 13-10-2020
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 720
ISBN: 9788381692977


130/2020

Pamiętam jak z niecierpliwością czekałam na kolejne części Kobiet z ulicy Grodzkiej Pani Lucyny Olejniczak, a potem czytałam z wypiekami na twarzy. Jakież było moje zdziwienie kiedy podczas przeglądania nowości natknęłam się na Aptekę pod Złotym Moździerzem, która jest pierwszym z dwóch tomów nowej serii. Obca, bo taki tytuł ma pierwsza część jest perqelem Kobiet z ulicy Grodzkiej, ale jeśli ktoś nie zna bestsellerowej sago to może spokojnie czytać. Zobaczcie jaka to cegła, która ma 720 stron, ale nich Was to nie przeraża, bo książka jest absolutnie genialna i ja sama nie wiedziałam kiedy strony ubywały, a już pod koniec dawkowałam sobie przyjemność czytania tylko po to, aby móc jak najdłużej delektować się Apteką pod Złotym Moździerzem. Generalnie w listopadzie mam szczęście do dobrych książek i gdybym musiała wybierać najlepszą to miałabym problem. Niemniej książka Lucyny Olejniczak z pewnością znalazłaby się na podium.
Lucyna Olejniczak zabiera nas do galicyjskiej wsi, w której panuje cholera, a ludzie umierają jak muchy. Wioska jest odcięta od świata i pilnowana przez rosyjskich żołnierzy, aby nikt z niej się nie wymknął i nie rozprzestrzenił choroby dalej. Taki dzisiejszy lockdown, a mamy rok 1831. Agnieszka jest w ciąży i właśnie pochowała swojego ukochanego męża Szczepana. To ona dzięki sprytowi, pod osłoną nocy ucieka z morowej wsi. Chęć ocalenia dziecka daje jej niewiarygodną wręcz siłę. Zupełnie przypadkowo trafi do klasztoru, gdzie znużona ucieczką, znajduje opiekę. To tutaj rodzi swoją pierworodną córkę Magdę, która dorasta wśród zakonnic i przy boku ukochanej matki. Magda jest krnąbrna i zawsze stawia na swoim, jest też niesamowicie inteligentna. Gdy dorasta wyjeżdża do Krakowa i tak naprawdę to tutaj zaczyna się cała opowieść, of której nie sposób się oderwać. Śledzimy losy Magdy, której największym marzeniem jest zostać lekarzem. Czy jej się to uda? Czy w tamtych czasach było to możliwe? Tego wszystkiego dowiecie się sięgając po pierwszą część Apteki pod Moździerzem.
Autorka ma niesamowity dar snucia opowieści i chociaż historia ma miejsce setki lat temu to uczestniczymy w wydarzeniach tak jakbyśmy sami byli w XIX- wiecznym Krakowie. Tutaj nie znajdziecie lukru i cukru. To opowieść z krwi i kości o odważnej kobiecie, która nie bała się mieć swojego zdania i umiała walczyć o swoje. To też opowieść o miłości matki do dziecka, która jest w stanie przezwyciężyć wiele, aby zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa. To też opowieść o ziołach rosnący w przyklasztornym gródku i o marzeniach.
Już nie mogę się doczekać kolejnej części. Jeszcze nawet nie widać jej w zapowiedziach, ale jestem przekonana, że gdy tylko się okaże to rzucę wszystko w kąt, aby po raz kolejny chłonąć atmosferę tamtych dni.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać twórczości Lucyn Olejniczak to koniecznie to nadróbcie, a Aptekę pod Złotym Moździerzem polecam w całego serca.

Moja ocena 10/10

Książkę otrzymałam z Klubu recenzenta serwisu nakanapie.pl

środa, 25 listopada 2020

Nina Majewska - Brown Kłamstewka

 
Data wydania: 14-10-2020
Wydawnictwo: Bellona
Ilość stron: 300
ISBN: 9788311160231


129/2020

I jak ja mam przestać czytać nasze rodzime autorki? Najzwyczajniej  w świecie się nie da. Tym razem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Bellona sięgnęłam po Kłamstewka Niny Majewskiej - Brown. Nie jest to mi obce nazwisko, bo miałam już przyjemność sięgać po książki autorki, a ona sama ma ugruntowaną pozycję na rynku wydawniczym i grono czytelniczek.
Poznajcie Polę - kobietę po czterdziestce, która nie miała łatwego życia. Po rozwodzie z mężem, który okazał się wiarołomcą ma problem z zaufaniem drugiemu człowiekowi. Nie pomaga jej też była teściowa, która nie dosyć, że nawiedza ją regularnie to jeszcze stara się po raz kolejny wyswatać ją z synusiem. Jesteście sobie to w stanie wyobrazić? Bo ja chyba niekoniecznie. Pola jest psychologiem i prowadzi własny gabinet. Pomaga ludziom rozwiązywać ich problemy i kocha to co robi. To właśnie w miejscu swojej pracy poznaje mężczyznę, który zdaje się być wymarzonym i wyśnionym: szarmancki, opiekuńczy, w lot odgaduje pragnienia Poli, wspiera ją na każdym kroku. No ideał i ucieleśnienie marzeń. Nie dajcie się zwieść  tak jak ja dałam się nabrać, bo gdy myślałam, że życie Poli wskoczyło na właściwe tory to autorka zafundowała mi takie zakończenie, że nie dosyć, że długo zbierałam szczękę z podłogi to nie mogłam wieczorem zasną. To była prawdziwa mieszanka wybucha i emocjonalny rollercoaster. 
Ta książka mogłaby być opowieścią koleżanki czy znajomej, bo czytając ją miało się wrażenie, że uczestniczy się w wydarzeniach. Ta książka chociaż okładka sugeruje lekturę lekką łatwą i przyjemną jest przesycona kłamstwem i maskami, które przybierają bohaterowie. Tutaj nie byłam w stanie przewidzieć fabuły i zdarzało mi się robić wielkie oczy czytając co przytrafiło się w życiu naszej bohaterki. A jakby tego było mało to okazuje się, że historia opisana w Kłamstewkach po części wydarzyła się naprawdę.
Jeśli lubicie książki realistyczne i te pisane przez życie to na długie jesienne wieczory polecam Wam z czystym sumienie Kłamstewka Niny Majewskiej - Brown i jestem przekonana, że nie pożałujecie wyboru.


Moja ocena 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Bellona.